Godzinami dręczyli Roberta. Przypalali rozgrzaną maczetą, brutalnie bili, kazali klękać i udawać psa

Koszmar pana Roberta trwał wiele godzin. Napadli go sprawcy w wieku od 17 do 39-lat, a następnie brutalnie pobili. Znęcając się nad poszkodowanym, podpalili na nim ubranie, a następnie rozebrali go, billi po całym ciele, straszyli obcięciem palców sekatorem, przypalali rozgrzaną maczetą i zmuszali do poniżającego zachowania. Na koniec wrzucili 44-latka do rowu przy drodze.

Do wstrząsających wydarzeń doszło dokładnie 31 sierpnia 2025 roku. Oprawcy zauważyli Roberta W. przy lesie w miejscowości Spiczyn, kilkanaście kilometrów od Lublina. Mężczyzna spacerował akurat drogą, kiedy dostrzegli go z wnętrza samochodu marki Seat, którym się poruszali. 21-letni Artur P. oraz 24-letni Jakub Sz. wyskoczyli z pojazdu i rzucili się na ofiarę. Bili pięściami i kopali, a na koniec wepchnęli do bagażnika auta. To jednak nie był finał ich bestialskich działań, bo agresorzy przetransportowali Roberta W. kilka kilometrów dalej, do miejscowości Nowogród, gdzie zatrzymali się nad rzeką Wieprz i w ustronnym miejscu dalej znęcali się nad pokrzywdzonym. Do napastników dołączyły też trzy kolejne osoby, bardzo młode: 19-letni Kacper K., 17-letni Filip P. oraz 39-letni Mołdawianin Anatolii R.

Czytaj także: Dwóch Ukraińców zaatakowało kobietę. Dwóch mężczyzn czeka deportacja

Jak ustalili śledczy, podejrzani bili 44-latka pięściami i kijem, kopali po głowie oraz całym ciele. Artur P. przy pomocy długiej maczety przypalał Roberta W., rozgrzewając wcześniej ostrze w ognisku. Jakub Sz. przykładał ponadto sekator do siłą prostowanych palców mężczyzny, grożąc ich obcięciem. Na ciele poszkodowanego gaszono również papierosy i przypalano go zapalniczką. 

- Oskarżeni zmusili pokrzywdzonego do rozebrania się do samej bielizny, a jego odzież, buty oraz telefon komórkowy spalili w ogniskach. Zmuszali go do poruszania się na czworakach wzdłuż rzeki, wydawania odgłosów psa, wycia, robienia pompek i klaskania. Ponadto opluwali go po twarzy i kierowali pod jego adresem groźby pozbawienia życia poprzez utopienie – wylicza prokurator Marcin Kozak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Lublinie, cytowany przez Radio Zet.

Powodem takiego zachowania napastników miała być kradzież, której 44-latek rzekomo dopuścił się kilka lat wcześniej. - Oskarżeni działali z góry powziętym zamiarem, a celem ich działań było zmuszenie pokrzywdzonego Roberta W. do przyznania się do kradzieży motocykla na szkodę Artura P. lub wyjawienia jej sprawców – dodawał prokurator Kozak. Co istotne, według śledczych pokrzywdzony nie znał swoich oprawców, nie byli znajomymi, mieszkali tylko w tej samej miejscowości. Wygląda na to, że Robert stał się ich przypadkową ofiarą.

Wrzucili Roberta w samej bieliźnie do rowu, ale zdołał się wydostać i wezwać pomoc. "Obrażenia poszkodowanego były bardzo poważne"

Koszmar Roberta W. trwał przez co najmniej kilka godzin. Na sam koniec jego oprawcy wrzucili mężczyznę w samej bieliźnie do przydrożnego rowu, wcześniej znowu wpychając go do bagażnika i odwożąc z powrotem do Spiczyna. Ekspertyza lekarska wykazała, że obrażenia, których doznał 44-latek, były bardzo poważne. Doszło między innymi do złamania kości potylicznej, żeber, oparzenia ramienia i przedramienia, urazu głowy i tułowia. Na ciele odnotowano też wiele stłuczeń, zadrapań i siniaków. Mimo tego wszystkiego, Robert resztkami sił zdołał wydostać się z pułapki i uciec. Dotarł do domu, a następnie zadzwonił na pogotowie i policję. Do zatrzymania podejrzanych doszło jeszcze tego samego dnia. Najpierw wpadli czterej sprawcy, później ostatni, 39-letni wówczas Mołdawianin.

Zobacz również: Makabryczne odkrycie w oborze. Wychudzone psy żyły we własnych odchodach

Mężczyźni usłyszeli prokuratorskie zarzuty dotyczące pozbawienia wolności połączonego ze szczególnym udręczeniem oraz pobicia z użyciem niebezpiecznych przedmiotów, a także zmuszanie do określonego, poniżającego zachowania. Szczegółowe odtworzenie przebiegu całej sytuacji było możliwe dzięki temu, że mężczyźni nagrywali ją telefonami komórkowymi oraz robili zdjęcia. Sami dostarczyli więc na siebie dowody. W czasie przesłuchań tylko częściowo przyznali się do zarzutów. Każdy z nich umniejszał też swoją rolę w całym zdarzeniu.

Jak podaje Radio Zet, proces oskarżonych rozpoczyna się w piątek, 25 września 2026 roku, przed Sądem Okręgowym w Lublinie. Za zarzucane zbrodnie oskarżonym grozi od pięciu do 25 lat więzienia. 22-letni Artur P. i 40-letni dziś Anatolii R. będą odpowiadali w warunkach recydywy. Czterech oskarżonych od momentu zatrzymania, czyli ponad roku, przebywa w tymczasowym areszcie. - Najmłodszy z nich, 18-letni Filip P., będzie odpowiadał z wolnej stopy. Wobec nieletniego, w czasie popełniania przestępstwa mężczyzny, zastosowano dozór policji, poręcznie majątkowe w wysokości 25 tys. zł i zatrzymano paszport - czytamy w doniesieniach.

Postępowanie sądowe może jeszcze potrwać wiele miesięcy.

Galeria zdjęć: Dręczyli Roberta przez kilka godzin. Przypalali rozgrzaną maczetą, grozili obcięciem palców, brutalnie bili

Sonda
Jak oceniasz polską policję?
Pokój zbrodni - zbrodnia w Zwierzyńcu

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki