Koszmarny wypadek. Zginęło dwóch nastolatków
Tragedią, do której doszło nad ranem w ostatnią niedzielę marca 2025 roku żyła cała Polska. Starą toyotą kombi, niesprawną i z dziurawą oponą chłopcy krążyli po mieście, wracając z urodzin. Kierujący nią trzeźwy 18 latek uznał, że to nie idzie w dobrym kierunku. Niestety, przekazał kierownicę Szymonowi C., który miał wtedy ponad 2 promile alkoholu we krwi. Wszyscy o tym wiedzieli, także późniejsze ofiary wypadku. Chłopcy bez oporów ulokowali się w bagażniku auta, wszyscy uznali, że to świetna zabawa. Jechał szybko, przed samym wypadkiem nawet 130 km/h.
- Daj k... miodu - słychać było w aucie, chłopcy filmowali całą podróż. - Ognia, k...! Mamy pakę (100 km/h), k.....!
Na położonej na peryferiach ulicy Ogrodowej pijany kierowca zjechał na lewe pobocze, skosił latarnię, z impetem uderzył w bramę wjazdową i upadł na dach.
- Grupka mężczyzn stała i nie wiedziała co robić. Ktoś próbował reanimować jednego z leżących chłopców - opowiadał świadek tragedii.
Szymon C. usłyszał wyrok
Ofiary wypadły z bagażnika i uderzyły z wielką siłą o ogrodzenie. Szymon C. początkowo uciekł z miejsca wypadku, jednak wrócił po niedługim czasie. Trafił do aresztu. Śledczy zarzucili mu spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym, żądając dla niego 14,5 roku więzienia oraz dożywotniego odebrania prawa jazdy, obrońcy zaś dowodzili, że sąd winien nadzwyczajnie złagodzić karę Szymonowi.
SSO Marek Woliński uznał, że 20-latek będzie odpowiadał za wypadek, a kara 7 lat i 8 miesięcy i dożywotnia utrata prawa jazdy będzie odpowiednia dla młodocianego sprawcy.
- Nikomu nie chciałem wyrządzić takiego bólu, szczególnie rodzicom moich przyjaciół. To dla mnie straszna nauczka na całe życie, ponieważ sprawiłem okropny ból rodzicom przyjaciół i jeszcze moim najbliższym. I straciłem możliwość normalnego życia - przepraszał w czasie procesu.
Pozostali nie czuli się odpowiedzialni za tragedię. Na prywatnej grupie chłopcy wyzywali od najgorszych sędziów, próbowali zastraszać relacjonujących sprawę dziennikarzy. W dniu tragedii obok zniczy ktoś postawił niedopitą butelkę alkoholu. Takie pożegnanie.