Do zdarzenia doszło we wtorek, 15 września. W środku dnia z okien mieszkania zaczął dobywać się dym, widać było języki ognia. Na miejscu pojawili się strażacy z KP PSP w Świdniku, ratownicy medyczni oraz policjanci. - Nie było wiadomo czy w płonącym mieszkaniu nie znajdował się ktoś z jego mieszkańców. Strażacy siłowo weszli do środka. Wewnątrz ogień zdążył już objąć znaczną pomieszczeń - opowiada asp. sztab. Elwira Domaradzka z policji w Świdniku. - Na szczęście wewnątrz nie było osób. Był za to królik!
Czytaj też: Zakochany łoś na ulicach Lublina. Nic nie robił sobie z samochodów
Strażacy odnaleźli zwierzę, wynieśli je z płonącego mieszkania i przekazali sąsiadce, gdyż właściciele przerażonej królicy, młode małżeństwo, byli w pracy. Potem dziękowali jej nie mniej niż strażakom. - Nic takiego nie zrobiłam przecież, dałam jej posłanie, pobyła trochę przy niej, bo bardzo się bała - mówi sąsiadka z parteru, która zaopiekowała się królikiem.
Królinka, bo tak ma na imię ocalone zwierzątko, jest pod bardzo dobrą opieką.
- Królinka jest obecnie na hospitalizacji pod tlenem, dostała też leki uspokajające - opowiada w mediach społecznościowych jej opiekunka. - Wygląda to na ciąg nieszczęść, około dwa tygodnie temu Królinka miała operację przez skręt płata wątroby i przy okazji zatkanie, lekarze dawali jej małe szanse na przeżycie ze względu na starszy wiek. Ledwo do siebie doszła i znowu spotkało ją coś strasznego, nie wyobrażam sobie jak moje maleństwo musiało się bać podczas wybuchu.
Królinka na pewno zostanie jeszcze kilka dni na hospitalizacji. Przyczynę pożaru ustalą biegli - nie wykluczone, że doszło do zwarcia w sprzęcie AGD. Królinka i jej rodzinka wynajmowali je - wyprowadzili się już stamtąd.