Lublin: PIJAK zepsuł dzieciom wycieczkę. TO mogło skończyć się TRAGICZNIE! [ZDJĘCIA]

2020-07-10 22:24 Mariusz Mucha
Pijany kierowca zepsuł dzieciom wycieczkę i uciekł. Dwie dziewczynki trafiły do szpitala
Autor: Mariusz Mucha Pijany kierowca zepsuł dzieciom wycieczkę i uciekł. Dwie dziewczynki trafiły do szpitala

Przez brawurę pijanego kierowcy mogło dojść do prawdziwej tragedii. Na ulicy Janowskiej w Lublinie kierowca audi wyprzedzał na łuku drogi autobus wycieczkowy pełen dzieci, wpadł w poślizg i koziołkował przed autokarem, który nagle hamował. Dwie dziewczynki jadące na wycieczkę zostały lekko ranne i trafiły do szpitala, zaś humory pozostałych wycieczkowiczów wyraźnie się pogorszyły.

Ulica Janowska nie dość, że jest wąska, to jeszcze końcowy jej fragment przy przejeździe kolejowym jest kręty i niezwykle dziurawy. Nie sprawiło to jednak, że kierujący starym audi A6 avant młody mężczyzna zdjął nogę z gazu. Przeciwnie, pędził jak szalony.

Wystawa przed lubelskim ratuszem upamiętniająca 40-lecie Lubelskiego Lipca' 80

Rozwijamy nasz serwis dzięki wyświetlaniu reklam.

Blokując reklamy, nie pozwalasz nam tworzyć wartościowych treści.

Wyłącz AdBlock i odśwież stronę.

Na łuku drogi wziął się za wyprzedzanie jadącego przed nim autobusu wiozącego dzieci.

– Kiedy wracał na swój pas, stracił panowanie nad autem i wjechał na skarpę na poboczu – opowiada świadek zdarzenia. – Wybiło go w górę i koziołkował.

Jadący tuż za nim autobus hamował z piskiem opon. Inaczej wjechałby w osobówkę i doszłoby do prawdziwej tragedii. Z kilkunastu jadących w środku dzieci kilka spadło z siedzeń.

Najbardziej ucierpiały dwie dziewczynki, które zostały odwiezione do szpitala – informuje Kamil Gołębiewski z KMP Lublin. Nie były to na szczęście poważne obrażenia, jedna z nich była mocno potłuczona, druga miała ranę na głowie. Były przytomne. Pozostałe dzieci pojechały innym pojazdem. Ale to już nie było to: smutne i przerażone tym, co się stało, marzyły zapewne, aby jak najszybciej znaleźć się w domu.

Kierowca audi... czmychnął z miejsca zdarzenia.

– Był nachlany, ledwo się ruszał – opowiadają świadkowie. Kiedy zaczął uciekać w stronę rzeki, nikt za nim nie pobiegł. – Wszyscy zajęliśmy się dziećmi. One ważniejsze od takiego śmiecia.

Policjanci wiedzą już, do kogo należy samochód. Nie zastali mężczyzny w domu. Zatrzymanie go jest kwestią czasu.