- Od pożaru kościoła przy ul. Kunickiego w Lublinie minęło osiem miesięcy.
- Ze świątyni wywieziono tysiące ton gruzu, ale budynek nadal pozostaje bez dachu.
- Parafia chce w 2027 roku zabezpieczyć kościół przed deszczem i śniegiem.
- Nabożeństwa odbywają się obecnie w kaplicy oraz w namiocie na terenie parafii.
- Proboszcz przyznaje, że pełna odbudowa potrwa raczej lata niż miesiące.
Widać wyraźnie, ile czasu, pieniędzy i ludzkiej pracy potrzeba, aby kościół mógł zacząć służyć wiernym. - Powoli, ale w dobrym kierunku - mówi w rozmowie z Super Expressem ks. dr. Waldemar Sądecki, proboszcz parafii. Miejsce, gdzie stoi kościół - ulica Władysława Kunickiego biegnie ze śródmieścia Lublina w kierunku Biłgoraja i dalej, do Przemyśla, w ostatnim odcinku przecinając osiedle domków jednorodzinnych, w których wiele ma prawie stuletni rodowód. Dzielnica "Dziesiąta" była pomyślana jako miasto-ogród już przed wojną, a kościół stanął w tymi miejscu już w 1934 roku. Drewniany budynek (który rozebrano i przeniesiono do nieodległych Pilaszkowic, w lubelskiej parafii można oglądać jego makietę stojącą na tarasie domu parafialnego) ustąpił w 1985 roku smukłemu, ale potężnemu kościołowi z cegieł i betonu. Wydawałoby się, takiemu olbrzymowi nic nie jest straszne.
Czytaj też: Ogień strawił kościół w Boże Narodzenie. Niezwykły gest najmłodszych parafian z Lublina
- Trudno było uwierzyć. To piękna i bardzo ważna dla nas część życia - mówili nam państwo Anna i Ryszard Kargulowie, których spotkaliśmy na miejscu na drugi dzień po pożarze. W tym miejscu oboje przyjęli chrzest, pierwszą komunię świętą, w świątyni, oczywiście tej drewnianej, przeszło 60 lat temu... trafili na siebie. Pani Anna śpiewała w kościelnym chórze i wypatrzyła sobie pewnego przystojnego ministranta... - I tak zostało. Wspólnie z naszymi synami pomagaliśmy budować ten kościół.
Ogień pojawił się w Boże Narodzenie rano. Płonął dach potężnej świątyni, z żywiołem walczyło kilkuset strażaków. Do dzisiaj nie znane są przyczyny, dlaczego do tego doszło. Budynek uległ wielkim zniszczeniom, przez pewien czas jego przyszłość była wielką niewiadomą. Szczęście w nieszczęściu – specjaliści orzekli, że mury świątyni nie zostały naruszone, jednak wszystko inne: strop i dach, należy rozebrać. Rozbiórka trwała kilka miesięcy i kosztowała krocie. Teraz, na początku września 2026 roku panuje tam spokój. To co można wykorzystać – jest wykorzystywane. Np. deski – z tych foremniejszych parafianie robią krzyże-cegiełki, którymi dziękuje się za datki na odbudowę kościoła. Reszta drewna leży na placu przed kościołem – jeśli ktoś potrzebuje, może z niego skorzystać.
Wnętrze kościoła jest czyste i puste – wszystkie ważne i potrzebne do sprawowania liturgii przedmioty używane są w czasie nabożeństw, które odbywają się w kaplicy urządzonej w domu parafialnym, wierni mają też do dyspozycji wielki namiot stojący na podwórzu parafii.
- Szykujemy się to postawienia kaplicy w ogrodzie przed domem parafialnym, od strony ulicy Kunickiego – opowiada ks. Sądecki. To właśnie jedno z dwóch najważniejszych zadań w najbliższym czasie. Drugim jest zadaszenie kościoła, tak aby deszcz i śnieg nie niszczył murów. – Chciałbym, żeby udało się nam to w 2027 roku. Zobaczymy – dodaje duchowny.
Nie ma jeszcze konkretnych planów, jak ma wyglądać wnętrze nowej świątyni. Wiadomo, że powstać może poziom minus 1, gdzie miałaby swoje miejsce kaplica i sale parafialne. Ale to jeszcze kwestia przyszłości. - Bardziej lat niż miesięcy – uważa proboszcz Sądecki.
Wiadomo, potrzeba na to potężnych kwot. – Nie będziemy prowadzić żadnej zbiórki po domach albo w Internecie. Można wpłacić pieniądze na konto parafii lub bezpośrednio gotówką w kancelarii - przestrzegał tuż po pożarze proboszcz Sądecki i tak jest dalej.