Kuba konał przez prawie cztery miesiące po potwornym ataku. Na pogrzebie padły wzruszające słowa

2026-10-05 17:37

Setki osób przyszły pożegnać 25-letniego Jakuba W., który zmarł po tym, jak został oblany benzyną i podpalony. W kościele pw. św. Marii Magdaleny w Łęcznej zgromadzili się jego bliscy, przyjaciele i znajomi. Przy trumnie siedzieli pogrążeni w rozpaczy rodzice, którzy stracili jedynego syna. Podczas uroczystości nie brakowało łez i poruszających słów.

Setki osób pożegnały 25-letniego Kubę. Rodzice stracili jedynego syna

Jakub W. (+25 l.) dzielnie walczył o życie przez prawie cztery miesiące. Pod koniec września jego potwornie poparzone ciało nie wytrzymało. Chłopak zgasł, przechodząc do lepszego ze światów. Dzisiaj, w piękny, skąpany w słońcu i jesiennych barwach poniedziałek, w kościele pw. św. Marii Magdaleny w rodzinnej Łęcznej (woj. lubelskie) pożegnali go bliscy i przyjaciele. Kubę przyszły pożegnać setki osób. Zamyśleni uczestnicy uroczystości szukali odpowiedzi na pytanie, dlaczego doszło do tak potwornego zła. Na początku czerwca na Kubę napadł ojciec jego przyjaciela, Czesław R. (47 l.). Polał go benzyną i podpalił, skazując 25-latka na długie cierpienie, które zakończyło się jego śmiercią.

Pięknie położony na wzgórzu kościół, wybudowany na początku XVII wieku, szybko wypełnił się ludźmi – w większości młodymi, będącymi w wieku tragicznie zmarłego 25-latka. Przy stojącej przed ołtarzem trumnie siedzieli rodzice Jakuba, którzy w tak dramatycznych okolicznościach stracili jedynego syna. Wpatrywali się w ustawiony obok trumny portret Kuby. Jak zwykle uśmiechniętego, zadowolonego z życia, mającego plany na siebie i swoją przyszłość. Niestety, nie zdążył ich zrealizować.

- Chciałbym powiedzieć teraz tak jak Chrystus – młodzieńcze, tobie mówię, wstań! Ale nie potrafię – mówił celebrans, nawiązując do słów z Ewangelii św. Łukasza opowiadających o jednym z cudów Jezusa. Nie krył, że trudno teraz zrozumieć zło i wytłumaczyć to, co wydarzyło się tamtego tragicznego dnia. Czesław R. odebrał Kubie najcenniejszy dar od Boga – życie. – Zabrał mu możliwość czynienia dobra, a zmarły Jakub czynił wiele dobra dla innych.

Polał Jakuba benzyną i podpalił. 25-latek stanął w płomieniach

Do tragedii doszło na początku czerwca 2026 roku w Podzamczu, rozległej wsi położonej na skraju Łęcznej, zaledwie kilometr od kościoła, w którym żegnano Jakuba. Sprawca, były fotograf, górnik z Bogdanki i były żołnierz 2. Lubelskiej Brygady Obrony Terytorialnej, tuż przed potwornym czynem bawił się na festynie. Nagle opuścił zabawę, wsiadł do auta i pojechał na stację benzynową. Kupił tam kilka litrów paliwa, które wlał do plastikowego kanistra. Jego zielony ford escort w wersji kabriolet pędził wąskimi drogami w szaleńczym tempie.

Tuż przed godz. 18 zatrzymał się z piskiem opon na końcu Podzamcza. Przy stojącym obok blaszanego garażu starym oplu astrze pracowało dwóch młodych ludzi. Nachyleni nad komorą silnika nie zauważyli, że Czesław R. podbiegł do garażu z benzyną. Polał nią jednego z mężczyzn i podpalił. Jakub W. stanął w płomieniach. Płonął również samochód, przy którym pracował. Młody mężczyzna zdarł z siebie koszulkę i biegał wokół, krzycząc z bólu wniebogłosy.

Czesław R. przyglądał się cierpieniu młodego człowieka. Co więcej, chwycił kij, który trzymał w samochodzie, i ruszył w kierunku kobiety, która przejeżdżała ulicą. Widząc, co się dzieje, zatrzymała auto i z gaśnicą w ręku pobiegła w stronę płonącego mężczyzny.

– Uciekaj stąd, lepiej tak będzie dla ciebie – syczał do niej wściekły R.

Ojciec nie akceptował przyjaźni syna z Jakubem. Konflikt narastał już wcześniej

Oprawca nienawidził 25-latka, z którym jego syn bardzo się przyjaźnił. Uważał, że Jakub ma na niego zły wpływ. 25-latek, który cieszył się świetną opinią w swoim środowisku, niedawno skończył studia i próbował swoich sił w wyborach do Rady Miasta Łęczna. Już wcześniej zdarzało się, że Czesław W. rzucał się na niego z pięściami. Wszystko dlatego, że jego zdaniem Kuba był „miękki” i marnował przyszłość Mateusza. Przyszłość, którą ojciec mu zaplanował, pomagając w przyjęciu do szkoły podoficerskiej.

– Mateusz za nic w świecie nie chciał tam wracać. Był ostatnio na długiej przepustce, teraz miał zwolnienie lekarskie. Najpewniej ojciec nic o tym nie wiedział, że Mateusz zamiast uczyć się na żołnierza, grzebie przy starym gracie z kolegą – opowiadał wtedy mieszkaniec Podzamcza, który doskonale znał sytuację. – Pewnie dowiedział się o tym na festynie i trafił go szlag.

W obronie przyjaciela stanął także Mateusz W., który starł się z własnym ojcem.

– To było straszne. Jeden z nich cały spalony, cały goły, z czarną klatką piersiową, rękami, twarzą, a dwa inni kotłowali się przewalając jeden przez drugiego – opowiadała mieszkająca w domu naprzeciwko garażu Jadwiga Gajos. – W końcu ten starszy wsiadł do auta i uciekł.

Zatrzymali go na ogródkach działkowych. Jakub przez cztery miesiące walczył o życie

Podobno krzyczał jeszcze, że skończy ze sobą. Nie odważył się jednak tego zrobić. Policjanci znaleźli go po około godzinie, 1,5 km od miejsca przestępstwa, na terenie ogródków działkowych. Było od niego czuć alkohol. Ponieważ był wówczas czynnym żołnierzem WOT, został przekazany Żandarmerii Wojskowej. W poniedziałek, 1 czerwca, WOT poinformowały, że zatrzymany był żołnierzem 2. Lubelskiej Brygady Obrony Terytorialnej, ale „zdarzenie nie miało związku z realizacją obowiązków służbowych”. Został zwolniony ze służby ze skutkiem natychmiastowym.

We wtorek na przesłuchanie w prokuraturze w Lublinie przywieźli go żandarmi. Mężczyzna usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa, do którego się nie przyznał. Stan Jakuba W. od początku był bardzo ciężki – miał poparzone ponad 70 proc. powierzchni ciała, w tym drogi oddechowe. Zmarł 29 września.

– Codziennie przez te cztery miesiące wierzyliśmy, że przyjdzie przełom. Przecież miałeś plany na życie, przecież niedawno zostałeś inżynierem. To niesprawiedliwe, że cię nie ma – mówiła przez łzy kobieta z bliskiej rodziny, podkreślając, że Jakub był człowiekiem otwartym na świat, szukającym swojej drogi, z wrażliwością, która pchała go do pomocy innym. – Będziemy pamiętać nie to, jak odszedłeś, ale to, jaki byłeś.

Sprawca przebywa w areszcie. W związku ze śmiercią Jakuba śledczy przedstawią mu zaktualizowany zarzut – już nie usiłowania zabójstwa, lecz zabójstwa. Grozi mu dożywocie.

Rz czy ż? Ó czy u? To największe pułapki w polskiej ortografii
Pytanie 1 z 25
Pióro czy piuro?
Kosinika-Kamysz: Nowy mundur Ryś

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki