Ponad tysiąc syren alarmowych na Lubelszczyźnie. MSWiA przyspiesza po rosyjskich atakach
Minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński zapowiedział w sobotę w Lublinie szybką rozbudowę systemu ostrzegania mieszkańców. Jak mówił, jeszcze na początku 2024 roku w województwie lubelskim było około 30 syren, które można było włączyć zdalnie. Obecnie jest ich prawie 350, a do końca roku ma być ponad tysiąc.
Kierwiński powiedział, że Rosja w ostatnich dniach atakuje okolice przejść granicznych po ukraińskiej stronie. – Coraz częściej w okolicy polskiej granicy latają drony odrzutowe, rakiety – powiedział. Jego zdaniem Polska musi być przygotowana na związane z tym zagrożenia. - Jesteśmy na właściwej drodze. A czasu mamy bardzo, bardzo niewiele - stwierdził.
Docelowo MSWiA chce zmodernizować wszystkie około 22 tys. syren znajdujących się w Polsce. Mają być cyfrowe i połączone w jeden system. Dodatkowe pieniądze mają trafić także do regionów, w których wymiana urządzeń przebiega wolniej.
Kierwiński przyznał, że 17 września popełniono błędy przy ewakuacji niektórych szkół
Minister poinformował również, że na Lubelszczyźnie jest prawie 3,5 tys. miejsc schronienia dla ludności. Resort pracuje też nad systemem Cell Broadcast. Ma on ruszyć w sierpniu przyszłego roku i pozwolić na przesyłanie ostrzeżeń bezpośrednio na telefony znajdujące się na zagrożonym obszarze.
W czwartek mieszkańcy województw lubelskiego i podkarpackiego otrzymali alert o zagrożeniu atakiem z powietrza. W tym czasie Rosja atakowała jednak zachodnią Ukrainę, a nie Polskę. Jeden z dronów uderzył około 4 km od granicy Polski. Polskiej przestrzeni powietrznej nie naruszono. Kierwiński przyznał, że podczas alarmu pojawiły się błędy, m.in. przy ewakuacji niektórych szkół i zakładów pracy. – Były błędy i nad tymi błędami będziemy pracować – zapowiedział.
Mieszkańcy Lublina od tygodni dostają alerty RCB o atakach na Ukrainę. Nie doszło jednak ani razu do naruszenia naszej przestrzeni powietrznej. 17 września w alertach nie było mowy o Ukrainie, a jedynie o "zagrożeniu atakiem z powietrza" i o tym, by "szukać bezpiecznego schronienia". Doszło do ewakuacji niektórych szkół i urzędów. Ostatecznie okazało się, że również wtedy żadna rakieta ani żaden dron nie pojawił się nad Polską.