Pierwsze materiały na miejscu
W poniedziałek, 23 marca, na działkę dotarły pierwsze materiały budowlane – ładunek drutu zbrojeniowego trafił na podwórko Wesołowskich. Wcześniej, w piątek, na miejscu pracowali geodeci, którzy wyznaczali miejsce, w którym stanie dom.
– Co do milimetra musiało im się zgadzać, zaimponowali mi – mówi w rozmowie z „SE” pan Tomasz.
Wspólnie z żoną są na miejscu codziennie – rano i po południu.
– Tutaj czujemy się potrzebni, tutaj jest nasze miejsce – dodaje pani Alicja.
Są zadowoleni, że już niedługo znów będą „na swoim”.
Wieś, o której usłyszał świat
Wyrki Wola to rozległa, zadbana wieś zanurzona w podwłodawskich lasach. Jest tu szkoła, nowoczesna biblioteka, ośrodek zdrowia, urząd gminy, bank spółdzielczy i dwa sklepy. Codziennie po wsi jeździ listonosz.
10 września 2025 roku o Wyrykach Woli usłyszał dosłownie cały świat. Nocą i nad ranem w okolicy pojawiło się wiele wrogich dronów, które zostały zestrzelone przez wojska NATO. Nikt nie został ranny, ale dom Alicji i Tomasza Wesołowskich poważnie ucierpiał.
Czy to przez drony, czy trafiła w niego rakieta – dziś nie ma to większego znaczenia. Odniósł się do tego premier Donald Tusk we wpisie w serwisie X, opublikowanym kilka dni po zdarzeniu:
– Cała odpowiedzialność za uszkodzenia domu w Wyrykach spada na autorów dronowej prowokacji, czyli Rosję. O wszystkich okolicznościach incydentu odpowiednie służby poinformują opinię publiczną, rząd i prezydenta po zakończeniu postępowania.
Tymczasowe życie i trudne decyzje
Po tym, jak ich dom praktycznie przestał istnieć, Wesołowscy trafili na kilka dni do pokoju gościnnego w budynku biblioteki gminnej. 16 września, dzięki pomocy mieszkańców wsi i żołnierzy WOT, przeprowadzili się do dużego, 80-metrowego mieszkania gminnego na tyłach ośrodka zdrowia.
Mieszkanie jest przestronne i ciepłe, ale… nie swoje. Nie zmienią tego nawet piękne kwiatki w oknach, przypominające spokojne, szczęśliwe dni sprzed katastrofy.
– Tęsknimy za przestrzenią, podwórkiem, za byciem na swoim – powtarzają.
– Boimy się, co będzie dalej. Boimy się tego, że nauczymy się żyć tutaj, nasz dom zostanie wybudowany i po raz kolejny trzeba będzie zrywać korzenie, przeprowadzać się, uczyć życia na nowo – mówił na początku listopada pan Tomasz. – To nie jest już wiek, w którym chce się to robić…
Od projektu do rozbiórki
Coś jednak zaczęło się zmieniać.
– W środę, 22 października 2025 roku, rodzina wybrała projekt domu, na który musi zostać wykonany kosztorys. Bezpośrednio po jego sporządzeniu przez biegłego rozpocznie się proces inwestycyjny – informował wówczas Marcin Bubicz, rzecznik prasowy LUW.
Zimą, przed Bożym Narodzeniem, ruszyły prace rozbiórkowe. Pan Tomasz obserwował je ze słodko-gorzkimi emocjami. Z jednej strony cieszył się, że znikną ruiny, z drugiej – był to przecież ich dom.
– Ile to naszej pracy… Operator wybiera piach koparką, a ja to wszystko, cały ten piach przywoziłem tutaj taczką… – mówił.
Dom, choć zbudowany solidnie ponad 40 lat temu, bez oporu poddał się potężnej łyżce koparki. Jakby trzymał się już tylko na słowo honoru.
– Tyle wspomnień się odzywa, jak tu fajnie było, ile pięknych chwil tutaj przeżyliśmy – mówiła w grudniu pani Alicja.
Nowy początek
W marcu ma już zdecydowanie lepszy humor. Wspólnie z mężem nie próżnują, czekając na budowlańców. Wykopują rośliny, które mogłyby nie przetrwać budowy.
– To nasza jabłoń, rodzi pyszne owoce. Przesadzimy ją w bezpieczne miejsce – mówią.
Pan Tomasz wbija pierwszy szpadel w ziemię – symbolicznie.
– Ale robotę zostawiam fachowcom – deklaruje.
Nowy dom będzie parterowy, nowoczesny i nieco mniejszy niż poprzedni – będzie miał nieco ponad 150 metrów kwadratowych. Stanie dokładnie w tym samym miejscu, gdzie stał stary.