Libacja zamieniła się w piekło
Do tragedii doszło 24 marca 2025 roku w mieszkaniu przy ul. Narutowicza w Chełmie. Tego dnia grupa mężczyzn spotkała się na wspólnym piciu alkoholu. Była wódka, było miejsce do imprezowania i przypadkowo poznani ludzie. Nic nie zapowiadało dramatu, który rozegrał się kilka godzin później.
W mieszkaniu przebywali między innymi 42-letni Sylwester G. oraz 66-letni Henryk K. Według ustaleń śledczych w pewnym momencie oskarżeni zaczęli mówić o tym, że starszy z mężczyzn miał kiedyś siedzieć w więzieniu za czyny pedofilskie. Były to jednak jedynie plotki i pogłoski zasłyszane wcześniej przez sprawców.
To wystarczyło, by rozpętała się brutalna agresja. Najbardziej agresywny miał być Tomasz B. Mężczyźni rzucili się na Henryka K. i zaczęli go bić. Ciosy spadały jeden po drugim. W ruch poszły pięści i taboret. Kiedy Sylwester G. próbował bronić starszego kolegi i krzyknął: „Zostawcie go w spokoju”, oprawcy skierowali swoją agresję także przeciwko niemu.
Obaj pokrzywdzeni byli bici z ogromną siłą. Śledczy ustalili, że Sylwester G. miał połamane żebra. Po brutalnym pobiciu mężczyźni stracili przytomność. Ale dla sprawców to wciąż było za mało.
Ułożyli ofiary na stosie i podpalili
To, co wydarzyło się później, śledczy i sąd określili jako wyjątkowo okrutne i bestialskie. Oskarżeni przeciągnęli nieprzytomnych mężczyzn i ułożyli ich jeden na drugim. Starszy z pokrzywdzonych leżał na spodzie twarzą do góry. Na nim położono meble, tekstylia i różne przedmioty znajdujące się w mieszkaniu. Na samej górze znalazł się Sylwester G., ułożony twarzą do podłogi.
Potem sprawcy podpalili przygotowany wcześniej stos.
O dramatycznych chwilach mówił później w śledztwie Piotr B.
– Widziałem, jak zaczyna się palić, byłem w szoku. Wyszedłem z mieszkania razem z braćmi. W środku zostali ci dwaj. Jeden jeszcze się ruszał – relacjonował.
Pożar bardzo szybko objął mieszkanie. Sylwester G. zginął na miejscu. Jego ciało było niemal całkowicie zwęglone. Biegli ustalili jednak, że mężczyzna żył jeszcze w chwili wybuchu pożaru, ponieważ w jego płucach znajdowały się ślady sadzy. Oznacza to, że oddychał podczas pożaru i palił się żywcem.
Henryk K. został przewieziony do szpitala, ale jego obrażenia były zbyt rozległe. Zmarł następnego dnia.
W akcie oskarżenia śledczy napisali, że sprawcy „celowo przedłużali moment śmierci, czerpiąc patologiczną przyjemność z zadawania cierpienia”.
Spokojni na sali sądowej
Proces trzech oskarżonych rozpoczął się przed Sądem Okręgowym w Lublinie. Tomasz B., Krzysztof B. i Piotr B. zachowywali się spokojnie. Nie przyznali się do winy i nie składali wyjaśnień dotyczących przebiegu zbrodni.
Jeden z braci próbował nawet doprowadzić do wyłączenia jawności procesu. Tłumaczył, że jego matka pracuje w domu pomocy społecznej i nie chce sprawiać jej przykrości.
Sąd nie miał jednak żadnych wątpliwości co do odpowiedzialności oskarżonych. Podczas ogłaszania wyroku sędzia Barbara Markowska bardzo mocno podkreślała brutalność i bezwzględność sprawców.
– Okoliczności popełnienia przez oskarżonych czynów i ich wina w tej sprawie w świetle zgromadzonych dowodów nie budzi wątpliwości – mówiła sędzia.
Jak podkreślił sąd, ofiary były już nieprzytomne i całkowicie bezbronne. Nie miały najmniejszych szans na ratunek.
– Zachowania oskarżonych miały charakter bestialski i okrutny wobec pokrzywdzonych – zaznaczyła sędzia Barbara Markowska.
Sąd uznał również, że sprawcy działali wspólnie i w porozumieniu, a sposób działania jednoznacznie wskazywał na bezpośredni zamiar zabójstwa dwóch osób.
Dożywocie i długie lata za kratami
Wszyscy trzej oskarżeni byli wcześniej wielokrotnie karani. Jak wskazywał sąd, analiza ich wcześniejszych wyroków pokazuje, że z biegiem lat dopuszczali się coraz poważniejszych przestępstw — od czynów przeciwko mieniu, przez przestępstwa przeciwko zdrowiu i wolności seksualnej, aż po podwójne zabójstwo
Zdaniem sądu wcześniejsze kary i pobyty w więzieniu nie przyniosły żadnego efektu resocjalizacyjnego. W uzasadnieniu wyroku padły słowa o trwałej demoralizacji oskarżonych.
Dlatego sąd zdecydował nie tylko o wymierzeniu kar dożywotniego pozbawienia wolności, ale także o znacznym wydłużeniu okresu, po którym skazani będą mogli ubiegać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie.
Piotr B. będzie mógł starać się o wyjście na wolność dopiero po 38 latach więzienia, Krzysztof B. po 40 latach, a Tomasz B. po 41 latach.
Wyrok jest nieprawomocny. Skazani mogą jeszcze złożyć apelację.