- Dwaj pracownicy Służby Więziennej usłyszeli wyrok roku pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem na okres trzech lat.
- Jak ustalili prokuratorzy, oskarżeni zbyt luźno zapięli zabezpieczenia na rękach i nogach domniemanego mordercy.
- Wymiar sprawiedliwości nałożył na nich również grzywnę w wysokości sześciu tysięcy złotych oraz czteroletni zakaz pracy w służbach.
Rafał Kawalec z zamojskiej Prokuratury Okręgowej przekazał w piątek mediom informacje o finale tej głośnej sprawy. Na ławie oskarżonych zasiadło dwóch pracowników Służby Więziennej odpowiadających za pilnowanie Bartłomieja B., który przebywał na oddziale psychiatrycznym w Radecznicy w powiecie zamojskim.
Jak ustaliła prokuratura, strażnicy zmienili sposób założenia Bartłomiejowi B. kajdanek zespolonych. Miały one zostać poluzowane na tyle, że mężczyzna zdołał samodzielnie uwolnić ręce i nogi. Następnie wydostał się z placówki przez rozgiętą kratę w oknie łazienki.
Oskarżeni nie przyznawali się do zarzucanych im czynów. Sąd uznał jednak, że nie dopełnili obowiązków służbowych. Obaj otrzymali karę roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata, po 6 tys. zł grzywny oraz czteroletni zakaz pracy w Służbie Więziennej.
To nie pierwsze kary w związku z tym skandalem, ponieważ wcześniej wyroki usłyszało dwóch innych mundurowych pilnujących uciekiniera. Tamci funkcjonariusze po prostu zasnęli na nocnej zmianie, dlatego zdając rano służbę, w ogóle nie zdawali sobie sprawy ze zniknięcia aresztanta. Prokuratorzy udowodnili im również używanie prywatnych telefonów komórkowych w czasie pracy oraz pozostawienie niebezpiecznego pacjenta bez żadnego nadzoru w pokoju. Obaj mężczyźni poszli na ugodę i dobrowolnie poddali się karze, otrzymując identyczne sankcje w postaci roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata, grzywny oraz czteroletniego zakazu wykonywania profesji.
Przedstawiciele Prokuratury Okręgowej w Zamościu wielokrotnie podkreślali, że najważniejszym dowodem w całym śledztwie okazały się nagrania z kamer monitoringu. Zabezpieczony materiał wideo pozwolił na dokładne odtworzenie każdego kroku Bartłomieja B. oraz udokumentowanie rażących błędów i zaniechań ze strony pilnujących go strażników, co ostatecznie utorowało mu drogę na wolność.
Bartłomiej B. w październiku 2024 roku został skierowany na specjalistyczne badania psychiatryczne do szpitala w Radecznicy ze względu na zarzuty brutalnego zabicia własnego ojca i brata. Do ucieczki doszło w nocy z szóstego na siódmego października, gdy najpierw zrzucił z siebie niedokładnie zapięte kajdanki, a potem wykorzystał brak uwagi strażników, wyszedł z pokoju i uciekł przez rozchylone kraty w szpitalnej łazience. Obława trwała równe dziesięć dni i zakończyła się odnalezieniem go w opuszczonym budynku na terenie województwa podkarpackiego, za co ostatecznie otrzymał prawomocny wyrok trzydziestu lat spędzonych za kratkami.