Choć brzmi to nieprawdopodobnie, drapieżnik zakończył tę niebezpieczną przygodę zaledwie z drobnymi potłuczeniami i znów cieszy się wolnością. Cała sytuacja rozegrała się na drodze ekspresowej S17 w okolicach węzła w Bogucinie, zaledwie kilkanaście kilometrów od Lublina. Potężny ptak w charakterystyczny dla siebie sposób zaczął pionowo opadać prosto na asfaltową jezdnię. Życie uratował mu fakt, że lądował tyłem do nadjeżdżających pojazdów, a prowadzący osobówkę mężczyzna w porę wcisnął pedał hamulca, co mocno zamortyzowało siłę uderzenia. Gdy zszokowany kierowca zauważył, że zwierzę wbiło się w przedni grill i wciąż daje oznaki życia, bezpiecznie opuścił trasę i zaalarmował ratowników.
Czytaj też: Dostali zgłoszenie o „czarnym człowieku w piwnicy”. Na miejscu strażaków czekała niespodzianka
Na miejsce zdarzenia błyskawicznie skierowano policjantów, lekarza weterynarii, a także strażaków z Komendy Miejskiej PSP w Lublinie oraz druhów z OSP Wola Przybysławska. Jak relacjonuje druh Mariusz Kamiński z tamtejszej jednostki ochotniczej, kierowca „Widział przed sobą rozpostarte, poruszające się skrzydła drapieżnika”. Aby bezpiecznie wyciągnąć uwięzionego ptaka, weterynarz musiał najpierw podać myszołowowi środki uspokajające, po czym ratownicy ostrożnie rozgięli plastikowe elementy atrapy chłodnicy. Przedstawiciel OSP Wola Przybysławska dodaje z ulgą: „Na szczęście nasza pomoc dała dobre efekty, zwierzę po podaniu leków i nakarmieniu go odpoczęło i na drugi dzień wróciło na wolność.”
Wszystko wskazuje na to, że powietrzny drapieżnik był w trakcie polowania i wypatrzył ofiarę przebiegającą przez ruchliwą szosę.