Ulica Świętoduska nigdy nie robiła takiego wrażenia, jak klimatyczne staromiejskie zaułki, bogate kamienice Krakowskiego Przedmieścia czy kilkanaście (!) pałaców zbudowanych w dzisiejszym centrum miasta. Była... taka sobie. Ale historię ma niesamowitą. Nawet nazwa fascynuje, ma kilkusetletnią historię...
Świętoduska… a może Ś. Duska, Ś-to Duska, Śto Duska, S-to Duska? Nie ma w Lublinie drugiej takiej ulicy, której nazwa byłaby tak wdzięczna do skracania jej z wielką fantazją... I z taką namiętnością stosowana przez wieki – bywało, że w jednym dokumencie, liście, artykule w gazecie, itp. stosowano je zamiennie. Tak nazwa, jak i cała ulica związana była przez wieki z kościołem pw. Św. Ducha stojącym przy Krakowskim Przedmieściu. Przy świątyni istniejącej od 1419 roku (bądź jak twierdzą niektórzy badacze od 1362 roku) funkcjonował szpital, więc droga prowadząca do niego zwana była już w XV wieku ulicą Szpitalną. Świętoduska, czyli ulica od Świętego Ducha pojawiła się w wieku XVII i przez długi czas funkcjonowała zamiennie z nazwą Św. Ducha.
Czytaj też: Superosiedle ery PRL robi ogromne wrażenie. Zaprojektował je wizjoner z Norwegii
- Od kościoła ś. Duskiego bierze nazwę, nie brukowana dotąd chociaż w środku miasta obok głównej ulicy leży, i porządną stanowić może – tłumaczył w 1839 roku Seweryn Sierpiński w swym przewodniku mieście. Po II wojnie światowej komuniści zmienili nazwę na ul. Hanki Sawickiej, niezwiązanej z Lublinem komunistki żydowskiego pochodzenia, zamordowanej przez Gestapo w Warszawie. Świętoduska pojawiła się ponownie w 1990 roku, już w jednej, jedynie słusznej formie. Choć…nie do końca.
- Idę na Hanki Świętoduskiej – zdarza się mówić co starszym mieszkańcom miasta.
Dzięki obrazowi pt. „Pożar Miasta Lublina z 1719” przechowywanemu z bazylice o.o. dominikanów w Lublinie (w bocznej nawie po prawej stronie patrząc na ołtarz) mniej więcej wiemy, jak miasto wyglądało w tym czasie. Mniej więcej.
- Na ww. obrazie przedstawiony został ogród, otoczony murem, założony i zrealizowany przez klasztor oo. karmelitów. Pośród drzew pokazane zostały ruiny nieistniejącego budynku, które są prawdopodobnie śladem dawnego porządku przestrzennego w tej części miasta, pełnego zabudowy. Prawdopodobne okoliczności zniszczenia budowli, znajdziemy w zapisach źródłowych. OO. Karmelici, po przybyciu do Lublina w 1610 roku, szybko zaczęli starania o powiększenie swej domeny. Liczne wzmianki informują o stopniowym przejmowaniu terenu położonego między współczesnym Krakowskim Przedmieściem, murami miejskimi, a obecną ul. Świętoduską - informuje dr Rafał Niedźwiadek, autor pracy podsumowującej winiki badań archeologicznych w tym miejscu. Trwają kilka lat, mają zakończyć się w tym roku. Prawdziwym hitem jest co innego. - Za dotychczasowe najważniejsze odkrycie, można uznać odkrycie osady słowiańskiej, datowanej wstępnie na IX, X/początek XI wieku. Ma ona wiele istotnych cech, które czynią z niej wyjątkowe znalezisko na mapie Lublina. Jedną z nich był stopień zachowania samych domów i różnorodność typów konstrukcji - dodaje uczony.
Czytaj też: Niewiarygodne, co kryje centrum Lublina. Zapomniane pałace zaskakują historią
To niesamowite - pomiędzy ulicami Świętoduską, Lubartowską, Bajkowskiego kwitło życie. Badacze uważają, że część osady była zorganizowana wokół pustego placu, mającego kształt nieregularnego owalu. Obiektom mieszkalnym towarzyszyły jamy gospodarcze, np. do produkcji dziegciu. Odsłonięto również wiele samodzielnych trzonów ogniowych – paleniska i piece. Obraz zagospodarowania uzupełniają liczne doły posłupowe. Podstawowym datownikiem były ułamki naczyń, jakie podjęto z eksplorowanych obiektów. - Odkryto także ślady czterech domostw wczesnośredniowiecznych, którym towarzyszyły jamy gospodarcze. Wszystkie chaty wybudowano na planie czworoboków, odległość między nimi wynosi dokładnie 4,5 metra - dodaje archeolog.
Informacje zawarte w artykule zaczerpnięto z opracowania „Lublin, kwartał zabudowy Lubartowska – Świętoduska – Bajkowskiego. Sprawozdanie z archeologicznych badań przedinwestycyjnych w sezonie 2025”, styczeń 2026, autor dr Rafał Niedźwiadek.