Pożar w Łysołajach i tragiczne odkrycie
W Łysołajach, malowniczo położonej wiosce nieopodal Milejowa w powiecie łęczyńskim (województwo lubelskie) nikt nie cieszy się pięknymi kolorami jesieni, którymi złocą i czerwienią się drzewa w wiosce. W powietrzu unosi się smutek po tragedii, która wstrząsnęła lokalną społecznością
- Adaś to był po prostu bardzo dobry człowiek - mówi kolega zmarłego tragicznie mężczyzny.
Wprawdzie nie założył własnej rodziny, ale był bardzo rodzinnym facetem: opiekował się mamą, czekał na wizytę dzieci swego rodzeństwa. Nie, nie był typowym starym kawalerem, który na wsi został w domu rodziców i zagląda do kieliszka. - Wziął na siebie odpowiedzialność za mamę - dodaje mężczyzna.
Ostatnio pani Genowefa nie pojawiała się już we wsi, wolała domową ciszę i krzątanie się po podwórku. - Adam był jej oczami i uszami. Dogadywali się - usłyszał reporter "Super Expressu".
Do pożaru doszło we wtorek rano. Strażacy dostali informację o ogniu kilkanaście minut po szóstej. Wiedzieli, że muszą się spieszyć, gdyż wiedzieli, że w środku są ludzie i butla z gazem. Byli w ciągu kilku minut, budynek cały już płonął.
- Ratownicy niezwłocznie weszli do silnie zadymionego budynku w aparatach ochrony dróg oddechowych (ODO). Działania były prowadzone dwutorowo - podano prądy gaśnicze w natarciu oraz prowadzono przeszukiwanie kolejnych pomieszczeń - informuje KP PSP w Łęcznej.
- Do działań zadysponowano łącznie 9 zastępów straży pożarnej z PSP i OSP, policję i pogotowie ratunkowe. Po dojechaniu na miejsce potwierdzono zdarzenie – dom w całości objęty był pożarem. Przystąpiono do działań ratowniczo-gaśniczych z jednoczesnym przeszukiwaniem pomieszczeń. Po chwili ratownicy odnaleźli wewnątrz ciała dwóch osób. Pożar został ugaszony a miejsce zabezpieczone dla dalszych działań policji i prokuratora - przekazali przedstawiciele służb.
Niestety, mieszkańcom nie byli w stanie już pomóc.
Śledztwo trwa, mieszkańcy mają swoje teorie
- W trakcie prowadzenia akcji gaśniczej wewnątrz budynku zostały odnalezione dwa zwęglone ciała. Policjanci pod nadzorem prokuratora wykonują czynności procesowe. Udział w nich weźmie również biegły z zakresu pożarnictwa - mówi asp. sztab. Magdalena Krasna z policji w Łęcznej. - Prowadzone w tej sprawie postępowanie pozwoli wyjaśnić dokładne przyczyny i okoliczności tego tragicznego zdarzenia jak też potwierdzi tożsamość ofiar - dodaje.
Dziennikarz "Super Expressu" rozmawiał z mieszkańcem, który dosłownie pół godziny wcześniej jechał drogą obok domu.
- Nie było żadnego śladu dymu ani ognia. Musiał rozprzestrzenić się błyskawicznie - mówi.
Straż pożarną wezwała osoba mieszkająca nieopodal - czuła dym i otworzyła drzwi domu. Buchnęło dymem, a potem pojawiły się płomienie. Obie ofiary nie próbowały się ratować.
- Pewnie Adam rozpalił na noc w piecu, pojawił się czad i zdusił ich oboje. Potem tliło się wszystko przez kilka godzin - spekulują mieszkańcy.
Rodzinie i przyjaciołom zmarłych składamy wyrazy współczucia.