Tragedia na szkolnym boisku. 20-latek nie żyje

i

Autor: Shutterstock

Tragedia

Tragedia na szkolnym boisku. 20-latek nie żyje

2025-04-04 13:28

Sąd Rejonowy w Białymstoku na 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu skazał młodego chłopaka, oskarżonego o nieumyślne spowodowanie śmierci swojego rówieśnika. Podczas sprzeczki na boisku szkolnym w Łapach zadał mu jeden cios w twarz. 20-latek zmarł w szpitalu. Sąd orzekł też łącznie 50 tys. zł zadośćuczynienia na rzecz rodziców zmarłego, którzy byli w tej sprawie oskarżycielami posiłkowymi. Wyrok nie jest prawomocny.

Do tego tragicznego zdarzenia doszło pod koniec lipca 2023 r. Prokuratura początkowo postawiła nastolatkowi (miał wówczas niespełna 18 lat) zarzut spowodowania obrażeń. Gdy 20-latek zmarł, ostatecznie zarzuciła oskarżonemu nieumyślne spowodowanie śmierci. Oskarżony przyznał się, że zadał tylko jeden cios w twarz, a stało się to w obronie kolegi.

Tragedia na szkolnym boisku

Prokuratura przyjęła w akcie oskarżenia, że był to co najmniej jeden cios w lewą część twarzy (sąd w wyroku opisał, że był to tylko jeden cios), a po tym ciosie 20-latek upadł na trawę. Wszystko wskazuje na to, że uraz głowy, krwawienie i obrzęk mózgu skutkujący śmiercią powstały nie od upadku na podłoże, ale od uderzenia w twarz.

W czwartek sąd zakończył przesłuchania świadków. Największą grupę stanowiła młodzież, uczestnicy lub świadkowie wydarzeń na szkolnym boisku. Zeznający koledzy oskarżonego mówili, że wszystko zaczęło się od obrażania jego dziewczyny przez chłopaków niejako z innej grupy, którzy przyszli na boisko. - Emocje mogły pójść w górę i nerwy nie wytrzymały - powiedział jeden ze świadków, opisując, co działo się dalej.

Białystok SE Google News

Próbowali go ocucić, wezwali karetkę

Wszystko zakończyło się próbą uderzenia kolegi niespełna 20-letniego obecnie oskarżonego, i w jego obronie on stanął, zadając jeden cios. Gdy 20-latek upadł i wyglądało, że stracił przytomność, młodzi ludzie próbowali go ocucić, wezwali też karetkę.

Przed sądem zeznawała też matka oskarżonego. Powiedziała, że synowie (na boisku był też młodszy brat oskarżonego, odmówił składania zeznań) w dniu tragedii nic jej nie powiedzieli. Była wtedy z mężem poza domem. Dowiedziała się drugiego dnia, zanim wróciła, syn był już zatrzymany przez policję. Kobieta mówiła o fali hejtu, który dotknął jej rodzinę w mediach społecznościowych, o groźbach i o obawach dotyczących powrotu synów do szkoły w małym miasteczku, gdzie niemal wszyscy się znają.

 Gdy chciała na sali sądowej złożyć rodzicom zmarłego kondolencje, spotkała się z odmową. - Wiem, że ból państwo przeżywacie ogromny, bo ja jako matka też przeżywam - zaznaczyła. Przerwała jej jednak matka zmarłego. - Pani robi ze swojego syna ofiarę, nie z mego syna, tylko ze swojego - powiedziała. Dalszą wymianę zdań przerwał sędzia.

Czytaj też: Uczennice pobiły się w Lubaczowie. Nagranie obiegło sieć. Co dalej z nastolatkami?

Wyrok w zawieszeniu

Prokuratura chciała kary roku więzienia bez zawieszenia. Wniosek taki poparła też pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych, która chciała też po 50 tys. zł zadośćuczynienia. Sąd orzekł nieprawomocnie 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata, zasądził też oboju rodzicom zmarłego po 25 tys. zł zadośćuczynienia. Biorąc pod uwagę okoliczności łagodzące, a przede wszystkim fakt, iż sprawca jest młodociany, białostocki sąd uznał za wystarczającą karę więzienia w zawieszeniu. - Przepisy nakazują taką osobę (młodocianą) wychowywać - uzasadnił sędzia Kochanowski. I ocenił, że bardziej wychowa tego skazanego kara więzienia w zawieszeniu niż kara bezwzględna, nawet odbywana w trybie dozoru elektronicznego.

Prokuratura, która wnioskowała o karę bez zawieszenia, rozważy, czy zaskarżyć wyrok. Bardziej pewna złożenia apelacji była pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych.

Co dalej z uczennicami, które pobiły się w lubaczowskiej szkole?