- W 1934 roku gazeta opisała niezwykłą historię z ul. Lubartowskiej.
- Mieszkańcy bali się korzystać z podwórkowej ubikacji.
- W kryjówce pod podłogą miał mieszkać mężczyzna.
Ulicę Lubartowską wytyczono pod koniec XVIII wieku, w dużej części biegła wzdłuż zrujnowanych murów miejskich, które rozebrano i na jej miejscu pojawiły się kamienice, w większości ich właścicielami byli lubelscy Żydzi. - Piękne są z tej ulicy widoki na łąkę, zamek i góry; przerzyna ją rzeka Czechówka, na której jest most ozdobny z żelaznemi kolumnami i galerją - opisywał ją Seweryn Sierpiński w ”Obrazie miasta Lublina” z 1839 roku.
To była najpewniej marna pociecha dla mieszkańców kamienicy numer 14, którzy prawie 100 lat później, w maju 1934 roku musieli zmierzyć się z siłami zła. Ludzie ci, zarówno właściciele małych sklepików, warsztatów, jak i robotnicy mieli identyczny problem. Zamiast korzystać z wygódki stojącej na podwórzu, musieli chodzić za potrzebą na sąsiednie podwórka. Wszystko przez niewyjaśnione jęki i podejrzane stuki dochodzące z wnętrza toalety. Oddajmy głos reporterowi Expressu Lubelskiego i Wołyńskiego:
- We wczesnych godzinach wieczorowych jedna z mieszkanek tego domu zmuszona była udać się do ubikacji. Sytuacja była taka, że o udaniu się do sąsiedniego domu nie mogło być mowy. Przezwyciężywszy zatem strach niewiasta udała się do ubikacji, aliści w momencie, gdy zdawało się że wszystko będzie jak najlepiej, niespodziewanie z otworu wysunęła się jakaś chuda i żylasta ręka i uszczypnęła niespodziewającą się niczego złego kobietę w udo - donosił reporter. - Przeraźliwy wrzask wydobywający się z ubikacji postawił na nogi wszystkich mieszkańców domu i wkrótce na dziedzińcu stał uzbrojony w różne przedmioty tłum, nie zdradzający jednak ochoty do ofensywy.
W końcu jednak zauważono, że „upiór“ czmychnął tylnym wejściem do ubikacji i przedostał się na drugie podwórko. Ujęto go szybko. - Osobnik nazwiska którego nie podajemy ze zrozumiałych względów, gdyż zagrożony odprowadzeniem na komisariat jął prosić ze łzami w oczach o przebaczenie został puszczony wolno - dodaje gazeta. - Oględziny dolnej części ubikacji wykazały, że ten osobliwy amator urządził sobie tam wygodne lokum wytapetowane zielonym papierem, a na ścianach zawiesił szereg fotografii aktów kobiecych.
Podobno przez kilka dni ubikacja na podwórzu przy ul. Lubartowskiej 14 była najludniejszym miejscem w tej części Lublina, gdyż każdy chciał na własne oczy zobaczyć sekretną salę występku. Czy to prawdziwa historia? Tego nie wiemy, kamienica jest teraz zamknięta, gdyż szykowana jest do remontu. Ludzie, którzy mogliby coś opowiedzieć, odeszli już. A dziennikarzom przedwojennym zdarzało się często tworzyć historie wyssane z palca. Dość przypomnieć postać genialnego oszusta, o którym pisał w latach 30-tych XX wieku warszawski Express Poranny. Alfons Cynjan, warszawski cwaniak i farmazoniarz potrafił sprzedać kupcowi z prowincji na weselny prezent dla córki kolumnę Zygmunta, a innemu jeżdżące tramwaje, z których oszukany chciał pobierać utarg. Dopiero w latach pięćdziesiątych wyszło na jaw, że to dziennikarski wymysł.