Rafał chciał zostać strażakiem. Teraz 37-latek odpowie za seryjne podpalenia lasów

2026-05-20 9:31

Rafał S. (37 l.) spod Radzynia Podlaskiego (woj. lubelskie) bardzo chciał zostać strażakiem, nie chciała go jednak u siebie żadna OSP, o państwowej straży pożarnej nie wspominając. Stanął więc po drugiej stronie barykady... Policjanci zatrzymali go za podpalenia lasu, których ma na koncie kilka. Piromanowi grozi do 10 lat więzienia.

  • 37-latek spod Radzynia Podlaskiego usłyszał zarzuty podpaleń lasów
  • Mężczyzna przyznał się do sześciu pożarów na terenie powiatu
  • Ogień pojawiał się głównie w gminie Kąkolewnica i raz w gminie Wohyń
  • Podejrzany miał później obserwować akcje strażaków
  • Policja ustaliła, że wybierał dni z silnym wiatrem i suchą ściółką
  • Sąd zastosował wobec Rafała S. trzymiesięczny areszt
  • Za sprowadzenie zagrożenia grozi mu do 10 lat więzienia

Niedoszły strażak mieszka na wsi pod Radzyniem z mamą. Stronił od pracy, choć miał dalekosiężne plany. Marzył mu się mundur PSP, nie spełnił jednak wymogów formalnych. A OSP także go nie chcieli. Powód? Nie można było na nim polegać, gdyż najlepiej wychodziło mu... gaszenie pragnienia. Lubował się w mocnym, ale niezbyt drogim piwie z supermarketu.

Czytaj też: 10-letni Mateusz Żukowski bawił się z kolegami, wrócili bez niego. Dziecko zniknęło bez śladu

Kiedy w kwietniu i maju w lasach należących do Nadleśnictwa zaczęły się pożary, wiadomo, że były to podpalenia. Miejsca, w których rozniecany był ogień, znajdowały się w większości na terenie gminy Kąkolewnica. Jedno zdarzenie odnotowano na terenie gminy Wohyń. Dzięki interwencji strażaków, pożary zostały szybko opanowane. Na szczęście udało się szybko trafić na ślad Rafała S., gdyż pewne jest to, że nie pozostawiłby swego niebezpiecznego hobby.

- Mundurowi potwierdzili, że 37-letni mężczyzna podpalał lasy na terenie powiatu na przestrzeni ostatnich tygodni. Zdarzało się także, że później obserwował pracę strażaków - opowiada kom. Piotr Mucha z policji w Radzyniu Podlaskim. Pożary sprowadzały ogromne zagrożenie dla mienia, ponieważ wybierał dni, w których było wietrznie, a ściółka od dłuższego czasu miała małą wilgotność. - Dodatkowym utrudnieniem i zagrożeniem był fakt, że do podpaleń dochodziło o różnych porach dnia i tylko dzięki czujności służb ratunkowych i ich szybkiemu i sprawnemu działaniu, ogień nie rozprzestrzeniał się na dużym obszarze.

Mobilność zapewniał mu rower, którym jeździł po okolicy. Nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, dlaczego to robił. Po prostu, jechał drogą przez las i w pewnym momencie uznawał, że będzie to tutaj. I za chwilę las płonął.

Czytaj też: 40-latek o krok od spłonięcia żywcem. Z auta wyciągnął go policjant

Rafał S. przyznał się do 6 podpaleń. We wtorek (19.05) sąd przychylił się do wniosku radzyńskiej policji oraz prokuratury i zastosował środek zapobiegawczy wobec mężczyzny w postaci tymczasowego aresztowania na okres 3 miesięcy. Za sprowadzenie zdarzenia, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach, kodeks karny przewiduje karę do 10 lat pozbawienia wolności.

Pożar w woj. lubelskim

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki