Tragiczny wypadek na Lubelszczyźnie. Nie żyje 54-latek
W Hańsku, sporej wsi położonej w powiecie włodawskim trudno znaleźć kogoś, kto nie słyszałby o tragedii. A jeszcze trudniej porozmawiać z kimś, kto chciałby oficjalnie powiedzieć kilka słów. - A co to zmieni? - mówi mężczyzna, którego spotkaliśmy przy kościele w Hańsku. - Mariusz jaki był, taki był, powinien żyć - dodaje.
Wspominany Mariusz G., rencista, który dorabiał ostatnio jako palacz w kotłowni mieszkał samotnie. Rozszedł się z żoną, podobno mocno uprzykrzał jej życie, co spowodowało kłopoty z prawem, w jakie się wpakował. - Każdy ma jakieś zakręty w życiu. Nie ułożyło mu się w rodzinie, ale to był dobry człowiek, nie potrafił dbać o swoje - wskazuje kolejny z rozmówców "Super Expressu".
Kobieta zaprzyjaźniła się wtedy z młodszym od siebie mieszkańcem sąsiedniej wsi, Sewerynem T.. Feralnego wieczoru mężczyzna jechał oplem z Michałem G., synem swej przyjaciółki i mężczyzny, którego potrącił. Byli kompletnie pijani, obaj mieli ponad dwa promile alkoholu we krwi. A Michał wiele przeszedł przez swojego ojca - Mariusz nie był dobrym tatą.
Policja ujawnia ustalenia po tragedii
- W poniedziałek po godzinie 18:00 dyżurny włodawskiej komendy poinformowany został o leżącym na poboczu drogi mężczyźnie, który wraz z rowerem najprawdopodobniej został potrącony przez pojazd - informuje aspirant Daniela Giza-Pyrzyna z policji we Włodawie. Jak ustalili policjanci, po wypadku sprawca uciekł autem. Samochód znaleziono na posesji należącej do byłej żony ofiary). Na miejscu został Michał G. - syn ofiary. Próbował reanimować i wezwał policję. Przekonywał, że szedł pieszo do domu ze sklepu. Choć trudno w to uwierzyć, nazajutrz...brylował w telewizji, opowiadając o wypadku.
- Rowerzysta jechał nieoświetlony, potrącił go samochód jadący w tym samym kierunku. Było ciemno, ślisko. No tragedia - opowiadał reporterce Polsatu pogodnym tonem, jakby relacjonował coś miłego i przyjemnego. Seweryn T. trafił do aresztu. Za spowodowanie śmiertelnego wypadku w stanie nietrzeźwości i ucieczkę z miejsca zdarzenia kodeks karny przewiduje karę do 20 lat pozbawienia wolności.