- 9 września 1939 roku niemieckie lotnictwo przeprowadziło jeden z najtragiczniejszych nalotów na Lublin.
- Bomby burzące i zapalające spadły m.in. na centrum miasta, Ratusz, Stare Miasto i Krakowskie Przedmieście.
- Wśród kilkuset ofiar bombardowania znalazł się wybitny lubelski poeta Józef Czechowicz.
- Woźny Ratusza Jan Gilas wyniósł z budynku niewybuch, prawdopodobnie ratując życie wielu ludzi.
We wrześniu 1939 roku położony z dala od frontu Lublin nie mógł liczyć na taryfę ulgową. Po pierwsze, był ważnym ośrodkiem miejskim i gospodarczym II RP, Niemcy podejrzewali, że to w mieście nad Bystrzycą mógł ukryć się chwilowo rząd RP. Coś mogło być na rzeczy - jedną z ofiar bombardowania był przebywając w Ratuszu prezydent Torunia Leon Raszej. Po drugie zaś w mieście stacjonowały wojska i działała Lubelska Wytwórnia Samolotów przy ul. Fabrycznej (dawna fabryka Plage-Laśkiewicza). Fabryka ucierpiała już 2 września 1939 roku - w pierwszym nalocie Luftwaffe zginęło 38 pracowników fabryki, bomby zabiły jeszcze 20 innych osób! Ale najgorsze nadeszło następną sobotę września - dziewiątego dnia tego miesiąca rozpętało się piekło. Nalot na Lublin zaczął się ok. 9.30 - w centrum miasta przebywało mnóstwo ludzi.
Wacław Gralewski (zmarły w 1972 roku), lubelski dziennikarz, który w czasie kampanii wrześniowej wciąż wydawał Express Lubelski (miał formę jednostronicowych mini gazetek) wspominał później:
– Bomby burzące i zapalające padały seriami, co powodowało straszliwy grzmot, niemal trzęsienie ziemi. Poza tym samoloty niemieckie zniżały się i bezkarnie strzelały z broni maszynowej do żołnierzy. Podczas tego bombardowania poległo ponad 100 żołnierzy, a jeszcze więcej było rannych. Po nalocie samolotów niemieckich razem z grupą żołnierzy, pod komendą dwóch oficerów znosiliśmy zabitych żołnierzy na grunty orne, na wyznaczone miejsce na Cmentarzu Polowym przy obecnej Al. Kraśnickiej.
Niemcy uznali, że niszczyć będą także centrum miasta. Stare Miasto, Krakowskie Przedmieście, Kościuszki, Kapucyńska... zamieniły się w ruinę. Na tej ostatniej - w kamienicy obok Poczty Głównej śmierć dosięgła Józefa Czechowicza, najbardziej chyba znanego lubelskiego poetę tamtych czasów. W kamienicy przy ul. Krakowskie Przedmieście 46 odwiedził w sobotni poranek fryzjernię Ostrowskiej. Poeta przybyl do swego rodzinnego miasta z Warszawy kiedy tylko zaczęła się wojna. Feralnego poranka od bomby zawaliła się ściana i runął sufit, grzebiąc poetę. To ponure, ale zadecydował ślepy los, Czechowicz słysząc uderzenie uciekł w stronę, gdzie poleciały gruzy. Jego znajomi w drugą - oni wygrzebali się spod gruzów z siniakami.
- W rezultacie akcji ratunkowej wydobyto spod gruzów strzęp ludzki, w kieszeni którego znaleziono niezniszczony słownik polsko-niemiecki z napisem na pierwszej stronie: własność Józefa Czechowicza – wspominał Gralewski.
W miejscu, gdzie zginął Czechowicz, stoi teraz pomnik mu poświęcony. Kamienicę rozebrano jeszcze w czasie okupacji.
Śmierć zebrała swe żniwo także w Ratuszu. Oprócz gościa z Torunia, w magistracie zginęło 42 osoby, w większości urzędników i interesantów. Zginął także woźny Ratusza, Jan Gilas. On to widząc, że jedna z bomb nie wybuchła i leży w środku budynku, wyniósł ją na zewnątrz. Być może uratował dziesiątki istnień ludzkich. Zapłacił za to najwyższą cenę. Skonał z bombą w objęciach - nie wytrzymało serce bohatera.
Lublinianie odwdzięczyli mu się ulicą - imię Jana Gilasa nosi króciutka uliczka położona nieopodal Ratusza, z boku deptaka....