W słoneczną niedzielę, 22 marca, Muzeum Wsi Lubelskiej wypełniło się gwarem i radosnym hałasem. Mieszkańcy Lublina tłumnie przybyli, by wziąć udział w tradycyjnym obrzędzie pożegnania zimy w ramach wydarzenia „Przywołajmy wiosnę”. To pierwsze tak duże plenerowe widowisko w popularnym Skansenie w 2026 roku, które oficjalnie obudziło to miejsce do życia. Pogoda zdawała się idealnie pasować do okazji - ciepło i słońce zachęciły całe rodziny do wizyty przy al. Warszawskiej.
Wiosenne zamieszanie w lubelskim Skansenie
Celem spotkania było skuteczne przegonienie zimy. Uczestnicy wspólnie śpiewali, tańczyli i hałasowali, a wszystko po to, by symbolicznie pożegnać chłód i słabości. Przygotowaniom do stworzenia głównej, dużej Marzanny towarzyszyły tradycyjne przyśpiewki, które wprowadziły wszystkich w radosny nastrój.
- Marzanka rosła, aże urosła, jak sosna, jak sosna. Po co żeś tam wyszoł ty wole, ty wole Nasza Marzanecka w sąsieku, w sąsieku Wniesiemy se ją po leku, po leku Nasza Marzanecka na gminie, na gminie Wyglądo okienkiem na świnie, na świnie
- śpiewały panie, zabierając się za szykowanie Marzanny.
Dzieci z własnymi kukłami. Każdy chciał przegonić zimę!
Wydarzenie przyciągnęło mnóstwo najmłodszych mieszkańców Lublina, dla których palenie i topienie kukły było największą atrakcją. Co więcej, wiele dzieci przyszło do Skansenu z własnoręcznie wykonanymi Marzannami, w których przygotowaniu pomagali oczywiście rodzice. Wierzono bowiem, że im większa kukła, tym więcej biedy i nieszczęść ze sobą zabierze.
- Mama mi pomogła, bo jeszcze nie mogę brać noża do ręki
- zdradził nam mały Jaś (7 l.).
Czym jest Marzanna? Tradycja i przesądy
Choć dziś topienie Marzanny to przede wszystkim radosna zabawa, zwyczaj ten ma pogańskie korzenie i jest związany z wieloma przesądami. Kukła, symbolizująca zimę, śmierć i choroby, była rytualnie niszczona podczas Jarego Święta. Zgodnie z tradycją, słomianą kukłę owijano płótnem i zdobiono wstążkami, a następnie w uroczystym orszaku obnoszono po całej wsi. Po drodze podpalano ją i wrzucano do wody, co miało ostatecznie przegonić zło. Co ciekawe, z obrzędem wiązało się wiele wierzeń. Dotknięcie pływającej Marzanny miało grozić uschnięciem ręki, a obejrzenie się za siebie w drodze powrotnej mogło sprowadzić chorobę. Najgorsze miało jednak grozić za potknięcie się i upadek - według przesądów zwiastowało to nawet śmierć w ciągu roku.
Ogień i woda, czyli wielkie pożegnanie zimy
Pracownicy Muzeum Wsi Lubelskiej tłumaczyli zebranym symbolikę obrzędu. Zima nie miała szans, została przegnana na cztery wiatry!
- Dzisiaj przywołujemy wiosnę. Idziemy śpiewając nad wodę, żeby Marzannę obrzędowo spalić, ośpiewać, okrzyczeć, odegnać ją i pożegnać
- mówili.
W tym roku barwny orszak z Marzanną na czele przeszedł nieco dalej niż zwykle - celem był mały cypelek wrzynający się w wodę. Tam, przy dźwięku klekotek, płonącą kukłę wrzucono do stawu. Zaraz za nią do wody trafiły mniejsze, przyniesione przez dzieci Marzanny.
- Moja szybko płynie, szybciej niż ta duża
- komentował z ambicją cytowany już Jaś.
Po Marzannie czas na gaik. Wiosna oficjalnie w Lublinie!
Zgodnie z tradycją, po wrzuceniu Marzanny do wody należało jak najszybciej uciec z tego miejsca, nie oglądając się za siebie. Życie nie znosi próżni, więc miejsce przegnanej zimy musiała natychmiast zająć wiosna. Dlatego kolejnym krokiem było wspólne strojenie gaika - zielonej gałązki ozdobionej kolorowymi wstążkami, kwiatami i pisankami, która jest symbolem odradzającego się życia i nadchodzącej wiosny.