Tradycja i renoma lubelskiej „starzyzny”
Giełda przywitała odwiedzających słoneczną pogodą i niezwykle bogatą ofertą. Wybór był ogromny – od antyków, pięknych starych zegarów i porcelany, przez stare gwoździe czy uprzęże, aż po dywany, maszyny do pisania i ciekawe książki. Nic tylko buszować, przeglądać i kupować.
„Starzyzna” ma w Lublinie bardzo długą tradycję. Już przed II wojną światową handlowano „mydłem i powidłem” przy ul. Ruskiej oraz na placu między ulicami Lubartowską i Świętoduską – tam, gdzie dziś stoją pozostałości „Arkad”. Współczesna forma giełdy, jako cyklicznego jarmarku odbywającego się raz w miesiącu, funkcjonuje od 2010 roku. Nie jest to typowy pchli targ – lubelskie starocie zyskały renomę jednej z największych i najważniejszych giełd tego typu w Polsce.
Na przestrzeni lat wydarzenie zmieniało lokalizacje – od okolic Bramy Krakowskiej i Rynku, przez teren przy Liceum im. Unii Lubelskiej, aż po obecne miejsce na Placu Zamkowym.
Meble, zegarki i niezwykłe historie przedmiotów
W Niedzielę Palmową było wyjątkowo tłoczno – takiej liczby odwiedzających i sprzedawców próżno szukać nawet jesienią, gdy giełdy bywają największe. Dużym zainteresowaniem cieszyły się meble – zarówno do renowacji, jak i już odnowione lub stylizowane na vintage. Za około 800 zł można było kupić komplet tapicerowanych krzeseł z lat 60. XX wieku w bardzo dobrym stanie.
Nie brakowało także obrazów – od 30 zł do nawet tysiąca – oraz rzeźb. Jedna z nich, przedstawiająca głowę anioła, kosztowała 300 zł, a figura Chrystusa na krzyżu – 500 zł.
– A wiadomo, że to nie był czas sprzyjający tworzeniu dewocjonaliów. To świadek epoki – zachwalał sprzedawca.
Nieopodal można było kupić kanister z lat 40. XX wieku.
– To kanister na wodę. „Wasser” jest na nim napisane – tłumaczył sprzedający. Cena: 500 zł. Podobnie wyceniono klasyczny, czarny aparat telefoniczny sprzed około 70 lat – kosztował 110 zł.
Słoneczna pogoda sprzyjała także miłośnikom zegarków – można je było dokładnie obejrzeć, czego nie da się zrobić podczas deszczu, gdy przykryte są folią. W ofercie były zarówno tanie „buksiaki”, jak i znacznie droższe modele – Omega czy Longines kosztowały od 3 do 5 tysięcy złotych. Popularnością cieszyły się także tzw. „patelnie”, czyli duże zegarki marki Orient z wiecznym kalendarzem – dostępne za około 800 zł.
Giełda, która przyciąga tłumy
Słoneczna aura i bogactwo oferty sprawiły, że Lubelska Giełda Staroci ponownie przyciągnęła tłumy mieszkańców i turystów. To nie tylko miejsce handlu, ale też spotkań, rozmów i odkrywania historii ukrytej w przedmiotach – od drobiazgów po prawdziwe kolekcjonerskie perełki.
W tym, którzy przyszli na targ poszukując już atmosfery świąt jedno ze stoisk rzemieślniczych oferowało zające wielkanocne. W zależności od wielkości od 80 do 11 zł za zająca.