- Rosyjskie drony spadły 800 metrów od polskiej granicy.
- Mieszkańcy Dorohuska usłyszeli potężny huk i zobaczyli kłęby dymu.
- Mimo strachu wieś szybko wróciła do normalnego życia.
Błysk, huk i syreny. Tak mieszkańcy obudzili się w Dorohusku
W liczącym niecałe pięćset osób Dorohusku trudno znaleźć kogoś, kto nie słyszałby rosyjskiej kanonady, jaka miała miejsce w niedzielę. Domem, w którym mieszka Robert Kral (52 l.), zatrzęsło w posadach - mężczyzna zerwał się na równe nogi. Co się dzieje? Kto? Jak? Od strony granicy na niebie widać było kłęby dymu. Strach.
- Nie życzę nikomu takiej pobudki - mówi. W poniedziałek jest już spokojniejszy. Owszem, boi się, że Dorohusk leży rzut kamieniem od atakowanej przez Putina Ukrainy. - Boję się zabłąkanych pocisków lub dronów. Nie sądzę, żeby Putin ośmielił się zaatakować NATO. Goni resztką sił.
„Nie damy się zastraszyć”
We wsi życie w poniedziałek wyglądało normalnie. Do szkoły na rowerach przyjechali uczniowie, kolejka TIR-ów na granicy ma zwyczajną długość, normalnie pracują sklepy, urząd gminy. Wojciech Sawa, wójt gminy Dorohusk przyznaje jednak, że z takim wydarzeniem w gminie nie mieli jeszcze do czynienia.
- Parę minut po czwartej najpierw był błysk, potem uderzenie, syreny alarmowe. Mieszkańcy słyszeli to zdarzenie, ale zachowali spokój. Myślę, że ludzie są coraz bardziej świadomi, czego mogą się spodziewać - mówi w rozmowie z SE wójt Sawa. Pewnie ma rację.
Magda Szewczuk (38 l.) kwituje krótko:
- Chcą nas zastraszyć, chcą żeby przejście graniczne przestało pracować, tędy przecież idzie pomoc na Ukrainę.
Straż Graniczna uspokaja
Mjr Dariusz Sienicki, rzecznik prasowy Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej zapewnia, że procedury zadziałały i przejścia graniczne na terenie Lubelszczyzny działają już normalnie. W niedzielę natomiast odprawa była czasowo wstrzymana, podróżni i pracujący na przejściu ludzie ewakuowani.
- Co ważne, wszyscy podeszli do tego ze zrozumieniem i nie stało się nic szczególnego - mówi SE mjr Sienicki. I podkreśla, że funkcjonariusze NOSG mają już wprawę w pracy w sytuacjach nieprzewidywalnych, które pojawiały się już np. na lotnisku w Świdniku.