Wielki zlot w Świdniku
W ubiegły weekend Świdnik (lubelskie) w czasie XVIII Ogólnopolskiego Zlotu Motocykli WSK (i nie tylko) gościł kilka tysięcy maszyn i ich szczęśliwych posiadaczy z Polski jak długa i szeroka! Charakterystyczny dźwięk dwusuwowego silnika „wueski“ i nie mniej osobliwy zapach niebieskiej mgiełki spalin rządził w mieście, gdzie przez trzy dekady produkowano te jednoślady. Kiedyś, powiedzmy, obciachowe, dzisiaj szlachetne.
Dla fanów motocykli Świdnik jawił się w ostatni weekend sierpnia jako kraina marzeń, a to za sprawą XVIII Ogólnopolskiego Zlot Motocykli WSK (i nie tylko) w Świdniku!
Historia WSK
Produkt Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego (WSK) ze Świdnika cieszył się na przestrzeni lat zmienną renomą. Na rynku pojawiły się w 1955 roku, początkowo posiadacz motocykla tej marki mógł powiedzieć, że jest w czepku urodzony, nakładając modne podówczas kaski „orzeszki“. Ba, śpiewano o wuesce piosenki: WSK WSK...W jak Wiosna S jak Stach, K jak kocham Stacha wiosną - to słowa przeboju Danuty Rinn i Bogdana Czyżewskiego z 1968 roku. Ba, jak mówi się nieoficjalnie, poziom techniczny motocykli i ich nowoczesne, jak na peerelowskie realia, rozwiązania sprawił, że produkująca bardzo podobny asortyment starsza od WSK Warszawska Fabryka Motocykli (WFM) musiała w końcu zwinąć żagle...
Potem image produktu ze Świdnika zauważalnie podupadł... -Wiejski Sprzęt Kaskaderski - rozszyfrowywano skrót WSK w latach dziewięćdziesiątych. Obciach. Ale z biegiem lat wueski stały się kultowe - z garaży, szop, składzików wygrzebywano mniej lub bardziej zmitrężone czasem i przebiegiem egzemplarze i kunsztownie odnawiano.
- Trzy lata i jakaś tam suma pieniędzy - podlicza pan Wojciech (57 l.) z Siedlec. Jaka? Ze względu na mir domowy nie chce mówić konkretnie, gdyż suma ta jest jak można się domyślić sporo wyższa od oficjalnie podanej do wiadomości szanownej małżonki - Gdybym mógł kupić WSK za tyle, ile mówiłem w domu, wziąłbym od razu siedem sztuk - uśmiecha się pod wąsem. Wprawdzie wśród maszyn łatwo było znaleźć motocykle powiedzmy...bardziej dostojne, jak choćby BMW czy Indiana, polskie junaki i czeskie javy, ale WSK to WSK...
Huczna parada
W sobotę ruszyli wszyscy na uroczystą paradę, w czasie której okrążono miasto. Motocykli było mnóstwo - aby zobaczyć je wszystkie, np. stojąc przy kinie „Lot“ należało poświęcić na to więcej niż 10 minut.
Bartłomiej Pejo, prezes Świdnickiego Klubu Motocyklowego Usarz (i poseł na Sejm RP):
– Gorąco witam wszystkich na XVIII Ogólnopolskim Zlocie Motocykli WSK i Innych w Świdniku, stolicy polskiego motocykla, gdzie wyprodukowano 2 miliony „wuesek”. Często jest tak, że jak przyjeżdżacie na zlot na innych maszynach, to za rok zamieniacie ja na WSK. Dziś razem tworzymy największą paradę motocyklową w Polsce. Dziś, pomimo deszczu, jest nas 3 tysiące. Wielkie dzięki za to – powiedział Pejo.
To niesamowite, te idealnie odrestaurowane sztuki stojące w garażu, jak i te, które służą na codzień do normalnej jazdy, podrapane nieraz i wysłużone, przebyły często po kilkaset kilometrów. Marek Kusz (60 l.), emerytowany górnik z Gliwic (śląskie) przebył ponad 400 km na swej wymuskanej czarnej strzale bez najmniejszego problemu. Motocykl z 1976 roku pali na dotyk.
- Nie mogło mnie tu zabraknąć, jestem w Świdniku kolejny raz. Wueska to motocykl idealny, cieszy mnie, że tylu ludzi to widzi i czerpie z tego tyle radości - mówi Ślązak, którego co i rusz proszą o pamiątkowe zdjęcie z motocyklem. Nie odmawia. - Trzeba się dzielić szczęściem...