Dramat przy próbie usunięcia os
Za rok o tej porze pani Zofia J (59 l.) z Łukowa (lubelskie) miała odejść na zasłużoną emeryturę. Kobieta blisko 40 lat przepracowała jako kucharka w różnych zakładach gastronomicznych. Już planowała czym zajmie się po odejściu z pracy.
Przez ostatnie trzy lata szykowała sobie z mężem lokum na działce pod Stasinem (mazowieckie). Wyremontowała stare budynki po dziadkach, a obok postawiła garaż z wiatą na samochód. Sympatyczna kucharka nie doczekała jednak w zdrowiu upragnionej emerytury.
W czerwcu kobieta uległa jednak wypadkowi, który przekreślił wszystkie plany. Pani Zosia po kilkumiesięcznej nieobecności na działce, znalazła wreszcie czas by udać się w ulubione miejsce. Na nieszczęście na działkę pojechała sama, bo mąż źle się czuł i został w domu. Gdy wysiadła z auta, od razu jej uwagę zwróciły dziesiątki owadów fruwających wokół starego kosza wiszącego pod dachem wiaty.
Niewielka wysokość, poważne konsekwencje
Nie zastanawiając się długo kobieta założyła rękawice, wzięła do ręki kuchenne sito i rozłożoną parasolkę, by osłaniać się od owadów. Pod kosz podstawiła drabinę i patrząc przez sitko wspięła się kilka szczebli, by sprawdzić, co znajduje się w starym koszu.
– Siostra mówiła mi, że chciała zobaczyć, co przyciąga osy, że tyle ich lata wokół kosza – opowiada pani Anna A. (57 l.) siostra Zofii. – Gdy weszła na kilka szczebli, drabina zachwiała się, a z ręki wypadło jej sito ochraniające twarz przed owadami. Rozwścieczona osa użądliła ją w okolice lewego oka, po czym siostra runęła na ziemię. Spadła z niewielkiej wysokości, uderzając plecami w leżącą obok deskę.
Z urazem głowy i bólem pleców trafiła do szpitala. Od wypadku minęło już ponad trzy tygodnie, a Zosia nie może się podnieść z łózka. Lekarz powiedział jej, że ma poważnie uszkodzone dolne kręgi i raczej nie stanie na własne nogi. W środku starego kosza był kokon os – pokazuje miejsce wypadku. – Proszę mnie nie pytać o to, co się stało. Jest to dla mnie bardzo bolesne i tragiczne – odpowiedziała nam pani Zofia.