- Przed Sądem Okręgowym w Lublinie rozpoczął się proces 20-latka oskarżonego o spowodowanie katastrofy drogowej w Chełmie
- Do wypadku doszło pod koniec marca ub.r.; zginęło dwóch 18-latków przewożonych w bagażniku
- Według śledczych oskarżony był pijany (ok. 2 promile) i jechał co najmniej 130 km/h w terenie zabudowanym
- Prokuratura zarzuca mu umyślne spowodowanie katastrofy, jazdę po alkoholu oraz ucieczkę z miejsca zdarzenia
- 20-latek częściowo przyznał się do winy; zaprzeczył umyślności i ucieczce
- Oskarżony przeprosił na sali rozpraw matki ofiar i wyraził skruchę
- Z ustaleń wynika, że w aucie było dziewięć osób, w tym trzy w bagażniku
- Grozi mu kara do 15 lat pozbawienia wolności
Prokurator Rejonowy w Chełmie Diana Wirtel-Mroczek odczytała akt oskarżenia przeciwko Szymonowi C., w którym zarzucono mu przede wszystkim umyślne spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym, zagrażającej życiu i zdrowiu dziewięciu osób. Śledczy postawili mu także zarzut prowadzenia samochodu po pijanemu i ucieczki z miejsca zdarzenia.
20-latek przyznał się częściowo do zarzucanych mu czynów, oprócz ucieczki z miejsca zdarzenia i umyślności spowodowania katastrofy. Odmówił składania wyjaśnień i zwrócił się do obecnych na sali matek zmarłych nastolatków. - Chciałbym przeprosić z całego serca, ponieważ to dla mnie też jest bardzo ciężkie i nie wyobrażam sobie, co państwo muszą czuć. Straciłem dla mnie dwóch ważnych przyjaciół i naprawdę przepraszam – mówił oskarżony.
Sędzia Marek Woliński odczytał jego wyjaśnienia złożone w trakcie śledztwa. Wynika z nich, że grupa nastolatków spotkała się najpierw na imprezie urodzinowej jednego z kolegów. Oskarżony przyznał się do picia alkoholu. Na koniec trzeźwy uczestnik imprezy wsiadł za kierowcę samochodu, który udostępnił mu Szymon C. Początkowo oskarżony był tylko jednym z pasażerów. W trakcie jazdy spotkali na mieście pozostałą grupę znajomych z imprezy, którzy następnie wsiedli do samochodu. – Ktoś rzucił głupi pomysł, żeby jechać na Żołtańce nad zalew. Było nas za dużo, ale każdy był chętny do tego pomysłu – wyjaśniał oskarżony.
Wtedy kierowca odmówił dalszego prowadzenia samochodu i zamienił się z Szymonem C. miejscami. Oskarżony nie pamiętał, kto i jak wchodził do bagażnika. - W samochodzie nikt nie czuł się zagrożony. Były śmiechy i dopingowali mnie, żebym jechał szybciej – dodał w trakcie śledztwa.
Według jego relacji na ul. Ogrodowej najechał na dziurę i stracił kontrolę nad pojazdem. Pamiętał huk uderzenia w latarnię, po czym ocknął się w aucie. - Usłyszałem krzyk kogoś, żebym uciekał i odszedłem z miejsca zdarzenia. Nie dochodziło do mnie, że to się dzieje naprawdę – wyjaśniał.
Relacjonował, że po kilku minutach dowiedział się, że dwóch jego kolegów nie przeżyło wypadku. Gdy zaczęło to do niego docierać, chciał „wrócić i ponieść odpowiedzialność”. Wtedy odnaleźli się z ratownikiem medycznym, świecąc latarkami z telefonu.
Podczas śledztwa oskarżony podkreślał, że chciałby „oddać wszystko, żeby móc cofnąć czas”. - Bardzo żałuję tego, co się stało. Nigdy bym nie postąpił tak drugi raz. Żałuję, że nikt mnie wtedy nie powstrzymał. Największy żal mam do samego siebie – odczytał zeznania oskarżonego sędzia.
Na sali rozpraw pojawili się w czwartek licznie znajomi oskarżonego i zmarłych nastolatków. Były także matki ofiar wypadku, które przyjęły przeprosiny oskarżonego chłopaka. Nie ukrywały swojej rozpaczy i żalu, ale – jak przyznały – jest też im „szkoda Szymona”.
Z aktu oskarżenia wynika, że w trakcie tragicznej nocy pod koniec marca ub.r. oskarżony przewoził dziewięć osób, w tym trzy w bagażniku. Jechał także z prędkością co najmniej 130 km/h w terenie zabudowanym, gdzie obowiązuje ograniczenie do 50 km/h. Do tego miał ok. 2 promile alkoholu w organizmie.
Śledczy ustalili, że młodzież jeździła ulicami Chełma pomiędzy godz. 3 a 4, co uwiecznił miejski monitoring, kamery prywatne i nagranie z telefonu jednego z nastolatków. W pewnym momencie Szymon C. stracił panowanie nad autem na prostym odcinku ul. Ogrodowej. Zjechał na chodnik, uderzył w latarnię, a następnie w betonowe ogrodzenie posesji. W wyniku dachowania dwóch 18-latków znajdujących się w bagażniku zmarło na miejscu. Według śledczych 19-latek uciekł z miejsca wypadku.
Z opinii biegłego wynika, że oskarżony utracił panowanie nad pojazdem po zsunięciu się opony z prawego, tylnego koła, które było spowodowane najprawdopodobniej niskim ciśnieniem powietrza w oponie, przeciążeniem pojazdu oraz dużą prędkością. Do nagłej utraty ciśnienia w kole doszło, gdy samochód znajdował się ok. 70 metrów od latarni, w którą potem uderzył Szymon C. Zdaniem biegłego, gdyby kierowca jechał z przepisową prędkością, miałby możliwość „podjęcia skutecznych manewrów obronnych, w tym zatrzymania się pojazdu przed latarnią”.
Oskarżony przebywa w areszcie. Nie był dotychczas karany. Kolejna rozprawa zaplanowana jest 5 lutego br. Za spowodowanie katastrofy drogowej ze skutkiem śmiertelnym może grozić do 15 lat więzienia.