- Policjant z Lublina uratował 40-latka z płonącego auta
- Mężczyzna spał pijany w renault clio, gdy w kabinie pojawił się ogień
- Funkcjonariusz zauważył dym jadąc rano do pracy ulicą Hajdowską
- 40-letni Mołdawianin miał prawie 2 promile alkoholu
- Mężczyzna posiadał sądowy zakaz prowadzenia pojazdów
- Po wyciągnięciu z auta próbował wrócić po paszport i portfel
- Samochód spłonął mimo akcji strażaków
Piotr Dąbrowski służy w policji od 13 lat, jest obecnie dyżurnym V Komisariatu Policji w Lublinie, poznał jednak życie policyjne od podszewki, pracując wcześniej jako dzielnicowy. W niedzielę rano jechał na służbę ulicą Hajdowską - to położona na peryferiach Lublina ulica, na której stoją jednorodzinne domy, jest też kilka mniejszych i większych firm. Mijając zaparkowane na podjeździe stare renault clio spostrzegł, że coś jest z nim nie tak. Z tyłu, z bagażnika dobywały się strużki dymu. Natychmiast się zatrzymał.
- Otworzyłem drzwi tego samochodu i z kabiny buchnął gęsty gryzący dym. Paliło się już w środku, a człowiek ten nie reagował, spał w najlepsze - opowiada. Jak się potem okazało kierowcą auta był 40-letni Mołdawianin. Mimo potężnej postury obcokrajowca Dąbrowski wyciągnął go szybko z auta i zadzwonił pod 112. W międzyczasie... 40-latek z powrotem zanurkował do kabiny przez drzwi kierowcy. - Chciał zabrać ze schowka paszport i portfel. Wewnątrz paliło się już na całego, na szczęście udało mi się wyciągnąć go ponownie.
W tym czasie samochód już palił się żywym ogniem. Nie było dla niego ratunku, strażacy gasili go dłuższą chwilę. Gasić auto próbował także... Mołdawianin, który przyniósł gaśnicę nie wiadomo skąd...
- Mężczyzna został przekazany pod opiekę ratowników i trafił do szpitala. Badanie alkomatem wykazało, że miał prawie 2 promile alkoholu w organizmie. Jak ustalili policjanci, mężczyzna przebywał w pojeździe na miejscu kierowcy przy uruchomionym silniku. Dodatkowo okazało się, że posiada sądowy zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych - dodaje podinspektor Kamil Gołębiewski z KMP w Lublinie.
Podkom. Dąbrowski nie robi z siebie bohatera. - Myślę, że każdy by tak postąpił - ucina.
To już trzecia osoba, którą uratował. Kilka lat temu odnalazł na terenie Górek Czechowskich zaginionego staruszka, który poszedł tam na spacer i stracił siły. Jako dzielnicowy spostrzegł też, że nie widuje od kilku dni starszej pani, która zajmowała się zbieraniem złomu i makulatury. Odwiedził ją, pomoc przyszła w ostatniej chwili...