Tragiczny finał pożegnalnego show. Legendarny kaskader zginął podczas występu

Co za tragedia! W niedzielę w Radzyniu Podlaskim (woj. lubelskie) swoje show zaprezentowała grupa kaskaderska z Czech - profesjonaliści w każdym calu, którzy od kilkudziesięciu lat wykonywali samochodami i motocyklami rzeczy wydające się niemożliwe. Byli uznawani za jednych z najlepszych. Ich pożegnalna trasa zakończyła się dramatem. W trakcie jednego z numerów BMW jadące na dwóch kołach runęło na członka zespołu. Alfred S. (†61 l.), współzałożyciel grupy, nie przeżył.

  • Podczas pokazu kaskaderskiego BMW runęło na 61-letniego współzałożyciela grupy.
  • Mężczyzna trafił do szpitala, jednak lekarzom nie udało się uratować jego życia.
  • Policja wyjaśnia, dlaczego doświadczony kierowca stracił panowanie nad samochodem.
Moto Session w Lublinie

Pożegnalny pokaz zamienił się w koszmar

Na Placu Targowym położonym na obrzeżach Radzynia Podlaskiego wciąż jeszcze stoją przygotowane do pokazów auta: BMW serii 3 coupe, które fabryczne samochody przypominają tylko z karoserii. Są przystosowane do driftu, jazdy na dwóch kołach, itp. Jednym z szefów teamu był Alfred S., który założył go w 1994 roku realizując marzenie swojego ojca, znanego w latach 70-tych kaskadera samochodowego. Jako kaskaderzy bili rekordy świata, występowali w filmach...

- Praca kaskadera samochodowego może być wykonywana tylko z miłością: to kulminacja adrenaliny i umiejętności, do której należy podchodzić z szacunkiem i odpowiedzialnością - uważał Alfred S.

Czego zabrakło w niedzielę wieczorem? Pokaz zaczął się o 20-tej, zgromadził tłumy. Wszystko szło świetnie do 20:30. O tej porze zaczął się jeden z gwoździ programu, tzw. „żywa bramka“, polegająca na tym, że samochód przejeżdża na dwóch kołach pomiędzy stojącymi ludźmi. Jednym z nich był właśnie Alfred S., który stał od strony podniesionych kół samochodu.

- Podczas pokazu kaskaderskiego 73-letni kierujący BMW wykonując ewolucję polegająca na jeździe autem, które ma podniesione koła prawej strony, przejeżdżając nad innym uczestnikiem pokazów stracił panowanie w następstwie czego prawe koła BMW opadły na podłoże przygniatając i przejeżdżając mężczyznę - opowiada kom. Piotr Mucha z policji w Radzyniu Podlaskim. Kierowca Jiri V. był jednym z asów zespołu, niezwykle doświadczony i opanowany. - 61-latek z obrażeniami ciała trafił do szpitala. Niestety po kilkunastu minutach z placówki medycznej otrzymaliśmy informację, że jego życia nie udało się uratować.

Ostatnia trasa zespołu

Tydzień wcześniej Czesi występowali w Puławach i „żywą bramkę“ zaprezentowali w ulewnym deszczu. Wszystko było w jak najlepszym porządku. Trwa śledztwo prowadzone przez radzyńskich policjantów. To miało być ich pożegnanie z widzami - na plakatach team zapowiedział, że to „ostatnia trasa“ i „to koniec pewnej historii, schodzimy ze sceny“.

Na pewno nie chcieli tego uczynić w ten sposób. Na miejsce jeszcze we wtorek przyjeżdżali ludzie, chcący oddać cześć zmarłemu. - Zginął jak kaskader - mówi jeden z nich, kierowca ścigacza.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki