12 strzałów podczas interwencji na granicy
Do zdarzenia doszło 25 marca 2024 roku w rejonie Dubicz Cerkiewnych w województwie podlaskim. Jak ustaliła Prokuratura Okręgowa w Warszawie, grupa migrantów miała nielegalnie przekroczyć granicę z Białorusią po rozgięciu stalowej bariery przy użyciu samochodowego lewarka. Migranci mieli ze sobą drabiny, które – według śledczych – planowali wykorzystać do pokonania kolejnych zabezpieczeń.
Na miejscu interweniowali żołnierze i funkcjonariusze Straży Granicznej. Z aktu oskarżenia wynika, że szer. Karol S., pełniący wówczas służbę w 1 Warszawskiej Brygadzie Pancernej, podczas biegu w kierunku miejsca zdarzenia oddał łącznie 12 strzałów z broni służbowej wzdłuż drogi granicznej.
Według prokuratury pociski leciały w kierunku grupy składającej się z migrantów, funkcjonariuszy Straży Granicznej i żołnierzy. Trzy miały rykoszetować po uderzeniu w betonowy słup, ziemię i zwoje drutu kolczastego, a dziewięć przelecieć obok ludzi.
Biegły z zakresu balistyki ocenił, że pociski miały energię wystarczającą do spowodowania ciężkich obrażeń lub śmierci człowieka.
Prokuratura chce kary, obrona domaga się uniewinnienia
Podczas mów końcowych prokurator Piotr Smoliński wniósł o wymierzenie oskarżonemu sześciu miesięcy ograniczenia wolności. Domagał się także nawiązki po 500 zł dla każdego pokrzywdzonego oraz odczytania wyroku podczas zbiórki żołnierzy 1 Warszawskiej Brygady Pancernej w Wesołej.
Prokurator podkreślał, że zgromadzony materiał dowodowy, w tym nagrania z kamer i opinie biegłych, potwierdza winę oskarżonego. W jego ocenie wyjaśnienia Karola S. były jedynie linią obrony mającą ograniczyć odpowiedzialność karną.
Obrońcy żołnierza przekonywali natomiast, że strzały miały charakter alarmowy i ostrzegawczy. Adwokat Krzysztof Rogalski podkreślał, że jego klient działał w dynamicznej i stresującej sytuacji, podczas której migranci mieli rzucać kamieniami i konarami drzew.
Według obrony celem żołnierza było alarmowanie innych posterunków i wsparcie działań Straży Granicznej, a nie narażanie kogokolwiek na niebezpieczeństwo.
„Gdyby chciał kogoś zabić, to by to zrobił”
Mocne słowa padły także ze strony adwokat Edyty Skwiry. Jak podkreślała, prokuratura nie wykazała, by Karol S. przekroczył uprawnienia lub działał na szkodę kogokolwiek.
Pełnomocniczka zwróciła uwagę, że żaden z pocisków nie trafił człowieka, a przesłuchiwani żołnierze i funkcjonariusze Straży Granicznej nie czuli się pokrzywdzeni.
– Gdyby jej klient zamierzał kogoś zabić lub zranić, to „z całą pewnością by to zrobił”, bo jest „bardzo dobrze wyszkolonym i dobrym strzelcem” – argumentowała adwokat.
Dodała również, że sprawa – jej zdaniem – mogła zostać zakończona postępowaniem dyscyplinarnym lub rozmową służbową. Jak wskazała, Karol S. od dziecka przygotowywał się do służby wojskowej, jednak po całej sytuacji odszedł z armii i wyjechał za granicę.
Wyrok w tej sprawie Wojskowy Sąd Garnizonowy w Lublinie ogłosi 27 maja. Więcej informacji później.