Prowadził je do kościoła. Później zmasakrował córeczki siekierą

2026-03-28 5:15

Takich ślicznych córeczek Adamowi K. (+35 l.) ze wsi Zamch (woj. lubelskie) zazdrościli sąsiedzi. - Prawdziwe aniołki - mówili, gdy na tydzień przed tragedią starsza Laura (+9 l) szła do Pierwszej Komunii, a za rączkę trzymała ją młodsza Natalia (+6 l.). Ojciec zabił je siekierą, a potem doszło do kolejnej tragedii. Dlaczego? Czy tak makabrycznie zareagował na rozstanie z żoną?

Do ponurych wydarzeń doszło w 2012 r., minęło tak wiele czasu. Ale w Zamchu, położonej na skraju Puszczy Solskiej bogatej wsi, ludzie pamiętają te wydarzenia. - A jak nie pamiętać, kiedy wydawało się, że to świat się kończy - dziadek, który właśnie odebrał wnuczkę ze szkoły, przystaje na chodniku, zamyślony. - Nikt, nikt nie próbował tego tłumaczyć. Bo jak? - mówi poruszony. Senior radzi pójść na cmentarz na skraju wsi, niedaleko kościoła i zobaczyć, jak wyglądają pomniki dzieci i ich kata. Laura i Natalia spoczywają tam, gdzie zawsze pali się światło. - Ludzie marzą o Aniołach, a ja miałam to szczęście trzymać te Anioły w ramionach. Śpijcie Aniołki - Mama - ten napis na pomniku mówi wszystko. Adam K. spoczął po drugiej stronie alejki, w grobie rodziców. Zadbanym, ale jakby zapomnianym.

Rodzinna tragedia na Lubelszczyźnie. Adam zabił córeczki

W domu, gdzie doszło do masakry mieszka już ktoś inny. Mama dziewczynek wyprowadziła się z Zamcha. Ma nowe życie. Podobno przyjeżdża tylko na grób, ma nową rodzinę. Dla niej tamto życie skończyło się 29 maja 2012 r. Wtedy to Adam K. zabił ich dzieci. Po tym co zrobił córeczkom, w brutalny sposób odebrał sobie życie. Potworną prawdę odkrył jego brat, który zajrzał na drugi dzień do domu. Gdy zobaczył zwłoki, zadzwonił po policję. Mundurowych zaintrygowały ślady krwi znalezione w pokoju na pierwszym piętrze. Sączyły się z kołdry leżącej na łóżku. Ciałka Laury i Natalii były nią przykryte, miały główki zmasakrowane siekierą.

- Widok był tak wstrząsający, że policjant, który pierwszy zajrzał pod kołdrę, zasłabł i trafił pod opiekę psychologa - informował wtedy mł. insp. Janusz Wójtowicz z KWP w Lublinie. Do szpitala trafiła matka zabitych dziewczynek i najmłodszej z ich córek, która urodziła się 8 miesięcy wcześniej. Co było powodem tej makabry?

Nieoficjalnie wiadomo, że od pewnego czasu w małżeństwie nie działo się najlepiej. Adam K. podejrzewał, że gdy on pracował w Niemczech, żona spotykała się z innym. - Załamał się całkowicie. Już raz próbował ze sobą skończyć - sąsiedzi przypominali zdarzenie z kwietnia 2012 r., gdy Adama K. przez ponad dobę szukali policjanci. Znaleźli go w lesie, miał bruzdę po próbie samobójczej na szyi.

Tydzień przed tragedią Małgorzata K. wyprowadziła się do Zamościa. A on ją wciąż kochał, błagał, żeby wróciła. Wydawało się, że mają szansę. Na komunii córki byli razem, a on wciąż się do niej uśmiechał. Czy już wtedy wiedział, jak to się skończy? - Jak Adam wracał z pracy z Niemiec, nie odstępowały go na krok. Wszędzie razem, za rączkę - wspomina w rozmowie z "Super Expressem" starszy mężczyzna, którego spotkaliśmy przed szkołą.

Na cmentarzu dzieci i ich ojciec spoczęły w dwóch oddzielnych grobach. - Nie mogły spędzić wieczności z nim, to byłoby zbyt wiele - komentowali wtedy ludzie, których w kościele parafialnym zgromadziły się setki. Dokładnie tydzień wcześniej Laura, uśmiechnięta i szczęśliwa w tym samym kościele szykowała się do Pierwszej Komunii Świętej. Teraz leżała w trumnie, podobnie jak jej siostra, ze zmasakrowaną siekierą głową. Nie otwierano trumien – widok potwornie okaleczonych ciałek byłby zbyt porażający.

Częstowała księdza cukierkami. Później odprawiał mszę pogrzebową

- Niedawno Laura częstowała mnie w swoje 9. urodziny cukierkami - wspominał w kazaniu sprawujący liturgię ks. proboszcz Wiesław Pokora. - Otaczamy ich trumnę z bólem, prosząc o życie wieczne dla tej trójki, która tak tragicznie odeszła do Pana - dodawał, po raz pierwszy i ostatni wspominając o tym, że chowane są trzy osoby. O Adamie K. więcej nie mówił. - W dzień, gdy światło dzienne ujrzał ogrom tej tragedii, w jednym z pokojów w domu parafialnym pojawił się mały ptaszek - wspominał duchowny.

- Mówi się, że ptaki pod ludzkimi strzechami przynoszą nowiny. Tak porażającej się nie spodziewałem. Na pewno nie ogarniemy rozumem tej tragedii, tego dnia czy nocy. Pozostanie na zawsze znakiem zapytania - proboszczowi łamał się głos. Kilka razy przestrzegał, aby nie oceniać tego, co stało się, nie wydawać sądów. - Zostawmy to Bogu. Bóg daje życie, a nie odbiera, a my wierzymy że spotkamy się z nim w Niebie - mówił.

Laura i Natalia już na pewno tam są.

Pokój Zbrodni - Radosław J. Targówek

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki