Pięciu na jednego. Napadli na mężczyznę, bo podejrzewali go o kradzież motocykla
Ponad rok temu Artur P. (21 l.), Jakub S. (24 l.), Mołdawianin Anatolij R. (39 l.), Kacper K. (19 l.) i Filip P. (17 l.) napadli na idącego drogą mężczyznę. Wymyślili sobie, że Robert W. (44 l.) kilka lat wcześniej ukradł jednemu z nich motocykl i postanowili zmusić go do przyznania się do winy. Wywieźli go w bagażniku nad rzekę, przypalali maczetą, bili, kopali, pluli w twarz i kazali szczekać, chodząc na czworakach.
Kiedy w piątek, 25 września, stanęli przed Sądem Okręgowym w Lublinie, twardziele wręcz rozpływali się w przeprosinach i, niemal łkając z płaczu, zrzucali winę jeden na drugiego.
Nie dziwi zmiana w zachowaniu oprawców, gdyż całej piątce grozi nawet 25 lat więzienia. Oprócz najmłodszego Filipa, siedzą od września 2025 roku w areszcie śledczym.
Wywieźli 44-latka nad Wieprz. Zaczęło się wielogodzinne „przesłuchanie”
Do wydarzeń, które doprowadziły ich przed sąd, doszło 31 sierpnia ubiegłego roku. Czterech kolegów jeździło po okolicy Spiczyna w powiecie łęczyńskim leciwym seatem należącym do Artura P. Chyba nie mieli planów – kiedy zobaczyli wracającego z grzybów Roberta W., uznali, że trochę się zabawią.
Arturowi P. skradziono jakiś czas temu motocykl. Uznał, że mógł to zrobić W. Kaci i ich ofiara nie znali się osobiście, nie zamienili ze sobą wcześniej ani słowa.
W czterech pobili pieszego i załadowali go do bagażnika. Wywieźli nad Wieprz, gdzie dołączył do nich Mołdawianin Anatolij R. Zaczęło się wielogodzinne przesłuchiwanie.
Pokrzywdzony był wielokrotnie bity pięściami, dłońmi i kijem oraz kopany po głowie, tułowiu i kończynach. Artur P. użył maczety o długości 58 cm z rozgrzanym wcześniej w ognisku ostrzem (ognisko powstało z ubrań ofiary – przyp. MM), którą przypalał lewe ramię pokrzywdzonego. Jakub S. używał nożyc ogrodowych (sekatora), przykładał je do siłą prostowanych palców pokrzywdzonego i groził ich obcięciem. Na ciele 44-latka gaszono również papierosy oraz przypalano go zapalniczką – relacjonował jakiś czas później prok. Marcin Kozak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
Oskarżeni zmusili pokrzywdzonego do rozebrania się do samej bielizny, a jego odzież, buty oraz telefon komórkowy spalili w ogniskach. Zmuszali go do poruszania się na czworakach wzdłuż rzeki, wydawania odgłosów psa, wycia, robienia pompek i klaskania. Ponadto opluwali go po twarzy i kierowali pod jego adresem groźby pozbawienia życia poprzez utopienie.Kiedy się znudzili, zawieźli swoją ofiarę do Spiczyna i wyrzucili na pobocze drogi. Miał złamaną potylicę i żebra, oparzenia ramienia i przedramienia, urazy głowy i tułowia.
W sądzie nagle zaczęli przepraszać
Dwaj ze sprawców – Artur P. i Anatolij R. – są po wyrokach, odpowiadają za swoje czyny w warunkach recydywy.
Cała piątka na sali sądowej nie wyglądała już na twardzieli. Skuleni, z oczami wbitymi w podłogę, niemal płaczliwym głosem zapewniali o swojej niewinności. „To nie ja kazałem szczekać, to ktoś inny”, „mówiłem, żeby mu dać spokój”, „chciałem się z tego wycofać, ale bałem się współoskarżonych” – przekonywali.
Mówili też o chęci zadośćuczynienia i szczerych, gorących przeprosinach.
- Artur P.: Bardzo żałuję tego, co się wydarzyło. Nie wiem, co sobie myślałem. Chciałbym przeprosić pokrzywdzonego. Przepraszam.
- Jakub S.: Przepraszam za to, co zrobiłem. Żałuję tego bardzo. Ciebie też bardzo chciałbym przeprosić.
- Anatolij R.: Chciałbym przeprosić pana ze szczerego serca za to, co uczyniłem. Chciałbym zadośćuczynić za doznane krzywdy.
- Robert W., który jako oskarżyciel posiłkowy siedział obok prokuratora, nie patrzył na nich.