14-latek zabił macochę! Rozszarpał jej szyję nożem, dobijał młotkiem. Na widok 2-letniej siostry osłupiał

2026-05-13 11:58

14-letni Łukasz rzucił się na macochę z nożem oraz młotkiem. Zaatakował znienacka, ranił i uderzał bez opamiętania. W obronie kobiety stanął przyrodni brat chłopaka, ale nie udało mu się uratować mamy. 18-latek także został poważnie ranny, był o krok od śmierci. Ofiarę w kałuży krwi odnalazł jej mąż, ojciec sprawcy, który – jak sam mówi – zapamięta ten widok do końca życia. Szczegóły tej sprawy są wstrząsające.

Mieszkańcy Chełma już zawsze będą pamiętać o krwawych wydarzeniach, które rozegrały się w ich mieście 25 stycznia 2020 roku. To wtedy 14-letni Łukasz zabił swoją macochę, panią Ewelinę, i poważnie ranił starszego, przyrodniego brata Szymona, który stanął w obronie mamy. Sprawca przygotowywał się do morderstwa, nóż i młotek schował mniej więcej dwa miesiące wcześniej. W programie „Uwaga! TVN” pan Robert, ojciec 14-latka, relacjonował, że jego żona feralnego dnia szła do pokoju ich córeczki. Łukasz przechodził obok niej z uśmiechem, kiedy nagle wbił jej nóż w szyję. Była w szoku, nie miała jak się bronić. Upadła, potem próbowała się schować. Oprawca jednak schwytał i dobił kobietę. - Najgorszy był widok, jak zobaczyłem martwą żonę. Kałuża krwi – opisywał mężczyzna w TVN-ie. Sekcja zwłok wykazała, że bezpośrednią przyczyną zgonu ofiary były ciosy zadane nożem w klatkę piersiową. W obronie kobiety stanął jej 18-letni syn, ale nie miał szans z przyrodnim bratem, bo ten był uzbrojony. Młodociany morderca jego również mocno poturbował, a chłopak był o krok od śmierci. Udało mu się jednak przeżyć, dzięki szybkiej reakcji jednego z sąsiadów. 18-latek natychmiast trafił do szpitala, a zespół medyczny go uratował.

Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni

14-latek uciekł z domu, oszczędził tylko 2-letnią siostrę. Policję wezwali pracownicy domu kultury

Poszkodowany będzie miał traumę prawdopodobnie do końca życia. Do placówki medycznej trafił z ranami na rękach, szyi, barku. Miał też liczne rany tłuczone i cięte głowy. Lekarze określali jego stan fizyczny i psychiczny jako bardzo ciężki, a kontakt z nim był utrudniony.

W międzyczasie 14-letni Łukasz uciekł z domu. Oszczędził jedynie 2-letnią dziewczynkę, której nie zrobił krzywdy. Skierował swoje kroki do Chełmskiego Domu Kultury, musiał pokonać ponad jeden kilometr pieszo. Był cały zakrwawiony, w jednej ręce trzymał nóż, a w drugiej młotek. Przez całą trasę nie porzucił narzędzi zbrodni. Wszedł do budynku, jak gdyby nigdy nic, kiedy na scenie trwał spektakl. Pracownicy, którzy rozmawiali z reporterami TVN-u, byli przerażeni. Opisywali, że 14-latek przemieścił się w stronę kasy, a potem odwrócił się i wyszedł, jakby się rozmyślił. W holu i na drzwiach wejściowych zostawił ślady krwi.

Czytaj także:  Zakochał się w szkole, zabił w dorosłym życiu. Paweł S. zamordował Ewelinę. "Była jego nauczycielką"

Pracownicy placówki zawiadomili policję, dwóch z nich poszło śledzić Łukasza. Na bieżąco przez telefon informowali funkcjonariuszy, w którą stronę idzie. Kilkanaście minut później patrol zatrzymał podejrzanego. Był spokojny, nie stawiał oporu, nie próbował nawet uciekać. Posłusznie wykonywał wszystkie polecenia mundurowych.

Dziennikarze „Super Expressu” dotarli do wiadomości, które Łukasz miał publikować w mediach społecznościowych dzień przed dokonaniem morderstwa macochy. Pisał, że pora zabijać, że zabicie jest jego celem. Jak już wiemy, nie były to tylko puste słowa. Swoje koszmarne zapowiedzi chłopak naprawdę zrealizował. 14-latek pochodził z dobrej rodziny, tak przynajmniej mówili sąsiedzi i jego otoczenie. Tata chłopca jest policjantem. Mężczyzna rozstał się z biologiczną matką Łukasza wiele lat temu. Pani Ewelina była jego drugą żoną. Miała dwójkę swoich nastoletnich dzieci, a dwa lata przed tragedią urodziła córeczkę, która była owocem związku z panem Robertem. „Super Express” podawał, że małżeństwo do Chełma sprowadziło się z podchełmskiego miasteczka w połowie 2019 roku. Kupili duży, piętrowy dom na przedmieściach, oboje wychowywali dzieci z poprzednich związków.

W toku śledztwa wyszło na jaw, że Łukasz, mimo bardzo młodego wieku, nie po raz pierwszy miał zatargi z prawem. Kilka miesięcy przed zabójstwem groził w sieci, że wysadzi szkołę. Później pojawiły się doniesienia, że miał ukraść jakieś pieniądze, zamierzał kupić broń i – tu cytat - „zrobić masakrę”. Nauczyciele uczestniczyli w spotkaniu z ojcem 14-latka, poproszono też o pomoc psychologów. Nastolatek tłumaczył, że tylko żartował, lecz finalnie sprawa trafiła do sądu rodzinnego, ponieważ szkoła zawiadomiła policję. Magdalena Flis z Sądu Rejonowego w Chełmie w rozmowie z TVN-em potwierdziła, że były prowadzone różne czynności w tej sprawie, wyznaczono nawet termin rozprawy. Więcej informacji nie mogła zdradzić.

Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.

Łukasz był osobą spokojną, cichą. Co pchnęło go w ramiona zbrodni? Inspirował się przestępcami

Ale nastolatek nie zawsze taki był. Przedstawiciele szkoły podstawowej, do której uczęszczał, powiedzieli w rozmowie z „Super Expressem”, że Łukasz postrzegany był jako osoba cicha, spokojna, wycofana. Jego zachowanie nie budziło większych zastrzeżeń. Przynajmniej jeśli chodzi o świat realny. W internecie zabójca zmieniał się bowiem nie do poznania. Mieli go na przykład fascynować sprawcy masakry ze szkoły w Stanach Zjednoczonych, którzy zamordowali 12 kolegów i ranili 24 pozostałych uczniów, strzelając do nich z broni. W sieci Łukasz przybrał pseudonim jednego z oprawców. Śledził też sprawę Zuzanny M., która uczestniczyła w głośnym na całą Polskę morderstwie małżeństwa w Rakowiskach. Mówił o niej Zuzia, jak o swojej koleżance, a w mediach społecznościowych publikował posty związane z tą sprawą. Próbował też wielokrotnie kontaktować się z zabójczynią, bezskutecznie. Innej znajomej chwalił się, że wyrządzanie krzywdy sprawia mu przyjemność – miał pisać tak do niej przez komunikator internetowy.

Czytaj także:  Oddała noworodka, zmieniła zdanie. Po odzyskaniu syna, Wiesława go udusiła. "Wierzgał, płakał i przestał"

Czy gdyby w tamtym okresie zareagowano ostrzej, tragedii dałoby się uniknąć? Czy nikt nie zauważył niepokojących sygnałów? Ojciec 14-latka mówił w mediach, że zdał sobie sprawę z dziwnych zachowań syna w okresie przed feriami. Łukasz miał jednak dobrze się maskować. Zapewniał, że nikomu nic nie zrobi, że to tylko taka gra, żarty. Jego tata nigdy nie sądził, że syn może zrobić komuś krzywdę, a tym bardziej zaatakować członków rodziny. Reporterka „Uwagi! TVN-u” rozmawiała z dziewczyną, której 14-latek się zwierzał. Ta stwierdziła, że Łukasz chciał kupić broń i długo planował zbrodnię, lecz nie sądziła, że mówi na poważnie.

Młodociany przestępca żalił się, że jest zaniedbywany w domu, że poświęcają mu za mało czasu. Nie potrafił też nawiązać kontaktu z rówieśnikami. Z rodzeństwem się jednak dogadywał, poza przyrodnim bratem, którego ranił nożem podczas dokonywania zbrodni. - Syn miał problemy z adaptacją, bo wielokrotnie zmienialiśmy miejsce zamieszkania i ciężko mu było w nowych szkołach. Był pod opieką psychologa. W październiku zeszłego roku zaczęły się także wizyty u psychiatry – mówił w 2020 roku ojciec sprawcy w rozmowie z TVN-em.

Nie trafił do więzienia, ale długo nie pożył. Smutny finał tragicznej historii

14-letni Łukasz nigdy nie trafił do więzienia. W chwili zbrodni był bowiem za młody. Gdyby miał skończone 15 lat, mógłby odpowiadać za to, co zrobił, jak osoba dorosła, w normalnym procesie karnym. Tak się jednak nie stało. Najwyższy wymiar kary, jaką mógł nałożyć na niego sąd rodzinny, to pobyt w poprawczaku. Wyrok zapadł niedługo po morderstwie. Ustalono, że nieletni dopuścił się zarzucanych mu czynów i zdecydowano, że zostanie wobec niego zastosowany środek leczniczy w postaci umieszczenia go w szpitalu psychiatrycznym dla młodzieży.

Łukasz miał przebywać tam do 21. roku życia, ale karę skrócono i wyszedł po nieco ponad trzech latach, w 2023 roku. Dlaczego? „Super Express” ustalił, że chłopak opuścił ośrodek w Garwolinie, ponieważ sąd rodzinny musiał umorzyć postępowanie wykonawcze w sprawie i zwolnić nieletniego. Tłumaczono, że decyzja była konieczna w świetle prawa, które mówi, że wykonywanie środków wychowawczych ustaje z chwilą ukończenia przez nieletniego 18 lat. Ustawa o wspieraniu i resocjalizacji nieletnich związała wymiarowi sprawiedliwości ręce.

Dziennikarzom „Super Expressu” udało się też porozmawiać z samym chłopakiem. Zapewnił, że nikomu krzywdy nie chce już wyrządzać. - Odsiedziałem, co miałem i chcę żyć na wolności. Zrobiłem, co zrobiłem, odebrałem człowiekowi życie, czego teraz żałuję – wyznał. Łukasz potwierdził, że zbrodnię zaplanował i że zrobił to przez złe relacje w domu oraz fascynacje mordercami, chęć zobaczenia, jak to jest zabić, i przez narastający gniew. W rozmowie z naszym reporterem opisywał ze szczegółami, jak dokonał morderstwa, mówiąc, co krok po kroku robił. Przyznał, że bardzo dobrze pamięta to, co się wtedy wydarzyło.

Łukasz twierdził wówczas, że chce ułożyć sobie życie na nowo, czego nie można było powiedzieć o jego ofierze, którą brutalnie tego życia pozbawił. „Super Express” ustalił, że na wolności zamieszkał ze swoją biologiczną matką i uczył się zaocznie. Poczynania młodego mężczyzny, zarówno w sieci, jak i w życiu codziennym, miały być pod stałą obserwacją policji. Aż przyszedł 2026 rok i media niespodziewanie obiegła informacja, że młodociany sprawca zbrodni nie żyje.

Zmarł już jakiś czas temu, konkretnie w lipcu 2025 roku, co potwierdzili funkcjonariusze z Chełma w rozmowach z reporterami. Dziennik „Fakt” podał nieoficjalnie, że przyczyną było przedawkowanie narkotyków, lecz służby tego nie komentują.

Sonda
Czy kary dla nieletnich przestępców powinny być bardziej surowe?
Pokój Zbrodni - Wampir z Bytomia

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki