Ojczym zabił jego mamusię. Teraz Maks rzucił się na babcię z kastetem

2026-08-26 10:21

Maksymilian T. (23 l.) z Lubartowa (lubelskie) brutalnie pobił kastetem swą 93-letnią babcię. Najpewniej był pod wpływem narkotyków, które znaleziono w domu, gdzie doszło do nieszczęścia. Staruszka dał jemu i bratu - bliźniakowi dach nad głową i oparcie po tym, jak kilka lat temu ich mama Anna (+38 l.) zginęła na ulicy z rąk ich ojczyma. Ciężko ranna 93-latka trafiła do szpitala w Lublinie, jej prawnukowi zaś za usiłowanie zabójstwa grozi dożywocie, na proces poczeka w areszcie.

Horror w Lubartowie. "Zabiłem babcię"

Ulica Cicha w Lubartowie zasługuje na swą nazwę - to przytulne, zielone osiedle odnowionych bloków z wielkiej płyty położone na tyłach lubartowskiego Sądu Rejonowego i komendy policji. Spokój i cisza. Kiedy spytać o tragedię, do której doszło w mieszkaniu na trzecim piętrze jednego z bloków, prawie nikt nic nie słyszał. Maksymiliana i jego brata Pawła sąsiedzi znali dobrze, bardziej z tego, że dotknęła ich taka tragedia niż z łobuzerki.

- Zawsze się razem trzymali, gdzie jeden to prawie na pewno niedaleko jest i drugi - opowiada "Super Expressowi" sąsiadka, która nie przypomina sobie, żeby byli niegrzeczni, mówili dzień dobry, w domu było cicho. - Kiedyś chodzili często na miejsce, gdzie zginęła ich mama, uroczyście, ze zniczami w ręce. To dwie minuty spaceru stąd. O tam, jak się te niskie domy zaczynają - wskazuje pobliską ulicę.

Niestety, rówieśnicy bliźniaków mają o nich trochę inne zdanie: - Ciągle na haju, nie ma o czym gadać. Maks to na maksa, Paweł trochę mniej - rzucili do reportera "SE".

Czy feralnego dnia Maksymilian był pod wpływem narkotyków? Wyjaśni to śledztwo. Na pewno był trzeźwy, nie pił alkoholu. kiedy kilka minut po siódmej rano dzwonił pod 112. - Zabiłem babcię - oświadczył. Podał dokładny adres.

Znaleźli zakrwawiony kastet. Kolejny dramat w tej rodzinie

- Po tym zgłoszeniu, natychmiast na miejsce zostali wysłani policjanci z lubartowskiej jednostki. W otwartym mieszkaniu funkcjonariusze zastali w jednym z pomieszczeń przytomną 93-letnią kobietę z licznymi ranami twarzy i głowy. 93-letnia seniorka w stanie zagrażającym życiu została przez medyków przewieziona do szpitala - opowiada mł. asp. Marcin Bajon z policji w Lubartowie. - W kolejnym pomieszczeniu funkcjonariusze zastali 23-letniego wnuka seniorki, który miał dopuścić się ataku na swoją babkę. Policjanci znaleźli przy nim zakrwawiony kastet - dodaje.

Na miejscu przestępstwa lubartowscy policjanci przeprowadzili oględziny. Zabezpieczyli także ponad 80 gramów środków psychotropowych w postaci mefedronu oraz maczetę. Maksymilian był spokojny. Podobno szeptał ciągle, że zabił babcię, bo się jej bał. Chciała zrobić mu krzywdę. Bał się 93-letniej kobiety, która zaopiekowała się nim i bratem po tragedii, do której doszło 12 lipca 2021 roku.

Ojczym Maksymiliana, Paweł B. spotkał swą byłą żonę (rozwiedli się w 2015 roku, kiedy odsiadywał 4 lata więzienia za znęcanie się nad kobietą) i jej nowego partnera na rogu ulic Szulca i Krzywe Koło. Anna B. miała dość gehenny, jaką zafundował jej były już mąż. Bił, wyzywał, zamykał w mieszkaniu, nie pracował i nie opiekował się dwojgiem małych dzieci, które mieli, a dwóch starszych synów kobiety z poprzedniego związku traktował jak wrogów.

Miał sądowy zakaz zbliżania się do Anny B. Kobieta i jej znajomy próbowali ominąć agresora, stanęli za zaparkowanym samochodem. - Już z daleka krzyczał do niej, że ją zabije - wspominają świadkowie zdarzenia. Zaatakował kiedy tylko się zbliżył.

- Nie możesz do mnie podchodzić, sąd ci zabronił - Anna B. próbowała przemówić mu do rozumu. To tylko rozjuszyło mężczyznę. Opluł ją i sięgnął po nóż. Partnera kobiety, który stanął w jej obronie pociął, na szczęście niegroźnie nożem. Potem powalił ją na chodnik i zadawał ciosy. W ręce, głowę, podbrzusze, klatkę piersiową, ta ostatnia rana okazała się śmiertelna. Napastnik widząc leżącą bez ruchu w kałuży krwi kobietę uciekł. Schował się w krzakach, a gdy znaleźli go policjanci... próbował udawać nieprzytomnego.

Policjanci z Lubartowa wspominają go jak zły sen. Aż dziewięć razy sądy skazywały go za przestępstwa przeciwko zdrowiu i życiu Anny B., odsiedział łącznie prawie 6 lat. Podczas śledztwa milczał jak grób. Na wieść o tym, że idzie do aresztu, rozpłakał się. W dniu procesu zgodził się jedynie odpowiadać na pytania.

- Kochałem Ankę. Ktoś może mówić, że jestem bez serca, ale na swój sposób też to przeżywam - mówił.

Sąd skazał go na dożywocie. Taka sama kara grozi za usiłowanie zabójstwa Maksymilianowi.

Pokój Zbrodni - Oblał żonę i podpalił

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki