Skarby czy zwykłe graty? Na Lubelskiej Giełdzie Staroci każdy przedmiot może znaleźć amatora

2026-09-28 10:07

Ostania tegorocznego lata Lubelska Giełda Staroci cieszyła się słoneczną pogodą i obfitością wystawionych na sprzedaż przedmiotów. Piękne antyki, porcelana, stare obrazy i przeogromna ilość prawdziwych staroci: starych podków i innego żelastwa, zabawkowych samochodzików bez kół, poniszczonych gazet, itd. - Są tacy, którzy potrafią myszkować w skrzyniach godzinami - tłumaczy jeden z kupców.

Ostatnia niedziela miesiąca, to i Lubelska Giełda Staroci... W niedzielę 27 września dopisali zarówno wystawiający, którzy przyjechali do Lublina z najodleglejszych miejsc Polski, jak i kupujący. Na pewno dużo zależało do pogody, a ta w ostatnią niedzielę września była w Lublinie piękna: 18 stopni i piękne słońce. Czego więcej trzeba, żeby chodzić, myszkować, targować i kupować?

Choć „starzyzna“ ma w Lublinie bardzo długą tradycję, to taka jaką znamy dzisiaj, jako odbywający się raz w miesiącu jarmark istnieje od 2010 roku. Gościła w różnych miejscach Lublina, "starocia" obejrzeć i kupić można było w pobliżu Bramy Krakowskiej i Rynku, na kilkanaście miesięcy wyniosła się poza mury średniowiecznego miasta pod Liceum im. Unii Lubelskiej, by od kilku lat zajmować Plac Zamkowy. Oprócz rzeczy naprawdę pięknych i świetnie zachowanych giełda oferuje nie mniej ciekawą ofertę rodem z „pchlego targu“ (nazwa pochodzi od odbywających się kiedyś we Francji wyprzedaży starych ubrań, które mogły w sobie posiadać wspomniane stworzenia) - tysięcy rzeczy o wydawałoby się zupełnie nikczemnej wartości. No bo jaką wartość ma np. samochodzik typu matchbox z obdartą farbą, który znajdował się w jednym przepastnych koszy? Oczywiście oprócz 50 groszy, za które zgodził się go oddać kupiec.

Skarby czy zwykłe graty? Na Lubelskiej Giełdzie Staroci każdy przedmiot może znaleźć amatora
Autor: Mucha Mariusz / Super Express

- Sentymentalną - tłumaczy mężczyzna. - Zdziwiłby się pan, jak często przeszukujący te moje szpargały ludzie znajdują coś, co jest dla nich szczególnie drogie. Jakaś lalka, nawet bez ręki, ale identyczna z tą z dzieciństwa, samochodzik właśnie, czy stary telefon z tarczą w nietypowym kolorze, taki jak był kiedyś w domu...

Coś w tym jest - pozbawiony kół wehikuł, do którego dziecko może wsiąść i jechać odpychając się nogami wzbudzał wielkie zainteresowanie.

- Mam z takim właśnie zdjęcie, z Kołobrzegu, z 83 roku - mąż tłumaczył żonie swój zachwyt niesprawną zabawką. Obok auta stał stary, lekarski taboret. Poobdzierany, ale jak się go odnowi... W innym miejscu łóżko szpitalne, jeszcze "poniemieckie" - dla postronnych to kupa złomu, dla kolekcjonerów rzeczy z czasów II Wojny Światowej ma swą wartość. Albo zegarki - nie te, ułożone równo w ekspozytorach, ale te, które leżą luzem w pudełku po butach. Zawsze można znaleźć "dawcę" części zamiennych, ciekawy pasek, itp.

Czytaj też: Lubelska Giełda Staroci wróciła po przerwie. Deszcz odstraszył tłumy, ale okazji nie brakowało

- Każdy towar znajdzie swojego amatora, to kwestia czasu - przyznaje inny sprzedający, dodając po chwili, że czasami bardzo długiego czasu. - Są graty, które przemierzyły ze mną dziesiątki tysięcy kilometrów. Gdzie one nie były...

Pewno do takich należał przedmiot, który widziałem na „starociach“ wiosną tego roku: but narciarski sprzed kilkunastu lat, przestarzały, ale na pewno nie zabytkowy. Jeden!

Wiosna na starociach

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki