"Zamiast twarzy bezkształtne, zakrwawione coś". Marek zmasakrował kolegę za przezwisko

2026-10-08 15:45

Potworne. Marek B. (42 l.) znał Mariusza G. (+42 l.) praktycznie od kołyski. To, co zrobił B. feralnego dnia jest kompletnie niezrozumiałe: podczas suto zakrapianego spotkania wściekł się na swego kolegę, bo ten przezwał go mianem "Kozieł". Skatował go na śmierć pięściami, w nieludzki i bardzo tchórzliwy sposób, kiedy ofiara... zasnęła na trawniku wskutek zbyt dużej ilości wypitego alkoholu.

  • Marek B. i Mariusz G. znali się od dzieciństwa, razem pracowali i mieli wspólnych krewnych.
  • Podczas spotkania przy alkoholu Mariusz nazwał kolegę „Kozieł” – przezwiskiem używanym wobec jego rodziny od pokoleń.
  • 42-latek wrócił do domu, a następnie wsiadł na rower i odnalazł leżącego na trawie Mariusza.
  • Ofiara miała 4 promile alkoholu, nie reagowała i nie była w stanie bronić się przed ciosami.

W Łubkach, małej wsi położonej pod Wojciechowem, nieopodal Nałęczowa krwawe wydarzenia wciąż są żywe. Ludzie świetnie pamiętają, co wydarzyło się praktycznie w centrum wsi, przysłowiowy rzut kamieniem od remizy OSP i dwóch działających we wsi sklepów. - Normalni ludzie. I jeden i drugi. Ani zabijaki, ani nerwusy. Nie wiem co w niego wstąpiło - wraca do wspomnień ich wspólny kolega. Mariusz się nie ożenił, w dzieciństwie miał poważne kłopoty ze zdrowiem. Mieszkał z mamą. - Bardziej techniczny niż demon intelektu. Bardzo dobry człowiek - szuka słów kolega, który się z nim przyjaźnił. Tyle tylko, że o Marku B. też mówi, że to dobry człowiek. - Nikt, nikt we wsi nawet by nie pomyślał, że drzemie w nim tyle zła...

Feralnego dnia, 10 sierpnia 2024 roku obaj, Mariusz G. i jego oprawca wspólnie z innymi kolegami raczyli się alkoholem siedząc w wybudowanym jakiś czas temu przez gminę "miejscu wypoczynku", zadaszonym stole z ławami do siedzenia. - Nie mów tak na mnie - syknął z wściekłością Marek B., kiedy kolega zwrócił się do niego per "Kozieł". Rwał się do bicia, uspokoili go pozostali, nawet nie zwrócili uwagi na "Kozła", gdyż jak to można usłyszeć w Łubkach i dzisiaj, to jakby rodowe przezwisko rodziny B.

Zabójstwo w Łubkach pod Nałęczowem. Zabił kolegę, bo nazwał go „Kozieł”
Autor: Mariusz Mucha/Super Express

- Dziadek był Kozieł i pradziadek był Kozieł i nikogo to nie bolało - wzrusza ramionami jeden z najstarszych mieszkańców wsi. Wzdryga się, bo widział jak po śmierci wyglądał Mariusz: zamiast twarzy bezkształtne, zakrwawione coś bez oczu, z zębami na wierzchu. Straszne. Sprawcą okazał się właśnie „obrażony", który wzburzony wrócił do domu, ale tylko na chwilę. Nie mógł przeboleć zniewagi. Wsiadł na rower i ruszył na poszukiwania Mariusza G. Znalazł go kilkanaście metrów od miejsca, gdzie raczyli się alkoholem.

Leżał w trawie przy ścianie „domku“, jak miejscowi nazywają stary, niewykończony, murowany budynek. Był całkowicie upojony alkoholem, późniejsza sekcja zwłok wykazała, że miał we krwi 4 promile alkoholu. Nie było z nim kontaktu. To nie ostudziło Marka B. Zaczął okładać pięściami nieprzytomnego z taką siłą, że zmasakrował mu czaszkę. Ciało kilka godzin później znalazł przejeżdżający obok kierowca. Policjanci szybko ustalili, kto może być odpowiedzialny za zabójstwo. Marek B. od początku nie przyznawał się do zabójstwa. Do zadania kilku ciosów już tak.

- Śmiertelne ciosy, już później, mógł zadać ktoś inny - dowodzili obrońcy zabójcy.

We wrześniu 2025 roku Sąd Okręgowy w Lublinie uznał Marka B. za winnego zabójstwa i skazał na 17 lat więzienia. Z wyrokiem nie zgodzili się zarówno oskarżyciele, jak i obrona. Ci pierwsi żądali dożywocia, ci drudzy zaś zmiany kwalifikacji czynu, nie zabójstwa, a nieumyślnego spowodowania śmierci, co zagrożone jest co najwyżej pięcioletnią odsiadką.

Sprawą zajął się więc Sąd Apelacyjny w Lublinie. Jak relacjonuje portal Lublin24, Marek B. próbował przepraszać rodzinę, rodzeństwo i matkę swojej ofiary.

- Chciałem z tego miejsca wyrazić swoje współczucia rodzinie zmarłego Mariusza G. Jego śmierć jest wielką tragedią dla mnie. Mariusz G. był moim kolegą - cytuje słowa sprawcy portal. - Mariusz G. był moim kolegą, znaliśmy się całe życie, pracowaliśmy, jeździliśmy razem samochodem do pracy. Nigdy nie mieliśmy żadnych konfliktów między sobą. Śmierć Mariusza jest dla mnie wyjątkowo bolesnym zdarzeniem nie tylko ze względu na nasze relacje, ale na fakt, że zostałem obwiniony za jego śmierć i ponoszę za to surową karę razem z moją rodziną. Bardzo żałuję tego, co się stało.

- Nie mogę słuchać tych głupot! - rzuciła w pewnym momencie matka Mariusza G. Nie wytrzymała, gdyż do tej pory ani zabójca, ani jego mieszkająca po sąsiedzku rodzina nie zdecydowała się na żaden pojednawczy gest. Sąd Apelacyjny w Lublinie utrzymał w mocy wyrok w zakresie kary dla Marka B. - 17 lat pozbawienia wolności.

Lublin24 cytuje także uzasadnienie sędzi SA Doroty Janickiej:

- Kara jest wysoka, ale nie w stopniu rażącym. Do okoliczności obciążających oskarżonego należy wskazać brutalność działania. Ponadto oskarżony doskonale wiedział, w jakim stanie znajduje się pokrzywdzony tuż przed tym, jak decydował się zadać ciosy. Pokrzywdzony nawet nie bronił się przed zadanymi ciosami. Został pozostawiony w miejscu, w którym trudno było się spodziewać, że ktoś niezwłocznie udzieli mu pomocy. Pierwsza osoba, która zauważyła pokrzywdzonego, pojawiła się tam kilka godzin po zdarzeniu.

Pokój Zbrodni - Zabił ekspedientkę
Sonda
Czy sprawcy zabójstw powinni od razu trafiać za kraty na dożywocie?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki