- 41-letni Sławomir A., syn milionera z branży mięsnej, oskarżony o zabójstwo
- Ofiara, 60-letni Andrzej R., stał przy bramie własnego domu
- Oskarżony tłumaczył, że pomylił człowieka z dzikiem
- Mężczyzna trafił do aresztu z zarzutem zabójstwa
- 15 grudnia 2025 r. Sąd Apelacyjny w Lublinie zdecydował o jego zwolnieniu
- Warunkiem było poręczenie majątkowe w wysokości miliona złotych
- Pieniądze wpłacił ojciec oskarżonego – mięsny potentat z Lubelszczyzny
Mężczyzna trafił do aresztu, oskarżony o zabójstwo. Przed świętami Bożego Narodzenia wyszedł na wolność, Sąd Apelacyjny w Lublinie uznał bowiem, że w stosunku do człowieka, któremu grozi nawet dożywocie, wystarczy dozór policyjny. Ludzie, którzy znali Andrzeja R. - rolnika i pracownika firmy remontującej drogi, ojca, dziadka, kolegi kwitują to krótko: - Skandal, który był do przewidzenia...
Do tragedii doszło 16 sierpnia 2025 roku. Sławomir A. , zapalony myśliwy wybrał się na polowanie do Młynisk. Byli z nim dwaj inni myśliwi i... 12-letni syn. Tak, pan A. uznał, że zapach myśliwskiego prochu i udział w zabijaniu zwierząt to fajne i odpowiednie zajęcie dla nastolatka. Okolice, gdzie tata Sławomira A. (potentat branży mięsnej, właściciel bardzo popularnej na Lubelszczyźnie marki wędliniarskiej, chlewni, sieci sklepów mięsnych) miał ziemię, pełne były dzików, które uprzykrzały się swą obecnością, niszczyły kukurydzę. Ustawili się przy drodze, jakieś 160 metrów od domu swej ofiary. Dochodziła północ, kiedy padły strzały. Andrzej R. padł z piersią przedziurawioną na wylot. Tylko dlatego, że wyszedł przed bramę i czekał na córkę, która wracała z rodziną znad jeziora. Chciał zamknąć za nią bramę. Nie zdążył. Kiedy myśliwi zorientowali się, co się stało, próbowali ratować mężczyznę.
Co ciekawe, po syna sprawcy przyjechała od razu mama i zabrała go do domu. Od razu pojawiły się plotki, że to on pociągnął za spust, a ojciec wziął winę na siebie. Nie wiadomo, gdyż chłopiec nie został jeszcze wysłuchany przez Sąd Rodzinny na tą okoliczność. Sławomir A. był trzeźwy, tłumaczył potem, że pomylił człowieka z dzikiem. Trafił do aresztu, gdyż zarzucono mu zbrodnię zabójstwa. - Bardzo nam przykro, że do tego doszło. To był nieszczęśliwy wypadek. Nikt by się nie spodziewał, że ktoś wyjdzie (na drogę - przyp. red.) w nocy - grzmiał do telewizyjnych kamer ojciec sprawcy, Henryk.
I to zapewne on tuż przed świętami wpłacił na konto sądowe okrągły milion złotych poręczenia za swojego syna, który już 17 grudnia był na wolności. Ojciec walczył o wolność dla syna, który miał zapewnioną opiekę najlepszych prawników, którzy wciąż i wciąż składali zażalenia na areszt. Dokąd decyzję podejmował Sąd Okręgowy, odchodzili z kwitkiem. Sąd Apelacyjny, do którego trafiło kolejne zażalenie miał zupełnie inną wizję. 15 grudnia 2025 roku nakazał wypuścić Sławomira A. z aresztu, pod warunkiem, że mężczyzna wpłaci wysokie poręczenie. Sędzia Barbara du Chateau, rzeczniczka SA w Lublinie w rozmowie z Super Expresem przyznaje, że do tego doszło już na drugi dzień i mężczyzna wyszedł zza krat.
Czytaj też: Zginął, bo myśliwy pomylił go z dzikiem. Pięć lat od wstrząsającej tragedii w Kluczkowicach
- Mężczyzna został objęty dozorem policyjnym, ma zgłaszać się trzy razy w tygodniu, został zabrany mu także paszport. Ma także zakaz kontaktowania się ze świadkami - mówi o szczegółach postanowienia sędzia du Chateau. Podkreśla, że wysoka suma, milion złotych, ulegnie przepadkowi (trafi do Skarbu Państwa), jeśli Sławomir A. sprzeniewierzy się decyzji sądu. Sędziowie podejmujący decyzję o wypuszczeniu go na wolność wzięli pod uwagę ustabilizowany tryb życia i znane miejsce pobytu oskarżonego o zabójstwo mężczyzny, a także fakt, że materiał dowodowy został zabezpieczony i sprawstwo oskarżonego jest należycie uprawdopodobnione. - Stosowanie wobec podejrzanego tymczasowego aresztowania nie jest niezbędne, aby zabezpieczyć prawidłowy tok postępowania. Są tu do pozyskania opinie specjalistyczne, na które podejrzany nie może mieć wpływu - dodaje rzecznik SA.