Czesława miała 62 lata, jej mąż Ryszard był o rok młodszy. Małżeństwo pochodziło ze Zwierzyńca na Lubelszczyźnie i planowało już swoją emeryturę. Mieli zyskać czas, którego zawsze brakowało, na spełnianie marzeń, odpoczynek, być może podróże. Aby na starość żyć w spokoju, nie martwiąc się o pieniądze, para zdecydowała się sprzedać duży dom, w którym przebywali od lat. Chcieli przenieść się do mieszkania, gdzie życie jest nieco łatwiejsze, bo wokół budynku jednorodzinnego zawsze znajdzie się coś do roboty, teren jest większy, do tego ogródek, nudy nie ma, za to siła i energia bardzo potrzebne. Z wiekiem, jak wiadomo, jest tego niestety coraz mniej. Okolica była wówczas przepiękna: ulica Parkowa w Zwierzyńcu leży w spokojnym miejscu, w dobrej lokalizacji, wśród drzew, a jednocześnie blisko centrum miasteczka. Ryszard P. pracował w nadleśnictwie, był szanowanym mieszkańcem, którego większość ludzi znała. Uchodził za pracowitego, uczciwego i sympatycznego sąsiada. Podobnie mówiło się o żonie mężczyzny. Zakochani doczekali się czwórki dzieci, samych synów, którzy po kolei wyfruwali z gniazda „na swoje”. Gdy małżeństwo nie miało już przy sobie potomstwa, stwierdzili, że nie potrzebują tak dużego domu - tym bardziej, że pan Ryszard podupadł na zdrowiu.
Wieczorem nie wpuszczali do siebie nawet znajomych. Mimo ostrożności, nie uniknęli spotkania z katem
Przemysław Gluma, dziennikarz „Super Expressu”, ustalił że para chciała kupić mieszkanie w bloku, niedaleko jednego z synów, opuszczając Zwierzyniec. Zapadła decyzja, że sprzedają dom i umieścili ogłoszenie w gazecie. Kupiec znalazł się szybko, mimo zawrotnej kwoty blisko trzech milionów złotych. - W listopadzie 1986 roku, kiedy doszło do transakcji, to były wielkie pieniądze. Średnia pensja, jak wynika z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, wynosiła bowiem nieco ponad 24 tys. zł miesięcznie, czyli niecałe 300 tys. złotych rocznie. To dziesięcioletnie zarobki – relacjonował reporter Gluma. Po sfinalizowaniu transakcji, małżeństwo schowało zgromadzone środki w domu. Mieli w łazience skrytkę pod kafelkami, o której nikt nie wiedział. – Oni byli raczej podejrzliwi, zawsze ostrożni. Wieczorem nie wpuszczali do siebie nawet znajomych – twierdzili mieszkańcy, których w tamtym okresie cytowała ówczesna prasa, rozpisująca się szeroko na temat szczegółów zbrodni. To był duży temat, wielka tragedia. – Nie było chyba w mieście bardziej makabrycznego zdarzenia – mówili zgodnie sąsiedzi.
Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni
Dokładnie 4 listopada 1986 roku małżonkowie otrzymali pieniądze za sprzedaż nieruchomości. A już następnego dnia, 5 listopada, bliscy odkryli ich zwłoki . – Ujawnił je jeden z członków rodziny, który przed południem przyszedł odwiedzić emerytów – przypomina dziś nadkomisarz Anna Kamola z Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie. – Niepokój wzbudziły u niego otwarte drzwi do domu. Kiedy wszedł do środka, ujrzał makabryczny widok. Natychmiast powiadomił służby o zbrodni – dodaje policjantka.
Mundurowi niezwłocznie udali się na miejsce, a ich oczom ukazały się wstrząsające sceny. Pani Czesława i pan Ryszard zostali powieszeni na klamkach, wokół ich szyi zakręcono twarde sznury z tkaniny. Z ustaleń śledczych wynikało, że sprawca – bądź sprawcy – musieli wejść do domu emerytów wieczorem, jeszcze zanim doszło do wyprowadzki. To była prawdopodobnie jedna z ostatnich nocy w dawnym miejscu zamieszkania emerytów, Ryszarda P. znaleziono jeszcze w piżamie. Ślady w pokojach oraz na ciałach ofiar wskazywały na to, że małżeństwo próbowało bronić się przed agresorami. – Nieznani sprawcy najpierw dokonali zabójstwa seniorów, a potem upozorowali ich samobójstwo – wskazywali funkcjonariusze. Zrobili to wyjątkowo nieudolnie, sceneria od razu wydawała się mundurowym nienaturalna. Przyjęto, że doszło do zbrodni.
Za motyw ataku uznano finanse, ponieważ napastnicy splądrowali cały dom, a sposób ich działania wskazywał na to, jakby czegoś szukali. Musieli mieć wiedzę na temat sprzedanej nieruchomości i udali się na miejsce, by wykraść fortunę. Tyle że nie mieli wiedzy na temat skrytki ukrytej w podłodze i mimo usilnych starań, wywrócenia niemal całego domu do góry nogami, nie znaleźli pieniędzy. Uciekli bez gotówki, więc dopuścili się zabójstwa tak naprawdę bez powodu, bez sensu, bez zysku, którego oczekiwali. Starsze małżeństwo nie doczekało wymarzonego odpoczynku.
Czytaj także: Matka skatowała na śmierć 9-miesięczną Blankę. Biła tępym narzędziem, uderzała o kant stołu. "Żebro przebiło serce"
Wieść o zbrodni bardzo szybko rozniosła się po okolicy, a wstrząśnięci mieszkańcy Zwierzyńca oraz powiatu zamojskiego nie kryli swojego zszokowania całą sprawą. Funkcjonariusze przesłuchali kilkuset świadków, zabezpieczyli liczne ślady na miejscu zbrodni, wykonali szereg różnych czynności zmierzających do ustalenia okoliczności tej tragedii oraz personaliów sprawców. Wykonano ogrom pracy, mimo ograniczeń wynikających z niedostatecznej ilości sprzętu czy przestarzałej technologii tamtych czasów, porównując oczywiście z narzędziami, które dziś śledczy mają do dyspozycji. – Analizowano różne tropy, brano pod uwagę liczne wątki, które pojawiały się w sprawie. Mimo zakrojonych na szeroką skalę działań, do dziś sprawcy zabójstwa nie zostali ustaleni, ani zatrzymani – przyznają funkcjonariusze.
Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.
Archiwum "X" wkracza do akcji. Czy uda się odnaleźć sprawcę... lub sprawców?
Niewykluczone, że ten stan rzeczy wkrótce może się zmienić, ponieważ po 40 latach zbrodni śledztwo dotyczące podwójnego zabójstwa małżeństwo trafiło w ręce Lubelskiego Zespołu Przestępstw Niewykrytych – Archiwum X z Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie. Mundurowi mają nadzieję, że obecnie dzięki nowoczesnym metodom badawczym, takim jak chociażby badania genetyczne profilu DNA, czy zaawansowane analizy kryminalistyczne, będzie możliwe schwytanie agresorów po latach. Nowa technologia umożliwia ponowne przyjrzenie się dowodom i poszukiwanie tropów, które do tej pory nie mogły zostać dostatecznie zbadane. Policjanci sprawdzają każdą informację, analizują każdy wątek, wykorzystują dane zawarte w licznych bazach komputerowych w Polsce i na świecie. Jednocześnie proszą ludzi o pomoc, bo nie tylko postęp technologiczny przyczynia się w tego typu śledztwach do sukcesu. Ważną rolę mogą odegrać świadkowie oraz ich gotowość do podzielenia się informacjami z organami ścigania, jeśli tylko pamiętają to, co działo się 40 lat temu w Zwierzyńcu. – Nawet drobna wskazówka, na pierwszy rzut oka wydająca się mało istotna, w połączeniu z innymi faktami może przyczynić się do trafnych ustaleń – apelują mundurowi.
Zobacz również: Nastolatkowie wykorzystywali bezdomnego. Pan Tomasz nie przeżył! Szokujące, co robili mu nieletni chłopcy
Wiele pytań w tej sprawie pozostało bez odpowiedzi. Naturalnym podejrzanym w śledztwie stał się na przykład kupiec nieruchomości, przeciwko któremu nie było jednak żadnych dowodów. Dom oglądało zresztą więcej osób zainteresowanych, które były obecne na terenie posesji i zdawały sobie sprawę z tego, że małżeństwo wkrótce pokaźnie się wzbogaci. Z drugiej strony potencjalny kupiec, nie ten, który zdecydował się na finalizację transakcji, nie wiedziałby przecież, kiedy dojdzie do przekazania pieniędzy. Istnieje więc teoria, że małżeństwo pochwaliło się komuś informacją o sprzedaniu domu. Trudno wierzyć w tym przypadku w zbieg okoliczności. Według śledczych, w kręgu głównych podejrzanych są osoby, z którymi ofiary miały jakąś relację, a przynajmniej nie byli to im ludzie zupełnie obcy. Zeznania świadków potwierdzają bowiem ich nieufność względem nieznajomych – Czesława i Ryszard nie rozmawialiby na tak delikatny temat z byle kim. Działania funkcjonariuszy nie przyczyniły się do ustalenia sposobu, w jaki agresorzy dostali się do domu. Nie odnotowano śladów włamania, więc możliwe, że drzwi były otwarte albo zostali tam po prostu wpuszczeni – dobrowolnie bądź nie.
- Praca policjantów z Archiwum X to znacznie więcej niż skrupulatna analiza akt i dowodów – mówią dziś funkcjonariusze, którzy na nowo przyglądają się wydarzeniom sprzed 40 lat. - To przede wszystkim próba odtworzenia historii ofiar oraz wyjaśnienia, co wydarzyło się wiele lat temu. To też chęć udzielenia odpowiedzi na pytania stawiane przez rodziny i bliskich, którzy od dawna żyją z ciężarem niewiedzy – podkreślają mundurowi. Warto dodać, że niejednokrotnie udawało się po latach doprowadzić do schwytania osób odpowiedzialnych za brutalne przestępstwa, działo się to również w ostatnich tygodniach, miesiącach i latach.
Każdy, kto posiada jakiekolwiek informacje mogące przyczynić się do złapania sprawcy lub sprawców tej makabrycznej zbrodni, popełnionej na małżeństwie Czesławy i Ryszarda, proszony jest o niezwłoczny kontakt z funkcjonariuszami z archiwum X lub z najbliższą jednostką policji.
Służby gwarantują pełną anonimowość każdej osobie, która przekaże wieści w tej sprawie. Padło zapewnienie, że każdy trop zostanie drobiazgowo sprawdzony. Nawet pozornie nieistotna informacja może okazać się kluczowa.