Spis treści
- Podczas akcji gaśniczej w Puszczy Solskiej rozbił się samolot Dromader, a pilot, pan Andrzej, zginął na miejscu.
- Były kapitan linii lotniczych był doświadczonym pilotem, a jego śmierć to pierwsza taka tragedia w historii Mieleckich Zakładów Lotniczych.
- Mimo żałoby, akcja gaśnicza trwa, a piloci Dromaderów kontynuują walkę z ogromnym pożarem, który objął setki hektarów lasów.
Pan Andrzej zginął gasząc pożar Puszczy Solskiej
Nad ugaszeniem płonących lasów Lubelszczyzny od wielu godzin pracują i strażacy, leśnicy i załogi samolotów gaśniczych. W pewnym momencie doszło do tragedii, która wstrząsnęła środowiskiem lotniczym i wszystkimi uczestnikami akcji ratunkowej. W rejonie Osuchy niedaleko Biłgoraja, rozbił się samolot gaśniczy Dromader. Pilot maszyny, pan Andrzej, zginął na miejscu.
Warunki są wyjątkowo trudne - silny wiatr i intensywne zadymienie znacząco utrudniają działania zarówno strażakom na ziemi, jak i pilotom wykonującym loty gaśnicze. Według nieoficjalnych informacji do wypadku mogło dojść podczas końcowej fazy lotu.
MZL o katastrofie lotniczej. "Najważniejsze wsparcie rodziny pilota"
Śmierć pilota potwierdziły Mieleckie Zakłady Lotnicze. W rozmowie z se.pl przedstawicielka nie kryła emocji.
- Dziś doszło do tragedii. Rozbił się Dromader uczestniczący w akcji gaśniczej. Straciliśmy naszego kolegę, bardzo doświadczonego pilota - mówi pani Zofia Kowalska z Mieleckich Zakładów Lotniczych. Wszyscy są pogrążeni w żałobie.
- To niezwykle trudny moment dla całego naszego środowiska. W tej chwili najważniejsze jest dla nas wsparcie jego rodziny i bliskich - dodaje.
W MZL przyznają, że to pierwsza taka tragedia w historii ich działalności. Słyszymy, że osoby wykonujące tego typu pracę bardzo rzadko trafiają na pierwsze strony gazet.
- Ludzie wykonujący tę pracę często pozostają niewidoczni dla opinii publicznej. Gaszą pożary po cichu, z dala od miast i kamer, walcząc o nasze bezpieczeństwo i nasze lasy - dobro narodowe, które chronią każdego dnia, z ogromnym poświęceniem. Dopiero gdy dochodzi do tragedii, mówi się o nich głośno – słyszymy.
Pan Andrzej był niezwykle doświadczonym lotnikiem. Wcześniej pracował jako kapitan samolotów pasażerskich, a później poświęcił się lotnictwu gaśniczemu. Media nieoficjalnie donoszą, że chodzi o 65-letniego Andrzeja Gawrona, który od 1993 roku pracował w liniach lotniczych PLL LOT, a po odejściu pracował jako instruktor i pilot Dromadera. MZL ze względu na dobro rodziny nie chce potwierdzić tej informacji.
To samoloty dla elitarnych pilotów
Jak podkreśla przedstawicielka MZL, pilotowanie Dromadera wymaga wyjątkowych umiejętności i ogromnej odporności psychicznej. Samoloty tego typu wykonują loty na bardzo małej wysokości, często w trudnych warunkach atmosferycznych, przy silnym zadymieniu i zmiennych podmuchach wiatru. Każdy zrzut wody wymaga ogromnej precyzji.
- Samoloty typu Dromader są niezwykle wymagające. W środowisku mówi się o nich nie Dromader, a „Pan Dromader”. To maszyny, które wymagają od pilota wyjątkowych umiejętności i pełnej koncentracji. Za sterami takiego samolotu musi siedzieć prawdziwy specjalista - mówi Zofia Kowalska. - To bardzo trudna i niebezpieczna praca. Ci ludzie każdego dnia ryzykują własnym życiem, by chronić innych i ratować lasy przed ogniem.
W Mieleckich Zakładach Lotniczych zapewniają, że mimo bólu i żałoby piloci nadal będą wykonywać swoją misję. Obecnie w akcji gaśniczej wciąż biorą udział cztery samoloty. Pracownicy przylatują do bazy tylko po paliwo.
Trwa walka z żywiołem
Mimo tragedii akcja gaśnicza trwa nadal. Jak informują służby, ogień objął już ponad 300 hektarów lasów. W działania zaangażowanych zostało setki strażaków, dziesiątki pojazdów oraz lotnictwo Lasów Państwowych i Policji.
Wsparcie z powietrza zapewniają między innymi policyjne śmigłowce Black Hawk wyposażone w zbiorniki Bambi Bucket. Funkcjonariusze wykonali już dziesiątki zrzutów wody.
- Walka z żywiołem wciąż trwa. Akcja gaśnicza na Lubelszczyźnie to bardzo złożona operacja, prowadzona na rozległym i trudnym terenie. Silny, porywisty wiatr oraz intensywne zadymienie znacząco komplikują działania - podkreśla insp. pil. Robert Sitek z Zarządu Lotnictwa Policji.
Polecany artykuł: