Pan Andrzej zginął gasząc pożar Puszczy Solskiej. MZL o pilocie: Odszedł cichy bohater. Ratownicy dalej walczą z żywiołem

2026-05-06 17:44

Tragiczny finał walki z ogromnym pożarem na Lubelszczyźnie. Podczas akcji gaśniczej w rejonie Puszczy Solskiej doszło do katastrofy lotniczej - rozbił się samolot typu Dromader. Pilot maszyny, pan Andrzej, doświadczony lotnik i były kapitan linii lotniczych, zginął na miejscu. W Mieleckich Zakładach Lotniczych panuje żałoba. - Odszedł cichy bohater - mówi se.pl pani Zofia Kowalska. Mimo tragedii kolejne załogi nadal walczą z ogniem, który objął setki hektarów lasów.

  • Podczas akcji gaśniczej w Puszczy Solskiej rozbił się samolot Dromader, a pilot, pan Andrzej, zginął na miejscu.
  • Były kapitan linii lotniczych był doświadczonym pilotem, a jego śmierć to pierwsza taka tragedia w historii Mieleckich Zakładów Lotniczych.
  • Mimo żałoby, akcja gaśnicza trwa, a piloci Dromaderów kontynuują walkę z ogromnym pożarem, który objął setki hektarów lasów.

Pan Andrzej zginął gasząc pożar Puszczy Solskiej

Nad gaszeniem płonących lasów Lubelszczyzny od wielu godzin pracują i strażacy, leśnicy i załogi samolotów gaśniczych. W pewnym momencie doszło do tragedii, która wstrząsnęła środowiskiem lotniczym i uczestnikami akcji ratunkowej. W rejonie Osuchy niedaleko Biłgoraja, rozbił się samolot gaśniczy Dromader. Pilot maszyny, pan Andrzej, zginął na miejscu. 

Warunki są wyjątkowo trudne - silny wiatr i intensywne zadymienie znacząco utrudniają działania zarówno strażakom na ziemi, jak i pilotom wykonującym loty gaśnicze. 

MZL o katastrofie lotniczej. "Najważniejsze wsparcie rodziny pilota"

Śmierć pilota potwierdziły Mieleckie Zakłady Lotnicze. W rozmowie z se.pl przedstawicielka nie kryła emocji.

- Dziś doszło do tragedii. Rozbił się Dromader uczestniczący w akcji gaśniczej. Straciliśmy naszego kolegę, bardzo doświadczonego pilota - mówi pani Zofia Kowalska z Mieleckich Zakładów Lotniczych. Wszyscy są pogrążeni w żałobie. 

- To niezwykle trudny moment dla całego naszego środowiska. W tej chwili najważniejsze jest dla nas wsparcie jego rodziny i bliskich - dodaje.

To pierwsza taka tragedia w historii MZL. 

- Ludzie wykonujący tę pracę często pozostają niewidoczni dla opinii publicznej. Gaszą pożary po cichu, z dala od miast i kamer, walcząc o nasze bezpieczeństwo i nasze lasy - dobro narodowe, które chronią każdego dnia, z ogromnym poświęceniem. Dopiero gdy dochodzi do tragedii, mówi się o nich głośno – słyszymy.

Pan Andrzej był niezwykle doświadczonym lotnikiem. Wcześniej pracował jako kapitan samolotów pasażerskich, a później poświęcił się lotnictwu gaśniczemu. Portal dlapilota.pl donosi, że chodzi o 65-letniego Andrzeja Gawrona, który od 1993 roku pracował w liniach lotniczych PLL LOT, a po odejściu pracował jako instruktor i pilot Dromadera. MZL nie potwierdza tożsamości lotnika.

Noc będzie spokojniejsza, obiecuje minister Kierwińsk

Samoloty dla elitarnych pilotów

Pilotowanie Dromadera wymaga umiejętności i odporności psychicznej. Samoloty tego typu wykonują loty na bardzo małej wysokości, często w trudnych warunkach atmosferycznych, przy silnym zadymieniu i zmiennych podmuchach wiatru. Każdy zrzut wody wymaga ogromnej precyzji.

- Samoloty typu Dromader są niezwykle wymagające. W środowisku mówi się o nich nie Dromader, a „Pan Dromader”. To maszyny, które wymagają od pilota wyjątkowych umiejętności i pełnej koncentracji. Za sterami takiego samolotu musi siedzieć prawdziwy specjalista - mówi Zofia Kowalska. - To bardzo trudna i niebezpieczna praca. Ci ludzie każdego dnia ryzykują własnym życiem, by chronić innych i ratować lasy przed ogniem.

W Mieleckich Zakładach Lotniczych zapewniają, że mimo bólu i żałoby piloci nadal będą wykonywać swoją misję. Obecnie w akcji gaśniczej wciąż biorą udział cztery samoloty. Pracownicy przylatują do bazy tylko po paliwo.

Trwa walka z żywiołem

Mimo tragedii akcja gaśnicza trwa nadal. Jak informują służby, ogień objął już ponad 300 hektarów lasów. W działania zaangażowanych zostało setki strażaków, dziesiątki pojazdów oraz lotnictwo Lasów Państwowych i Policji. 

Wsparcie z powietrza zapewniają między innymi policyjne śmigłowce Black Hawk wyposażone w zbiorniki Bambi Bucket. Funkcjonariusze wykonali już dziesiątki zrzutów wody.

- Walka z żywiołem wciąż trwa. Akcja gaśnicza na Lubelszczyźnie to bardzo złożona operacja, prowadzona na rozległym i trudnym terenie. Silny, porywisty wiatr oraz intensywne zadymienie znacząco komplikują działania - podkreśla insp. pil. Robert Sitek z Zarządu Lotnictwa Policji.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki