W lipcu 2026 roku minęła dziesiąta rocznica śmierci Jadwigi H., seniorki, która wbrew własnej woli zyskała sławę w mediach społecznościowych i stała się częścią historii polskiego internetu. Wszystko za sprawą zgłoszenia, które kobieta złożyła telefonicznie na policję. "Styrta się pali", alarmowała w rozmowie z dyspozytorem, ale nie mogła się z nim dogadać. - Styrtę ktoś nam podpalił - mówiła. - Co podpalił? - dopytywał funkcjonariusz. - Nie wiem kto - mówiła seniorka, nie słysząc poprawnie pytania. - Ale co podpalił? - znów padło pytanie. - No nie wiem kto - powtarzała kobieta. - Nie kto, tylko co - denerwował się mundurowy. Specyficzny przebieg rozmowy, ton i tembr głosu zgłaszającej, stał się źródłem licznych żartów w internecie. Pani Jadwiga stała się natomiast pośmiewiskiem. Do zdarzenia doszło w 2010 roku, a nagranie wyciekło do sieci wbrew wiedzy czy zgody zgłaszającej. Mieszkanka wsi pod Żarami, konkretnie Lipinek Łużyckich (woj. lubuskie), chciała tylko zgłosić pożar, a została wciągnięta w internetową machinę prześmiewczych nagrań i memów. Głos schorowanej i niedosłyszącej staruszki poznała cała Polska. Pani Łucja, córka poszkodowanej, była oburzona całą sytuacją. "Gazeta Lubuska", cytując jej słowa, pisała o tym, że Jadwiga H. całe życie ciężko pracowała na roli, więc palące się siano było dla niej dużą stratą.
- W dodatku był to kolejny pożar we wsi i wszyscy wiedzieli, że grasuje tu piroman. Wcześniej było u niej pogotowie, dostała środki uspokajające, była w szoku, dlatego rozmowa mogła wydawać się nieskładna - relacjonowała córka ponad 80-letniej pokrzywdzonej.
Ośmieszające nagranie, w którym padły jej dane osobowe i adres, pojawiło się w wielu serwisach. Mutacje, przeróbki, prowokacyjne zdjęcia i wideo, wszystko do dziś widnieje w internecie i powraca do niego co jakiś czas. Sugerowano nawet, że Jadwiga H. to "staruszka z papierosem" lub z butelką wysokoprocentowego trunku, choć to nie jest jej prawdziwy wizerunek. - To było wyjątkowo upokarzające, bo mama nigdy nie miała w ustach papierosa - mówiła przed laty pani Łucja.
Cała ta sytuacja wywołała lawinę nieprzyjemnych dla seniorki sytuacji. Sąsiedzi wytykali ją palcami, pod sklepem mieszkańcy się z niej śmiali i wyszydzali. Do tego stopnia, że Jadwiga po nocach płakała, nie mogła sobie z tym poradzić. Na jej domowy adres zaczęły nawet przychodzić kartki pocztowe z wpisami "babcia od styrty". To przelało czarę goryczy.
Policjant opublikował nagranie? Komenda tłumaczyła się kradzieżą. Rodzina zatrudniła adwokata
Rodzina interweniowała u komendanta powiatowego żarskiej policji, ale mundurowi tłumaczyli, że ktoś wykradł im nagranie i je opublikował. Zdaniem bliskich kobiety, była to nieprawda. Z ich informacji wynikało, że to jeden z funkcjonariuszy umieścił nagranie w popularnym serwisie internetowym, chcąc zebrać "lajki i wyświetlenia". Mimo żądań usunięcia nagrania, nikt z tym nic nie zrobił, a później było za późno: wideo rozniosło się po sieci i tkwi w nim do dziś. Konsekwencje także nie zostały wyciągnięte, więc Jadwiga H. wynajęła adwokata.
- Ona nie mogła zrozumieć, jak w państwie prawa można drwić ze starszych, schorowanych ludzi. A policja, zamiast stać na straży prawa, sama go łamie i ucieka od odpowiedzialności. Gdy prokurator umorzył postępowanie i ona, i jej krewni doskonale wiedzieli, że łatwo nie będzie. Zdawał sobie z tego sprawę również mecenas Sławomir Zubrycki, pełnomocnik Jadwigi H. - opisywała "Gazeta Lubuska".
Finalnie sprawa trafiła do sądu w 2011 roku, kiedy złożono pozew przeciwko komendantowi wojewódzkiemu policji. Adwokat domagał się przeprosin, usunięcia rozmowy i zadośćuczynienia - do 60 tysięcy złotych, choć bliscy nie ukrywali, że pieniądze są sprawą drugorzędną. Chcieli oczyszczenia dobrego imienia mamy. Naruszeniem dóbr osobistych seniorki najpierw zajmował się sąd w Zielonej Górze, później postępowanie przejął Gorzów, po interwencji Prokuratury Generalnej. Wydarzenia zyskały duży rozgłos, choć na próżno szukać dziś wielkich medialnych relacji z procesu. Bliscy złożyli zażalenie na to, jak przebiega sprawa, więc wrócono ją ponownie do Zielonej Góry.
- Tego rodzaju roszczeń jest niewiele, zwłaszcza gdy - jak tu - podmiotem negatywnym jest funkcjonariusz. Ludzie z góry zakładają, że z władzą nie mają szans na wygraną. Trudno było znaleźć odważnych policjantów, którzy w sądzie potwierdziliby, że ich koledzy z jednostki przekazywali sobie filmik, choć wszyscy o tym głośno mówili - tłumaczył mecenas Zubrycki.
Jadwiga wygrała w sądzie, ale przykre nagranie nie zniknęło z sieci. "Ludzie są złośliwi"
Jadwiga H. została przez sąd zwolniona z opłat i kosztów sądowych, ponieważ wzięto pod uwagę jej sytuację materialną. I choć sprawa przeszła przez prokuraturę i sąd, to nikt nie wskazał winnego funkcjonariusza, więc w postępowaniu cywilnym dowody trzeba było dopiero zgromadzić. W grudniu 2012 roku zapadł pierwszy wyrok: to policja udostępniła rozmowę, naruszając dobra osobiste seniorki. Komendant wojewódzki został zobowiązany do zamieszczenia obszernych przeprosin na łamach prasy. Orzeczenie zostało zaskarżone, bo nie uwzględniało żądania usunięcia nagrania z sieci oraz wypłaty zadośćuczynienia za ośmieszenie pani Jadwigi. W sądzie apelacyjnym naprawiono ten błąd.
- Wyrok sądu apelacyjnego zapadł pod koniec maja i jest już prawomocny. Policja ma usunąć nagranie z sieci, wypłacić 40 tys. zł zadośćuczynienia, a komendant wojewódzki przeprosić kobietę na łamach Gazety Lubuskiej - informował ten sam tytuł w czerwcu 2013 roku.
Funkcjonariusze w końcu uderzyli się w pierś. Sławomir Konieczny, rzecznik lubuskiej policji, przyznał że nagranie wyciekło z ich serwerów. Nie ukradł go jednak dyżurny, który odebrał telefon, tylko ktoś inny. Nie wiadomo kto, nie ustalono winnego funkcjonariusza. Jednocześnie rzecznik twierdził, że pracują nad usunięciem wideo z sieci. - Pieniądze zostaną przekazane z naszego budżetu. Zebraliśmy już 34 linki, na których są nagrania i wysłaliśmy do ich administratorów prośby o usunięcie. Docieramy do kolejnych. Pracuje nad tym sztab ludzi - relacjonował. Jak wiemy, to się nie udało. Być może w 2013 roku jeszcze nie wiedziano, że coś, co raz trafi do internetu, rzadko całkowicie z niego znika.
Administrator Google Polska zgodził się na usunięcie nagrań z wyszukiwarek, lecz było to rozwiązanie tymczasowe, bo niektórzy internauci pościągali je na prywatne komputery i udostępniali w późniejszym czasie ponownie. Dla wielu nadal stanowią "pożywkę". - Ludzie dobrze się bawią, a my spać spokojnie nie możemy. Ileż to już razy w środku nocy, pod dom podjeżdżała straż na sygnale. Potem okazywało się, że ktoś zgłosił fałszywe zawiadomienie. Chcieliśmy już zmienić i zastrzec numer telefonu, ale brat ma gospodarkę, współpracuje z kontrahentami i to nie takie proste - mówiła w "Gazecie Lubuskiej" pani Łucja. Rodzina chciała o tym jak najszybciej zapomnieć.
Seniorka zmarła, ale ludzie pamiętają. Jej sprawa była sądowym precedensem w walce z policją
W lipcu 2026 roku minęła dziesiąta rocznica śmierci pani Jadwigi. Seniorka faktycznie otrzymała pieniądze od policji, wraz z odsetkami blisko 60 tysięcy złotych. Jej mecenas mówił, że sprawa kobiety stała się sądowym precedensem w walce z policją. Determinacja seniorki pokazała, że warto walczyć o swoje - do samego końca. Jarosław Kinal z Uniwersytetu Rzeszowskiego, zajmujący się socjologią internetu, mówił w "Gazecie Lubuskiej", że w tej konkretnej sprawie poziom złośliwości internautów osiągnął maksymalny poziom.
- Dla nich nie było ważne, kto stał się obiektem ich drwin, wyszydzania. Czy powinny zmienić się przepisy? Cóż, o to powinniśmy pytać prawników - mówił ekspert. Dziś ten problem nie znika. Pojawia się tylko pytanie, gdzie kończy się niewinny żart, a zaczyna nękanie? To pytanie, które można by zadać jeszcze w wielu sprawach.