Spis treści
Ogień zabrał im serce dzielnicy
Minęły już dwa miesiące, odkąd mieszkańcy lubelskiej dzielnicy Dziesiąta przeżyli prawdziwy koszmar. W samo Boże Narodzenie, zamiast kolęd, słychać było syreny strażackie, a płomienie trawiły kościół Najświętszego Serca Jezusowego. Świątynia, która od lat 30. ubiegłego wieku była dumą tej okolicy – najpierw jako drewniany kościółek, potem potężna budowla z cegły – została drastycznie okaleczona przez żywioł. Czy można było tego uniknąć? To pytanie wciąż powraca.
Widok po tragedii jest przygnębiający. Charakterystyczna dzwonnica zniknęła z krajobrazu, a popękany strop jest właśnie demontowany. Mimo że z ogniem walczyło ponad stu strażaków, straty są gigantyczne. Na szczęście eksperci dają nadzieję: mury świątyni mają szansę przetrwać. Dla lokalnej społeczności to walka o coś więcej niż tylko budynek.
– Trudno było w to uwierzyć. To miejsce to ogromna część naszego życia – mówią Anna i Ryszard Kargulowie. Oboje zostali tu ochrzczeni, przyjęli pierwszą komunię, poznali się jeszcze w drewnianej świątyni ponad 60 lat temu. Ona śpiewała w chórze, on był ministrantem. – I tak już zostało – uśmiechają się. Później razem z synami pomagali w budowie nowego kościoła.
Polecany artykuł:
Dzieci oddają swoje oszczędności
W obliczu katastrofy natychmiast ruszyła lawina pomocy, choć nie obyło się bez zagrożeń. Proboszcz ks. dr Waldemar Sądecki musiał ostrzegać przed oszustami próbującymi żerować na ludzkim nieszczęściu, apelując o wpłaty wyłącznie oficjalnymi kanałami. Parafianie doskonale zdają sobie sprawę, że odbudowa pochłonie miliony złotych i potrwa latami. Jednak to, co dzieje się podczas wizyt duszpasterskich, chwyta za serce.
Duchowny przyznaje, że wsparcie jest ogromne, a najbardziej wzruszające gesty płyną od najmłodszych. Zdarzały się sytuacje, gdy dzieci wyciągały swoje prywatne oszczędności, mówiąc wprost: „To na remont kościoła”. Takie momenty sprawiają, że mimo zgliszcz, nadzieja w parafii jest silniejsza niż kiedykolwiek.
Symbol odradzający się z popiołów
Jak wygląda codzienność dwa miesiące po dramacie? Życie religijne musiało przenieść się do domu parafialnego, podczas gdy tuż obok trwa skomplikowana operacja budowlana. Robotnicy usunęli już tony nasiąkniętej wodą wełny mineralnej, co pozwoliło odciążyć konstrukcję. Teraz trwa demontaż organów i ocena stanu ścian. Przyczyna wybuchu pożaru wciąż pozostaje zagadką, ale plan na przyszłość jest jasny.
Proboszcz wpadł na poruszający pomysł. Część ocalonej boazerii zostanie przerobiona przez stolarzy na małe krzyże. Te symboliczne „cegiełkami” trafią do wiernych w innych parafiach jako dowód na to, że nawet z największego dramatu może narodzić się nowe życie. Dla mieszkańców Dziesiątej ten kościół to przecież zapis ich własnej historii – chrztów, ślubów i pożegnań.
Oto jak wygląda kościół po dwóch miesiącach od dramatycznych zdarzeń.