Żywioł pochłania Roztocze. Ogień objął setki hektarów lasu

Płonie Roztocze... Pożar lasów iglastych wybuchł we wtorek po południu w okolicy Łukowej w powiecie biłgorajskim. To wrota Roztocza, a ogień bardzo szybko się rozprzestrzeniał. Rano płonęło już ponad 300 hektarów lasu. Najgorsze jednak, że żywioł pochłonął ludzkie życie – zginął pilot „dromadera”, który z powietrza walczył z ogniem.

Ogień błyskawicznie objął kolejne hektary

Pożar wybuchł na południu Roztoczańskiego Parku Narodowego, w Puszczy Solskiej, kilkadziesiąt kilometrów na południowy wschód od Biłgoraja. Szybko okazało się, że nie uda się stłumić go w zarodku.

– O godzinie 15 doszło do pierwszego zgłoszenia w miejscowości Kozaki na terenie gminy Łukowa. W Nadleśnictwie Józefów zaczął palić się las. Pożar bardzo szybko się rozprzestrzeniał: 5, 10, 20, 30 hektarów. Na chwilę obecną straż pożarna szacuje, że to jest między 50 a 100 hektarów. Są to drzewa iglaste, więc bardzo szybko zajmują się ogniem – mówił wieczorem podczas briefingu prasowego wojewoda lubelski Krzysztof Komorski.

Niestety, dane szybko się dezaktualizowały. Walka z żywiołem trwała przez całą noc. Na miejscu pojawili się m.in. szef MSWiA Marcin Kierwiński oraz minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska.

– Jesteśmy po spotkaniu sztabu, który bezpośrednio zarządza akcją gaśniczą. W najbliższych godzinach sytuacja będzie cały czas monitorowana, a dowodzący akcją podejmą dalsze decyzje w zależności od rozwoju pożaru – powiedział minister Marcin Kierwiński podczas spotkania z mediami o godz. 3 nad ranem.

Dramatyczny pożar w Gdyni

Śmigłowce, drony i ciężki sprzęt w akcji

– Zaangażowane są znaczne siły straży pożarnej, a rano planowane są loty dronów, które sprawdzą, gdzie nadal pojawiają się zarzewia ognia. Do dyspozycji pozostają zarówno śmigłowiec Lasów Państwowych, jak i śmigłowiec policji. W razie potrzeby kolejne jednostki powietrzne mogą zostać włączone do działań. Wszystko odbywa się pod stałym nadzorem sztabu i w koordynacji z odpowiednimi służbami – dodał minister.

Jak informują Lasy Państwowe, samoloty i śmigłowiec wykonywały seryjne zrzuty wody do momentu zapadnięcia zmroku. Zgodnie z procedurami bezpieczeństwa wsparcie lotnicze zostało wtedy zakończone. W nocy trwały prace przy budowie pasów zaporowych i obronie linii komunikacyjnych.

– Działania są utrudnione przez ograniczoną sieć dróg dojazdowych w sąsiedztwie lasów prywatnych, co wymusza użycie specjalistycznego ciężkiego sprzętu – dodają leśnicy.

Silny wiatr spowodował przeniesienie się ognia przez drogę wojewódzką na odcinku Józefów – Osuchy oraz powstawanie punktowych ognisk w odległości nawet kilometra od głównego frontu pożaru.

Rano pojawiły się pierwsze dobre wiadomości – rozprzestrzenianie się ognia nie było już tak dynamiczne, a po południu prognozowane były opady deszczu.

– Od początku tej akcji każdy kolejny krok zależy od rozwoju sytuacji. Pożar nadal jest poważny, a najbliższe godziny pokażą, w jakim kierunku będzie się rozwijał. Wprowadzenie śmigłowców od wczesnych godzin rannych ma pomóc powstrzymać rozprzestrzenianie się ognia. Monitorujemy również prognozę pogody – niewielka zmiana kierunku wiatru może utrudniać działania służb – powiedział podczas porannego briefingu minister Marcin Kierwiński.

Tragiczny finał akcji gaśniczej

Na miejscu doszło do tragedii. Zginął pilot dromadera operującego z bazy lotniczej przy Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Warszawie. Maszyna wystartowała o godz. 19.10, a o 20.50 zniknęła z radarów.

– To wielka tragedia. Zginął doświadczony pilot. Cześć jego pamięci – mówią uczestnicy akcji.

Na razie mieszkańcom nie grozi bezpośrednie niebezpieczeństwo – do najbliższych zabudowań jest kilka kilometrów. Służby apelują jednak, aby nie podróżować w rejony objęte pożarem. Cała okolica jest silnie zadymiona. Na miejsce skierowano także policyjne śmigłowce Black Hawk.

Sonda
Byłeś kiedyś świadkiem pożaru?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki