Łukasz fascynował się mordercami
Po rozwodzie pan W. przeniósł się z małego miasta pod Warszawą do Chełma na Lubelszczyźnie. Ożenił się ponownie, wspólnie z Eweliną (+38 l.) mieli 2-letnią córeczkę, oboje zaś wychowywali dzieci z poprzednich związków, on Łukasza, ona 16-letnią córkę i 18-letniego syna. - Normalna, kochająca się i spokojna rodzina - uważali ich sąsiedzi.
Zresztą przez dłuższy czas tak było. Łukasz był spokojny, nie przeszkadzał innym. W szkole podstawowej był przeciętnym uczniem. Z opinii psychologicznej wynika, że nie wierzył we własne siły ani możliwości. Typ samotnika. Nie dążył do bycia z grupą. Gdzieś jesienią 2019 roku, coś zaczęło się w nim zmieniać. Wyrżnął sobie żyletką na przedramieniu napis „Maria Goniewicz”, serce i datę - 10.04.1999. Swym chorym światem dzielił się także na swym koncie w portalu społecznościowym: tam też pełno o Marii Goniewicz - taki pseudonim nosiła Zuzanna M., która kilka lat wcześniej wspólnie z chłopakiem zamordowała jego rodziców w domu pod Białą Podlaską. Data z przedramienia Łukasza W. także budzi grozę: 10 kwietnia 1999 r. w Columbine High School niedaleko Denver w USA dwóch uczniów zamordowało 12 kolegów, a 24 raniło. Potem popełnili samobójstwo. Na swym profilu Łukasz miał zdjęcie sprawców, ich broń, a sobie dał przezwisko Inkvizytor Reb, tak jak jeden z nich.
Szokujący wpis i makabryczna zbrodnia na Lubelszczyźnie
- Pora zacząć zabijać, ty szmato pijacka - napisał w swym ostatnim poście w piątek, 24 stycznia 2020 roku. To czytelne nawiązanie do słów morderczyni z Rakowisk, która użyła podobnego zwrotu. W sobotni wieczór jego ojciec był w pracy. Łukasz rzucił się wtedy na przybraną matkę. Uciekła przed nim do sypialni. Młotkiem wybił szybę w drzwiach i skończył to, co zaczął. Ciosy zadawał tak, aby zabić. Oszczędził dwuletnią przyrodnią siostrę. Chciał za to zabić przyrodniego brata, rozłupał mu czaszkę młotkiem.
- Kobieta miała na ciele liczne rany, m.in. na szyi i klatce piersiowej. Jej syn z ranami na rękach i głowie trafił do szpitala - informowała Ewa Czyż z chełmskiej policji.Zakrwawiony nastolatek pojawił się jeszcze w odległym o kilometr Domu Kultury. Pewnie wiedział, że wewnątrz było kilkaset osób goszczących na premierze sztuki. Możliwe, że zamierzał dokonać rzezi. - Miał nóż i młotek w rękach. Krew z niego kapała. Pokręcił się chwilę i wyszedł - opisywał człowiek, który poszedł za chłopakiem i wskazał go patrolowi policji.
Łukasz W. trafił do szpitala w Lublinie, a później do schroniska dla nieletnich. Przez kilka tygodni był na obserwacji - biegli uznali, że może stanąć przed sądem. Sąd Rejonowy w Chełmie uznał, że jest winny tego co zrobił, zamiast do poprawczaka, skierował go jednak do szpitala psychiatrycznego. Trafił do placówki w Garwolinie. - Świetnie współpracował z lekarzami. Za wszelką cenę chciał udowodnić, że chce się leczyć i wrócić do normalnego życia. Aż za mocno chce - opowiadał „SE” anonimowo jeden z lekarzy, który pracował z chłopakiem. Miał dobre przeczucie - to była gra.
Tragiczny finał historii Łukasza W.
Kiedy w połowie 2023 r. wyszedł ze szpitala jako pełnoletni obywatel, szybko pokazał kim jest. - Wszystkich koncertowo zrobiłem w… - chełpił się. Zamieszkał z matką pod Warszawą. I jako „Inkvizytor Reb” (znowu!) chwalił się w sieci swoimi pozowanymi fotkami z pistoletem w ręce. Kiedy nagłośniono sprawę, a do policji i do Ministerstwa Sprawiedliwości zaczęli pisać przerażeni mieszkańcy Chełma, którzy bali się jego powrotu, sprytny chłopak... oficjalnie przeprosił, uznając swoje zachowanie za niesmaczny żart.
Zmarł 11 lipca 2025 r. po tym, jak przesadził z narkotykami na imprezie.
Galeria ze zdjęciami: 14-letni Łukasz W. fascynował się młodocianymi mordercami. To popchnęło go do zbrodni
Polecany artykuł:
Polecany artykuł: