"Idę do ciebie". Chwilę później myśliwy Andrzej już nie żył. Kolega pomylił go z dzikiem

Zabił i chodzi po wolności... Myśliwy Dariusz L. (50 l.) zastrzelił na polowaniu swego kompana Andrzeja L. (+68 l.) tłumacząc później, że to niechcący, gdyż wziął go za dzika. Z aresztu wyszedł po wpłaceniu kaucji, i przed sądem będzie odpowiadał z wolnej stopy. Do procesu coraz bliżej - 30 września 2026 roku Prokuratura Okręgowa w Lublinie skierowała do sądu akt oskarżenia w tej sprawie. Za zabójstwo grozi dożywocie.

  • Dariusz L. miał dwukrotnie strzelić do idącego w jego kierunku Andrzeja L. Strzały padły z odległości 167 metrów.
  • Oskarżony tłumaczył, że był przekonany, iż strzela do dzików. Prokuratura zarzuciła mu zabójstwo z zamiarem ewentualnym.
  • Dariusz L. opuścił areszt po wpłaceniu 100 tys. zł poręczenia majątkowego. Został objęty dozorem policji i zakazem opuszczania kraju.

Trudno to zrozumieć... Andrzej L. (+68 l.) z małej wsi niedaleko Łęcznej (woj. lubelskie) był bardzo ostrożnym i przestrzegającym zasad myśliwym. 11 listopada 2025 roku na polowanie na nadwieprzańskie łąki pod Milejowem wybrał się z kolegą, Dariuszem L. (50 l.). Źle wybrał kompana. Po kilku godzinach oczekiwania na zwierzynę, zadzwonił do niego ze swojej ambony: - Nic się nie dzieje, schodzę i idę do ciebie - powiedział. Miał do przejścia 200 metrów, nie doszedł - Dariusz L. strzelił do niego dwa razy!

W Milejowie, położonej nad brzegiem rzeki Wieprz miejscowości w powiecie łęczyńskim na Lubelszczyźnie o niczym innym się nie mówi. Ludzie żałują panów L. (nosili to samo nazwisko, nie byli spokrewnieni) - ale bardziej tego, który nie żyje.

Ofiarę myśliwego znał w okolicy każdy, prowadził prężnie działające gospodarstwo warzywne, jego konikiem była uprawa papryki. Znał się na tym jak mało kto, jego papryki mogłyby konkurować z węgierskimi, a on sam był jednym z pierwszych znawców papryki w Polsce. Myśliwym też był dobrym. - Zawsze powtarzał, że ryzyko mu niepotrzebne.

Idę do ciebie. Chwilę później myśliwy Andrzej już nie żył. Kolega pomylił go z dzikiem
Autor: Mucha Mariusz / Super Express

Na polowanie panowie wybrali się 11 listopada 2025 roku wczesnym popołudniem. Nie jechali daleko. Na przeciwko cmentarza w Milejowie jest droga, która schodząc w dół mija kilka domów, stadninę koni i prowadzi na rozległe łąki, upstrzone gdzieniegdzie polami kukurydzy. Ambony były właśnie tam, odległe od siebie o 200 metrów. Myśliwi ulokowali się na nich i czekali. Zrobiło się ciemno, zaczął padać deszcz. Dzików, na które się zasadzili nie było.

– Po około czterech godzinach bezskutecznego polowania, które w istocie sprowadziło się do oczekiwania na zwierzynę, oraz wobec złych warunków atmosferycznych, bowiem zapadał zmierzch i zaczynał padać deszcz, postanowili oni zrezygnować z dalszego polowania – relacjonowała kilka dni po tragedii prokurator Jolanta Dębiec z Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

- Idę do ciebie - miał powiedzieć starszy z mężczyzn przed zejściem z ambony. Auto, którym przyjechali stało w pobliżu ambony Dariusza L

– W trakcie, kiedy pokrzywdzony szedł w kierunku ambony Dariusza L., ten strzelił ze swojej broni myśliwskiej dwukrotnie, godząc pokrzywdzonego w klatkę piersiową i w ramię. Strzały padły z odległości 167 metrów – dodaje prokurator Dębiec.

Czytaj też: 60-latek zastrzelony przed własnym domem. Myśliwy usłyszał zarzut zabójstwa. Nowe informacje z prokuratury

Strzelec zorientował się, że coś poszło źle dopiero w chwili, kiedy zobaczył latarkę ofiary, której nieruchomy snop światła oświetlał niebo... Wezwał pomoc. Lekarzom nie udało się uratować Andrzeja L., zmarł w szpitalu.

Jak to możliwe, że Dariusz L. strzelając z broni wyposażonej w celownik termowizyjny nie poznał sylwetki człowieka, że strzelił mu prosto w klatkę piersiową, dużo wyżej niżby strzelając do dzika? Do tego stojąc na wysokiej ambonie...

- Mężczyzna tłumaczył, że pojawiły się dziki i był przeświadczony, że strzela do nich - dodawała prok. Dębiec.

Śledczy nie mają wątpliwości, że to nie był wypadek, ale doszło do zabójstwa.

– Prokurator rejonowy w Lublinie przedstawił mu zarzut, że w toku polowania indywidualnego, przewidując, że w istniejących warunkach oddawania strzału obrany przez niego cel może być człowiekiem i godząc się na to bez dokładnego osobistego rozpoznania zwierzyny, w zamiarze ewentualnym pozbawienia życia człowieka, przy wykorzystaniu lunety termowizyjnej, oddał strzał z posiadanej przez siebie broni myśliwskiej, w wyniku czego spowodował u niego obrażenia ciała w postaci rany postrzałowej klatki piersiowej i prawego przedramienia, które skutkowały zgonem pokrzywdzonego – opisywała prokurator Dębiec. - Godził się na to, że spowoduje skutek w postaci śmierci człowieka.

Myśliwemu grozi dożywocie.

Polski Związek Łowiecki wystosował po tragedii oświadczenie, pisząc m.in.:

"Bezpieczeństwo jest dla nas absolutnym priorytetem, a Polski Związek Łowiecki jednoznacznie potępia wszelkie działania naruszające zasady bezpieczeństwa. Każdy myśliwy zobowiązany jest do ich przestrzegania. Rzecznik Dyscyplinarny zbada, czy w tym przypadku zasady te zostały zachowane. Każdy wypadek z bronią stanowi dla całego środowiska myśliwskiego bolesną lekcję i refleksję nad odpowiedzialnością, jaka wiąże się z naszą działalnością.

30 września prokurator skierował do Sądu Okręgowego w Lublinie akt oskarżenia, oskarżając go o zabójstwo z zamiarem ewentualnym. Dariusz L. trafił początkowo do aresztu, skąd wyszedł w lutym tego roku za poręczeniem majątkowym w wysokości 100 tys. złotych. Sąd zgadzając się na to objął go dozorem policji, a sprawca nieszczęścia ma zakaz opuszczania kraju oraz kontaktowania się z rodziną ofiary i członkami swojego koła łowieckiego. Spora pobłażliwość sądu dla sprawcy śmierci człowieka wynika m.in. z tego, że sąd nie zgadza się do końca z kwalifikacją prawną czynu: nie zabójstwo, a nieumyślne spowodowanie śmierci. Termin rozprawy nie jest jeszcze znany."

Protest przeciw myśliwym w Lublinie. "Maszerowali ku pamięci ofiar - ludzi i zwierząt"
Sonda
Czy Polacy powinni mieć łatwiejszy dostęp do broni?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki