Spokojna wieś Wandzin, położona niedaleko Bychawy na Lubelszczyźnie, przeżywa wstrząs po rodzinnej tragedii, do której doszło na początku kwietnia. W jednym z domów zginęła 86-letnia Krystyna M. Mieszkańcy okolicy mówią, że nigdy wcześniej nie wydarzyło się tu nic podobnego.
Tragedia, która wstrząsnęła całą wsią
Ciało kobiety znalazł jej syn Jerzy (61 l.), który mieszkał w tym samym domu, choć w oddzielnej części budynku. To on wezwał służby, gdy wracając do domu natknął się na dramatyczny widok.
– W domu było pełno krwi, a mama leżała na dworze – wspomina wstrząśnięty mężczyzna.
Na miejsce natychmiast wezwano pogotowie ratunkowe. Niestety ratownicy nie byli w stanie już pomóc kobiecie.
– Kobieta miała na głowie ranę zadaną tępym narzędziem. Nie udało się jej uratować – przekazał podinsp. Kamil Gołębiowski z Komendy Miejskiej Policji w Lublinie.
Policjanci, którzy pojawili się na miejscu, zastali w domu dwoje dzieci zmarłej – Jerzego oraz jego siostrę Danutę (63 l.). Właśnie na nią padły podejrzenia w sprawie śmierci matki. Według ustaleń śledczych kobieta mogła uderzyć 86-latkę ciężkim przedmiotem – zegarem w kształcie słonia. Później ciało miało zostać wyniesione na podwórze.
Polecany artykuł:
Córka 86-latki zmagała się z problemami natury psychicznej
Danuta M. od lat zmagała się z problemami psychicznymi i pozostawała pod opieką lekarzy. Aby funkcjonować na co dzień, musiała regularnie przyjmować leki. Jak relacjonuje jej brat, ostatnio przestała je brać, a jej zachowanie zaczęło się zmieniać.
– Mówiła mi, że widzi za sobą diabły. Patrzyłem, a tam nikogo nie było – opowiada mężczyzna.
Sąsiedzi podkreślają, że rodzina uchodziła za spokojną i zgodną. Krystyna M. była osobą bardzo religijną i dobrze znaną w okolicy.
– To byli normalni ludzie. Szkoda ich obydwu – mówią mieszkańcy wsi.
Po tragedii Danuta M. została przewieziona do szpitala psychiatrycznego. Sprawą zajmują się śledczy, którzy ustalają dokładne okoliczności zdarzenia.
Dla Jerzego M. tragedia oznacza nie tylko stratę matki, ale także poczucie całkowitej samotności.
– Zostałem na tym świecie tylko ja i mój pies Krecik – mówi mężczyzna, głaszcząc starego kundelka. – Nie wiem, co będzie dalej.