- Pożar wybuchł w Boże Narodzenie rano, przed godz. 7.00
- Strażacy gasili pożar w bardzo trudnych warunkach, przy mrozie i na wysokości ponad 20 metrów
- Akcję gaśniczą zakończono 26 grudnia nad ranem
- Straty wstępnie szacowane są na miliony złotych
- Budynek kościoła został wyłączony z użytkowania z powodu zagrożenia zawaleniem
- Zniszczone zostały m.in. dach, poddasze i betonowy strop, uszkodzone mogły zostać organy
- Trwa demontaż charakterystycznej wieży i dzwonnicy połączonej konstrukcyjnie ze świątynią
Miejsce, gdzie stoi świątynia - ulica Władysława Kunickiego biegnie ze śródmieścia Lublina w kierunku Przemyśla, w ostatnim odcinku przecinając osiedle domków jednorodzinnych, w których wiele ma prawie stuletni rodowód. Dzielnica "Dziesiąta" była pomyślana jako miasto-ogród już przed wojną, a kościół stanął w tymi miejscu już w 1934 roku. Drewniany budynek (który rozebrano i przeniesiono do nieodległych Pilaszkowic, w lubelskiej parafii można oglądać jego makietę stojącą na tarasie domu parafialnego) ustąpił w 1985 roku smukłemu, ale potężnemu kościołowi z cegieł i betonu. Po prawej stronie patrząc od wejścia stoi dzwonnica, konstrukcyjnie połączona z budynkiem kościoła. A ten - wiadomo, ucierpiał bardzo mocno. Na pewno dach i popękany betonowy strop nadaje się jedynie do rozbiórki.
Ogień pojawił się w Boże Narodzenie przed 7 rano. Kłęby dymu wydobywające się z okolic dachu świątyni zauważył ktoś z mieszkańców. W środku byli wierni, tych z budynku wyprowadzili księża. Momentalnie na miejscu zjawili się strażacy. Ogień pożerał metr po metrze dachu i poddasza, w kulminacyjnym momencie gasiło go ofiarnie (12 stopniowy mróz, praca na wysięgniku na wysokości ponad 20 metrów) 37 zastępów strażaków, prawie 200 osób. Nie tylko z Lublina, pomagali druhowie z okolicznych miejscowości, nawet z Puław i Warszawy. Ogień udało się opanować ok. 12.40, dogaszanie i doglądanie, czy nigdzie nie pojawiają się nowe zarzewia ognia trwało do 26 grudnia, do rana. Wtedy oficjalnie zakończono akcję gaśniczą. Straty są potężne, liczone w milionach złotych. W rozmowie z SE ks. Waldemar Sądecki, proboszcz parafii nie potrafił nawet nie potrafił powiedzieć, jak wielkie.
– Na pewno całkowicie zniszczony jest dach i poddasze, popękany strop, najpewniej ucierpiały organy - mówił duchowny. Co dokładnie, to ocenią specjaliści.Na razie nie wiadomo, kiedy i w jaki sposób budynek kościoła wróci do wiernych.
- Kościół po pożarze jest zamknięty. Msze św. i nabożeństwa sprawowane są w takich godzinach jak zwykle, w sali w domu parafialnego, wejście od ulicy Koźmiana. Jeśli w górnej sali zabraknie miejsc, zapraszamy na dół, tam prowadzona jest transmisja z górnej sali. Mszę św. o 10.00 transmitujemy na kanale parafialnym - informują na stronie internetowej księża pracujący w parafii. Zawieszone jest, do odwołania, kursowanie autobusu parafialnego. W ten sposób - wynajmowanym przez wspólnotę autobusem miejskim dojeżdżali od ponad roku na niedzielne msze święte wierni mieszkający w dalszych częściach parafii...
- Jeszcze to wróci. Damy radę. Pomagamy, nie tylko modlitwą, ale i wsparciem materialnym - deklaruje pani Maria, którą spotkaliśmy na dziedzińcu domu parafialnego.Tymczasem trwa demontaż wieży, tak bardzo charakterystycznej dla tej części Lublina.
- Serce boli - mężczyzna obserwujący działania specjalistów, którzy ostrożnie, z wielką dbałością ściągali ważący kilkaset kilogramów dzwon z dzwonnicy. Poczeka na lepsze czasy w bezpiecznym miejscu. Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego w Lublinie uznał, że budynek grozi zawaleniem i został wyłączony z użytku. A wieża jest połączona konstrukcyjnie z budynkiem kościoła....