Nic nie zapowiadało dramatu
Bloki przy ul. Lubelskiej w Puławach powstały w latach osiemdziesiątych, wciąż cieszą się jednak dobrą opinią, to dobry adres. Blisko centrum miasta, a jednocześnie niezbyt daleko do rogatek i wyjazdu z Puław. Sylwia wychowała się w tej okolicy i chciała mieszkać tutaj także po ślubie. Z Krzysztofem, na oko dwumetrowym przystojniakiem, poznali się ładnych kilka lat temu i pobrali przed rokiem. W lipcu. Zamieszkali w kawalerce na czwartym piętrze. Oboje pracowali, mieli posady w dobrych, pewnych firmach, gdzie mogli się rozwijać. Dzieci nie mieli.
- Zawsze „dzień dobry”, „miłego dnia”, „do widzenia” - nie może się nachwalić młodych sąsiadka z jednego piętra. Jak mówi, wciąż do niej nie dociera, co stało się w malutkim mieszkanku. - On był dla niej szarmancki, dobry był… - mówi.
O małżeństwie K. nic nie wiedzą policjanci - zero zgłoszeń pod ich adresem, oni nie notowani, „niebieskiej karty” także nie było.
- Ona robiła niesamowite wrażenie, naprawdę była piękna. Może to mu przeszkadzało? - zastanawia się mężczyzna, który mieszka w sąsiednim bloku. Zna rodzinę dziewczyny. Porządni ludzie. O Krzysztofie, który wychował się pod Puławami też nikt złego słowa nie powie.
Dwa ciała w mieszkaniu
Więc co się stało? O tym, że coś jest nie w porządku, policję 24 lipca rano zawiadomił ktoś z najbliższej rodziny. Telefony milczały, a drzwi do mieszkania były zamknięte od wewnątrz. - Na miejsce zostali wezwani strażacy, którzy siłowo otworzyli drzwi do mieszkania. Wewnątrz mieszkania policjanci ujawnili ciała dwojga małżonków, 29-letniej kobiety i 28-letniego mężczyzny - informuje nadkom. Ewa Rejn-Kozak z policji w Puławach. Wstępne ustalenia śledczych wskazują, że doszło do tak zwanego samobójstwa rozszerzonego. Krzysztof K. pozbawił życia żonę Sylwię, a następnie powiesił się w łazience.
Polecany artykuł: