Żołnierz WOT podpalił 25-letniego Kubę. "To było straszne." Wstrząsająca relacja świadka

2026-06-02 16:35

47-letni Czesław R. z Łęcznej usłyszał zarzuty usiłowania zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem oraz kierowania gróźb karalnych po tym, jak w miniony weekend miał oblać benzyną i podpalić 25-letniego Jakuba W., kolegę swojego 22-letniego syna Mateusza. Według śledczych nie tylko doprowadził do podpalenia mężczyzny, ale również uniemożliwiał gaszenie płomieni. Byłemu żołnierzowi Wojsk Obrony Terytorialnej grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.

  • 47-letni Czesław R. z Łęcznej usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem; grozi mu dożywocie.
  • Według śledczych oblał benzyną i podpalił 25-letniego Jakuba W., kolegę swojego 22-letniego syna Mateusza.
  • Mężczyzna miał obwiniać Jakuba o zniechęcenie syna do kariery wojskowej, którą sam chciał dla niego zaplanować.
  • Poszkodowany doznał poparzeń ponad 70 proc. ciała i przebywa w śpiączce farmakologicznej.
  • Były żołnierz WOT został zatrzymany przez służby i zwolniony ze służby ze skutkiem natychmiastowym.

Czy do tragedii doszło przez niespełnione marzenia o synu - żołnierzu? Czesław R. (47 l.) z Łęcznej (woj. lubelskie) wpatrzony był w wojskowy dryl tak dalece, że kilka lat temu mimo nie najmłodszego już wieku wstąpił do Wojsk Obrony Terytorialnej. Wysławszy zaś swego 22-letniego syna Mateusza do szkoły wojskowej na drugi koniec Polski chciał najpewniej spełnić po części własne, niespełnione marzenia. Tymczasem synowi nie w głowie była wojaczka, wolał majsterkować przy aucie ze swoim dobry kolegą Jakubem W. (25 l.). Były już wojak obwiniał Kubę za to, że zepsuł synowi karierę wojskową. To niewiarygodne, chciał spalić go żywcem przy własnym synu.

Czytaj też: Tragiczny pożar domu pod Kraśnikiem. W budynku znaleziono ciało kobiety

W Podzamczu, rozległej wsi położonej na skraju Łęcznej do niedawna media pojawiały się jedynie po to, żeby przypomnieć historię kilkunastu olbrzymich dinozaurów, zrobionych pół wieku temu z gazobetonu. Na początku czerwca 2026 roku wieś stała się sceną dużo bardziej przerażających rzeczy. Sprawca nieszczęścia, były fotograf i górnik z Bogdanki i były już żołnierz 2 Lubelskiej Brygady Obrony Terytorialnej sobotnie popołudnie spędził na festynie, opuścił nagle zabawę, wsiadł do auta i pojechał na stację benzynową. Kupił tam kilka litrów paliwa wlewając je do plastikowego kanisterka. Jego zielony ford escort "w kabriolecie" pędził wąskimi drogami w szaleńczym tempie. Tuż przed 18-tą zatrzymał się z piskiem opon na końcu Podzamcza. Przy stojącym obok blaszanego garażu aucie, starym oplu astrze pracowało dwóch młodych ludzi.

Czesław R. podbiegł do garażu z benzyną, którą polał jednego z nich mężczyzn i podpalił. Jakub W. zaczął płonąć jak pochodnia, płonął także samochód, przy którym stał. Młody mężczyzna zdarł z siebie koszulkę, biegał wokoło krzycząc z bólu wniebogłosy. Czesław W. napawał się cierpieniem młodego człowieka, co więcej, złapał za kij, który miał w aucie i ruszył w kierunku kobiety, która jadąc ulicą zatrzymała auto i z gaśnicą w ręce biegła w stronę płonącego człowieka.

- Uciekaj stąd, lepiej tak będzie dla ciebie - syczał do niej wściekły W.

Oprawca nienawidził 25-latka, z którym jego syn bardzo się przyjaźnił. Uważał, że Jakub ma zły wpływ na niego. Jakub, który miał świetną opinię w środowisku, skończył niedawno studia i próbował swoich sił w Radzie Miasta Łęczna. Już wcześniej zdarzało się, że rzucał się na niego z pięściami. Wszystko przez to, że... zdaniem Czesława W. Kuba jest miękki i marnuje przyszłość Mateusza. Przyszłość, którą on mu ułożył, pomagając w przyjęciu do szkoły podoficerskiej.

- Mateusz za nic w świecie nie chciał tam wracać. Był ostatnio na długiej przepustce, teraz miał zwolnienie lekarskie. Najpewniej ojciec nic o tym nie wiedział, że Mateusz zamiast uczyć się na żołnierza, grzebie przy starym gracie z kolegą - opowiada mieszkaniec Podzamcza, który zna doskonale sytuację. - Pewnie dowiedział się o tym na festynie i trafił go szlag.

W obronie przyjaciela stanął także Mateusz W., który spiął się z własnym ojcem.

- To było straszne. Jeden z nich cały spalony, cały goły, z czarną klatką piersiową, rękami, twarzą, a dwa inni kotłowali się przewalając jeden przez drugiego - opowiada mieszkająca w domu naprzeciwko garażu Jadwiga Gajos. - W końcu ten starszy wsiadł do auta i uciekł.

Podobno krzyczał jeszcze, że skończy ze sobą. Nie odważył się, policjanci znaleźli go po godzinie jakieś 1,5 km od miejsca przestępstwa, na terenie ogródków działkowych. Czuć było do niego alkohol. Jako, że był wtedy czynnym żołnierzem WOT, został przekazany Żandarmerii Wojskowej. W poniedziałek, 1 czerwca WOT poinformowały, że zatrzymany by żołnierzem 2 Lubelskiej Brygady Obrony Terytorialnej, ale „zdarzenie nie miało związku z realizacją obowiązków służbowych". Został zwolniony ze służby ze skutkiem natychmiastowym. We wtorek na przesłuchanie w prokuraturze w Lublinie przywieźli go jeszcze żandarmi. Mężczyzna usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa, do czego się nie przyznał. Stan Jakuba W. jest bardzo ciężki - ma poparzone ponad 70 procent powierzchni ciała i przebywa w śpiączce farmakologicznej. Rokowania nie są zbyt szczęśliwe... Oprawcy grozi dożywocie.

Pokój Zbrodni - Monika zabiła męża

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki