Pomagał bitym i głodzonym, teraz sam potrzebuje wsparcia. „Wierzę, że będzie dobrze”

2019-12-14 8:11 Mucha

Ilu bitym, głodzonym czy trzymanym w potwornych warunkach zwierzętom pomógł przez lata – tego zapewne nie zliczy sam Zdzisław Małysz (55 l.), komendant Straży Ochrony Zwierząt z Lublina. Teraz sam potrzebuje pomocy: po nieszczęśliwym wypadku jest sparaliżowany i ani on, ani jego rodzina, nie są w stanie zebrać funduszy na kosztowną rehabilitację w specjalistycznym ośrodku. – Wierzę, że jeszcze będzie dobrze – nie traci nadziei komendant.

Komendant Małysz, albo po prostu Zdzicho, jest doskonale znany w Polsce wszystkim tym, dla których ważne jest dobro zwierząt. Dziesiątki, setki interwencji, które przeprowadził kierowany przez niego zespół, z pewnością uratował z opresji wiele tych, które o swoje dobro same nie potrafią walczyć.

Niestety, stała się tragedia. Od pewnego czasu Zdzisław Małysz mieszkał w Belgii, gdzie pracował w firmie budowlanej. Mieszkał z innymi pracownikami w domu, który wynajmowali razem. Dostał lepszą propozycję pracy, z której postanowił skorzystać. 18 maja, po kolacji, którą jedli razem, postanowił iść spać do swojego pokoju na piętrze, do którego prowadziły strome schody umieszczone na zewnątrz budynku.

– 19 maja rano miałem mieć spotkanie z nowym pracodawcą – wspomina. Niestety, zapomniał z kuchni wziąć kluczy, musiał się wrócić. Wtedy doszło do nieszczęścia, w pośpiechu uderzył głową o strop i poleciał schodami w dół. Nieprzytomnego i zakrwawionego Małysza znaleźli koledzy. Mężczyzna trafił do szpitala w Gent. Trudno w to uwierzyć, ale belgijscy lekarze zbagatelizowali stan, w jakim znalazł się Polak. Nie zrobili operacji, która była niezbędna, stąd doszło do martwicy rdzenia kręgowego i porażenia czterokończynowego.

– W drugiej połowie czerwca Zdzicho ambulansem lotniczym trafił do szpitala w Lublinie, w którym jest do dziś – mówi Anna Małysz (57 l.), żona Zdzisława. Codziennie trzy razy odwiedza męża, troskliwie się nim opiekując. Na szczęście mimo tak ciężkiego stanu sam oddycha, jest w pełni władz umysłowych. Ba, nawet żartuje czasem, a do swego położenia podchodzi ze spokojem i dystansem. – Mam nadzieję, że uda się Zdzichowi pomóc – dodaje cicho pani Ania.

Nie chce zapeszyć, bo już raz wydawało im się, że chwycili Pana Boga za nogi. Sytuacją Małysza we wrześniu tego roku zainteresowała się telewizja, w reportażu wyemitowanym na antenie Małyszowie usłyszeli, że dla Zdzisława znajdzie się miejsce w specjalistycznym, komfortowym ośrodku pod Lublinem. Żyli tym do końca listopada.

– Okazało się, że stan zdrowia męża jest na tyle ciężki, że ośrodek nie jest w stanie zapewnić mu fachowej opieki. Jeszcze nie teraz – mówi z ciężkim sercem pani Anna. – Straciliśmy kilka miesięcy, przez które mogliśmy szukać miejsca opieki. Zbiórka pieniędzy po emisji reportażu także stanęła…

A pieniędzy potrzeba naprawdę sporo. Przede wszystkim na rehabilitację podczas specjalistycznych turnusów rehabilitacyjnych. Tak, aby przywrócić zdrowia pana Małysza do etapu, w którym niepotrzebna byłaby specjalistyczna i wykwalifikowana opieka medyczna.

Zbiórka funduszy na pomoc Zdzisławowi Małyszowi pod adresem: pomagam.pl/zdzislawmalysz.