Ulica Lipowa jest jedną z głównych ulic centrum Lublina, biegnie od skrzyżowania z al. Racławickimi i Krakowskim Przedmieściem w stronę dawnych rogatek zamojskich. Niedawno remontowana ma dobrą nawierzchnię i oznaczenia. Ale znaku "zakaz szybkiej jazdy na łysych oponach po mokrej drodze" nie ma, gdyż nikt takiego nie wymyślił, a właściciel BMW i tak zapewne by się doń nie zastosował. Produkcję BMW E39 zakończono w 2004 roku, a egzemplarz, który brał udział w wypadku trudno nazwać kolekcjonerskim. - Ale gruz, zobaczcie jakie ma koła - pokazywali sobie ludzie stare, pokrzywione felgi i łyse opony.
Nie przeszkodziło to kierowcy w korzystaniu z pełnej mocy sześciu cylindrów, podbijanych jeszcze przez potężny bas głośnika w bagażniku. To spory wydatek, większy niż lepsze opony. Była 3.45, kiedy BMW pojawiło się na Lipowej od strony Parku Saskiego. To prosta ulica. Pusta o tej porze, ale mokra, gdyż trochę wcześniej spadł rzęsisty deszcz.
- Jak wynika ze wstępnych ustaleń funkcjonariuszy, kierujący BMW poruszał się ulicą Lipową od strony Alej Racławickich. Na prostym odcinku drogi, w rejonie skrzyżowania z ulicą Ofiar Katynia, z nieustalonych dotąd przyczyn najprawdopodobniej zjechał na przeciwległy pas ruchu, gdzie doszło do zderzenia z jadącą z naprzeciwka toyotą. Po zderzeniu BMW dachowało - opowiada podinspektor Kamil Gołębiowski z KMP w Lublinie. W białym japońskim aucie z charakterystycznymi oznaczeniami firm „przewozu osób“ jechało pięć osób. Kierowca nie mógł nic zrobić.
Polecany artykuł:
- Usłyszałem potężny huk, a chwilę później przeraźliwy pisk kilku kobiet - opowiada mieszkający w pobliżu mężczyzna. Szybko pojawiła się pomoc, trzy straże pożarne, policja, pogotowie ratunkowe. Ofiara wypadku, pasażerka BMW leżała na asfalcie. Jej nie dało się już pomóc.
- Lekarz od razu stwierdził zgon, szybko schowali ją do worka. Straszne - opowiada ktoś inny. Siedem kolejnych osób zostało przetransportowanych do szpitali. Na chwilę obecną nie wiadomo, czy kierujący BMW był trzeźwy.