Tomasz wyszedł z domu w Boże Narodzenie. Ciało znaleźli na brzegu rzeczki

2026-03-05 9:09

Miał dość wszystkiego i chciał uciec jak najdalej? W drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia, Tomasz W. (+45 l.) miał z samego rana zrobić obrządek w oborze z krowami. Osłabiony niedawną chorobą niechętnie zwlekł się z łóżka i...poszedł przed siebie. Jego ciało znaleziono na brzegu rzeczki Białki (województwo lubelskie), kilka kilometrów od domu.    

  • Tragiczny finał ma historia poszukiwań 45-letniego mieszkańca gminy Markuszów. Mężczyzna wyszedł z domu 26 grudnia 2025 roku. Niestety, na początku marca spłynęły do nas najgorsze wieści.
  • Reporter "Super Expressu" rozmawiał z ojcem zmarłego 45-latka. Dlaczego doszło do tragedii? To pytanie wciąż wisi w powietrzu.
  • Tragiczną historię z województwa lubelskiego opisujemy w tym materiale.

Zaginięcie Tomasza W. z Bobrowisk

Bobowiska to spora wieś, leżąca wśród pól i lasów. Do Markuszowa jest stąd kilka kilometrów, do Puław około dwudziestu. W centrum sklep, remiza, tablica ogłoszeń. Na niej klepsydry, w tym Tomasza. - Dobrze, że się znalazł, w końcu sobie odpocznie - mówi ktoś przechodząc obok.

Tomasz mieszkał z ojcem i siostrą. Wysoki, szczupły, cichy. Widać było, że w domu nie gra pierwszych skrzypiec. - Dobrzy ludzie i dobrzy gospodarze, krowy trzymają od lat, gospodarstwo wzorowe - jeszcze w grudniu mówił "Super Expressowi" spotkany na miejscu mężczyzna. - Bardzo dla nich te krowy ważne, dla ojca w szczególności - dodał.

Podobno 26 grudnia grudnia pan Tomasz, mimo fatalnego samopoczucia (przeszedł niedawno poważną chorobę, zapalenie płuc) wyszedł z domu i skierował się do obory, zająć się krowami. Nie doszedł do nich. Ubrany w kufajkę kolorze moro, grubą bluzę i gumofilce wyszedł na drogę i poszedł przed siebie

- Mężczyzna wyszedł z domu w piątek, 26 grudnia ok. godz. 8:00, bez telefonu i dokumentów. W poszukiwaniach poza policjantami brali udział strażacy z PSP i OSP oraz inni ochotnicy. Użyto również psów służbowych - informuje nadkomisarz Ewa Rejn-Kozak z policji w Puławach.

Tragiczny finał poszukiwań 45-latka z Lubelszczyzny. "Miał nogi w wodzie"

Sprawdzane były tereny leśne, pola, nieużytki, pustostany i inne, potencjalne miejsca gdzie mógł przebywać. Przy pomocy łodzi i specjalistycznego sprzętu strażacy sprawdzali pobliski zbiornik wodny. Znaleziono go właśnie w tej okolicy - w Przybysławicach. Musiał dojść tam drogą, gdyż wieś znajduje się po drugiej strony ekspresówki na Warszawę. To ważny szczegół - nie uciekł z podwórka w las, żeby zaszyć się wśród drzew. - Prokurator zarządził sekcję zwłok. Wyjaśniamy okoliczności tego zdarzenia - dodaje policjantka z Puław.

Bolesław W. (70 l.), ojciec zmarłego mężczyzny chodzi po podwórzu gospodarstwa smutny. Macha ręką pytany, co mogło się stać tego feralnego dnia. - Kto to tam wie - mówi reporterowi "SE". W zeszłym roku stracił żonę, teraz umarł Tomasz.

- Stało się i tyle, widocznie tak miało być - ucina. Pytany jakim człowiekiem był jego syn i czy mocno to przeżywa, milczy. Woli naprawiać płot, niż o tym rozmawiać. Dodaje na pożegnanie: - Jak go znaleźli, miał nogi w wodzie, ale tułów już na ziemi. Jakby nie udało mu się przejść rzeczki i iść dalej - rozmyśla.

Rodzinie i bliskim zmarłego składamy wyrazy współczucia. Śledztwo w tej sprawie trwa.

Tragiczny los dzieci hollywoodzkich gwiazd. Niezapomniani

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki