- 17-letnia Wiktoria zginęła w tragicznym wypadku BMW w centrum Lublina.
- 19-letni kierowca BMW przebywa w szpitalu pod policyjną eskortą.
- Śledczy czekają na wyniki badań i przesłuchanie kierowcy.
- Przy miejscu tragedii pojawiły się znicze, kwiaty i zdjęcie Wiktorii.
O tragedii, do jakiej doszło na ulicy Lipowej, dosłownie naprzeciwko bramy najstarszego z lubelskich cmentarzy przypominają jeszcze po kilkudziesięciu godzinach ślady krwi i oleju samochodowego na asfalcie. A także zdjęcie ofiary i znicze, które postawiono pod drzewem, obok którego zatrzymało się BMW. - Piękna kobieta, miała całe życie przed sobą. A stała się jej krzywda - jakiś mężczyzna, ojciec dwójki kilkuletnich dzieci próbuje tłumaczyć im, dlaczego znicze stoją tutaj, a nie na cmentarzu. Nie potrafił wytłumaczyć.
- Z ogromnym smutkiem informujemy, że w tragicznym wypadku odeszła nasza przyjaciółka Wiktoria. Miała zaledwie 17 lat. Brakuje słów, które mogłyby opisać ból i niedowierzanie, jakie teraz czujemy. Była wspaniałą osobą – pełną życia, uśmiechu i dobra. Na zawsze pozostanie w naszych sercach i pamięci – napisali bliscy dziewczyny w liście do portalu Spotted Lublin, dodając, że „przyjaciele złożyli wyrazy współczucia rodzinie i wszystkim, którzy znali Wiktorię. Zaapelowali także o uszanowanie prywatności bliskich oraz prośbę o niepowielanie niepotwierdzonych informacji na temat zdarzenia.
O samym wypadku wiele już wiadomo. W BMW serii 5 o oznaczeniu E39, którego zakończono w 2004 roku jechało cztery osoby: Wiktoria i trzech młodych mężczyzn. Ten egzemplarz, który brał udział w wypadku trudno nazwać kolekcjonerskim. To gruz z łysymi oponami, nie przeszkodziło to kierowcy w korzystaniu z pełnej mocy sześciu cylindrów, podbijanych jeszcze przez potężny bas głośnika w bagażniku. Głośnik spory wydatek, większy niż lepsze opony. Była 3.45, kiedy BMW pojawiło się na Lipowej od strony Parku Saskiego. To prosta ulica. Pusta o tej porze, ale mokra, gdyż trochę wcześniej spadł rzęsisty deszcz.
- Jak wynika ze wstępnych ustaleń funkcjonariuszy, kierujący BMW poruszał się ulicą Lipową od strony Alej Racławickich. Na prostym odcinku drogi, w rejonie skrzyżowania z ulicą Ofiar Katynia, z nieustalonych dotąd przyczyn najprawdopodobniej zjechał na przeciwległy pas ruchu, gdzie doszło do zderzenia z jadącą z naprzeciwka toyotą. Po zderzeniu BMW dachowało - opowiada podinspektor Kamil Gołębiowski z KMP w Lublinie. W białym japońskim aucie z charakterystycznymi oznaczeniami firm "przewozu osób" jechało pięć osób. Kierowca nie mógł nic zrobić.
- Usłyszałem potężny huk, a chwilę później przeraźliwy pisk kilku kobiet - opowiada mieszkający w pobliżu mężczyzna. Szybko pojawiła się pomoc, trzy straże pożarne, policja, pogotowie ratunkowe. Ofiara wypadku, pasażerka BMW leżała na asfalcie. Jej nie dało się już pomóc. W samochodzie już nie było nikogo. Żaden z panów jadących w nim nie przyznawał się do prowadzenia samochodu. Policjantom udało się oczywiście ustalić, że kierowcą był 19-letni mężczyzna. Z obrażeniami wewnętrznymi trafił do szpitala, ma m.in uszkodzoną wątrobę. Czuwają nad nim nie tylko lekarze, ale i policjanci.
- Wciąż trwają czynności wyjaśniające w tej sprawie, mężczyzna przebywa w szpitalu pod eskortą policji. Ze względu na stan w jakim się znajduje, nie został jeszcze przesłuchany - mówi SE podinspektor Kamil Gołębiowski z KMP w Lublinie.
Nie wiadomo, jakie usłyszy zarzuty, z tym przyjdzie poczekać do wyników badania krwi. Wiktorii nikt już życia nie zwróci.