Czerniejów: Dzieci w beczkach. 19. rocznica odkrycia zbrodni

i

Autor: Shutterstock Czerniejów: Dzieci w beczkach. 19. rocznica odkrycia zbrodni

Dzieci w beczkach z Czerniejowa

Czerniejów: Dzieci w beczkach. Ciała pomordowanych noworodków wypadły na ziemię. To było 19 lat temu

2022-08-06 5:00

Jaką mroczną tajemnicę skrywa opowieść o dzieciach w beczkach z Czerniejowa? Zginęły dużo wcześniej i zupełnie gdzie indziej. Była gorąca, sierpniowa środa, gdy ich rodzeństwo odkryło ciała noworodków poukrywane w beczkach przy domu. Zwłoki noworodków wypadły na trawę… Makabryczny widok i świadectwo zbrodni, która przerażą do dziś. Jaka jest tajemnica pomordowanych dzieci, ukrytych w beczkach na kapustę w Czerniejowie pod Lublinem?

Blisko 20 lat od zbrodni, która wstrząsnęła Polską. Do dziś nie znamy motywu ich działania… Choć, nawet gdyby precyzyjnie to wyjaśnili, nikt nie byłby w stanie tego pojąć ani zrozumieć. Jak można wymyślić i zrealizować tak makabryczny plan?

Sierpień 2003 roku. W spokojnym Czerniejowie pod Lublinem odkryto zbrodnię, obok której nie sposób było przejść obojętnie. W beczce po kiszonej kapuście odkryto zwłoki pięciorga dzieci – noworodków, które zostały zamordowane tuż po narodzinach. Choć od tego czasu minęło już 19 lat, to sprawa wciąż przeraża.

Czerniejów: Zwłoki dzieci w beczkach. Makabryczne odkrycie

Ta mroczna opowieść ma swój początek w latach 90., ale światło dzienne ujrzała blisko 19 lat temu. Dokładnie 20 sierpnia 2003 roku. Wówczas dwie córki państwa K. sprzątały dom w Czerniejowie. Wytoczona z piwnicy beczka po kiszonej kapuście śmierdziała niemiłosiernie, więc postanowiły ją umyć. Otworzyły wieko, a ich oczom ukazał się widok, jakiego nie powinno oglądać żadne dziecko ani dorosły.

Z plastikowej bańki wypadły główki, później wysunęły się ciała martwych dzieci. Zwłoki pięciu niemowlaków w plastikowych beczkach! Odkrycie wstrząsnęło wszystkimi. Ruszyło policyjne śledztwo ws. zbrodni w Czerniejowie. O tym horrorze usłyszała cała Polska. Ale do zbrodni nie doszło w spokojnym domu na niewielkiej wsi pod Lublinem.

Sonda
Pamiętasz sprawę „dzieci w beczkach” ujawnioną w Czerniejowie?

Wszyscy pytali o to, co stało się w domu Jolanty i Andrzeja K., którzy tam mieszkali. Jednak prawda o „dzieciach z Czerniejowa” była związana z innym miejscem, w którym ginęły. Doszło do tego znacznie wcześniej…

W tamtą gorącą, sierpniową środę 44-letni właściciel domu wmawiał wszystkim, że nie ma pojęcia, skąd ciała martwych noworodków wzięły się na jego posesji. Czy faktycznie nie wiedział? A jego żona…? Kilka dni wcześniej przepadła bez wieści, jakby wiedziała, jakby podskórnie przeczuwała, co ma się wkrótce wydarzyć. Takiego obrotu spraw zapewne nie przewidziała, choć – jak mówił jej mąż – znikała już wcześniej. I być może dopuszczała do siebie myśl, że skrywana od kilkunastu już lat tajemnica kiedyś zostanie odkryta, a ta historia ujrzy światło dzienne.

Rodzeństwo K., pomordowane dzieci Jolanty i Andrzeja. Dzieci z Czerniejowa

Czterech chłopców i jedna dziewczynka. Ciała noworodków z beczek zostały przebadane przez biegłych, a badania genetyczne nie zostawiały wątpliwości: to dzieci państwa K.: Jolanty i Andrzeja. Prawdę o ich istnieniu i śmierci ukrywali przed wszystkimi.

Miesiąc później 38-letnią kobietę ktoś rozpoznał w Lublinie i tam też została zatrzymana. W końcu stało się jasne, że to oni mordowali własne dzieci, a ich ciała ukrawali – tam, gdzie wspólnie mieszkali, razem z resztą dzieci.

On od początku przekonywał, że o niczym nie wiedział – nawet o ciążach żony. Jolanta została oskarżona o pięć morderstw. Andrzej – o podżeganie do zbrodni. Wkrótce miała się rozpocząć trwająca latami sądowa batalia ws. zabójstw dzieci, których ciała znaleziono w beczkach w Czerniejowie na Lubelszczyźnie.

Dzieci w beczkach. Zginęły dużo wcześniej i gdzie indziej

Każdy element tej historii budzi przerażenie i rozdziera serce. Rodzice mordujący własne dzieci. Rodzeństwo, oglądające ciała noworodków, wypadające na podwórze. Zwłoki nowo narodzonych dzieci ukryte w plastikowej beczce po kiszonej kapuście. Ciała przechowywane latami w domowych warunkach. Makabryczne świadectwo zbrodni, ukryte tuż obok – w miejscu „spokojnego”, codziennego życia.

Ta sprawa pełna jest tajemnic. Bo choć procesy Jolanty i Andrzeja toczyły się za zamkniętymi drzwiami, to szczegóły dokonanej przez nich zbrodni ujrzały światło dzienne.

„Powiększyli grono aniołków” głosi napis na grobie, w którym złożono ciała piątki noworodków.

Czterech chłopców i jedna dziewczynka. Mogli żyć i być kochani, ale… zginęli tuż po porodzie. I choć mroczną tajemnicę ich śmierci odkryto w Czerniejowie w 2003 roku, to rodzeństwo ginęło dużo wcześniej i zupełnie gdzie indziej. Początek tej makabry miał miejsce w latach 90. w Lublinie. To tu, w mieszkaniu na Czubach, jednej z dzielnic miasta, dochodziło do zbrodni, która przez tyle lat była skrywana w szczelnych beczkach i która zupełnym przypadkiem ujrzała światło dzienne.

Potrącił 20-latka i uciekł. Rozwiązali zagadkę po 21 latach!

Lublin: To tu mordowała swoje dzieci. Zwłoki w beczkach z Czerniejowa

Śledczy ustalili, że pięcioro noworodków zginęło w latach 1992-1998 – na długo przed odkryciem makabrycznej zbrodni. Najstarsze z nich w tym roku obchodziłoby 30. urodziny. Reszta byłaby po „dwudziestce”.

Do porodów i następujących chwilę później morderstw też nie doszło w Czerniejowie, a właśnie w Lublinie, gdzie wówczas mieszkali K. Jolanta rodziła w wannie, nalewała wodę, by zagłuszyć płacz i topiła dziecko, przytrzymując główkę pod wodą. Pozbywała się śladów, a ciała zawijała w gazety, reklamówki i… zamykała w zamrażarce. Tak było przez lata. Dlaczego? Nie sposób zrozumieć…

Później K. przeprowadzili się do Czerniejowa pod Lublinem. Martwe noworodki z zamrażarki przeniesiono do plastikowej beczki. Tam spoczywały latami i tam zostały odnalezione.

Beczki z Czerniejowa. Pochowano w nich piątkę zamordowanych niemowlaków

Para nigdy nie pozbyła się ciał. Trzymała je w zamrażarce, a później zabrała do nowego domu. Dlaczego? W czasie zeznań przed sądem Jolanta wyjaśniła to jednym zdaniem, które do dziś przeraża: „Przecież to były moje dzieci, które nosiłam przez dziewięć miesięcy”.

Jolanta K. z Czerniejowa. Dożywocie za „dzieci w beczkach”

Ostatecznie Jolanta K. została skazana na 25 lat wiezienia. Cały czas odsiaduje jeszcze wyrok. Jej mąż już dawno wyszedł z więzienia – dostał tylko osiem lat. Kontrowersje wokół wymiaru tej kary i dysproporcji między wyrokiem dla Jolanty i Andrzeja trwają do dziś. Jednak sądowa batalia w tej sprawie i tak trwała latami i otarła się o wszystkie możliwe instancje.

W końcu w 2010 roku – blisko siedem lat po odkryciu zbrodni w Czerniejowie i niemal osiemnaście po morderstwie pierwszego z aniołków zamordowanych przez K. – zapadł wyrok. Kobieta została skazana na 25 lat więzienia. On – na osiem. Wyszedł już na wolność. Jolanta K. nadal przebywa w więzieniu.

Mordowali własne dzieci. Zwłoki noworodków w beczkach

Jolanta i Andrzej poznali się w Czerniejowie. To stąd pochodziła kobieta. W wieku kilkunastu lat straciła matkę, wychowywał ją ojciec-alkoholik. Po ślubie z Andrzejem wyjechała do miasta. Wrócili w rodzinne strony w roku 1999. Już w XXI wieku w ich domu odkryta została tajemnica, która wstrząsnęła i Czerniejowem, i Lubelszczyzną, i całym krajem.

Motywy działania państwa K. nadal nie są do końca jasne. Ciężko zresztą znaleźć jakiekolwiek racjonalne wyjaśnienie tak makabrycznej zbrodni. Przed sądem Jolanta zeznawała, że mąż ją bił i zastraszał. Jakkolwiek dziwnie to brzmi, „zabraniał jej” zachodzić w ciążę, choć nie zamierzał rezygnować z seksu. Gdy pytała, co będzie, jeśli zajdzie w ciążę i urodzi dziecko, mówił, że ma „wyrzucić na śmietnik, jak obierki”.

Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE